Sztuczna inteligencja jest dziś przedstawiana jako klucz do przyszłości, katalizator potężnego rozwoju, który może rozwiązać wszystkie nasze problemy. Ale czy to rzeczywiście jest prawda, czy raczej utopia oparta na nierzeczywistych założeniach?
Iluzoryczna tania energia i wzrost
Popularna narracja mówi, że największym wyzwaniem jest właśnie zapewnienie taniej energii do zasilania olbrzymich centrów danych AI. Rozwiązaniem ma być budowa elektrowni jądrowych i wykorzystanie taniego gazu ziemnego, zwłaszcza w Ameryce Północnej i Chinach.
Tani prąd miałby utorować drogę do fantastycznego wzrostu, który napędzi wszystkie dziedziny życia.
Tyle że to tylko część prawdy – w rzeczywistości ta wizja ignoruje złożoność problemów, które AI ma rozwiązać.
CYNICZNYM OKIEM: Założenie, że AI jest „inteligentna” oznacza również, że problemy są intelektualnymi zagadkami. Tymczasem społeczeństwa i gospodarki to złożone, samonapędzające się systemy, napędzane korupcją, wypaczonymi zachętami i nierównościami. Nie wystarczy inteligencja maszynowa, by odwrócić skutki ludzkiej głupoty i systemowej degeneracji.
Zakłada się również, że zastąpienie ludzi robotami i algorytmami stworzy utopię pracy i szczęścia. Jednak człowiek jest biologicznie zaprogramowany na celową pracę, która daje sens i spełnienie.
Gapienie się w ekrany i oczekiwanie na cyfrową nirwanę to droga do depresji i alienacji.
Paradoks zatracania: mniej pracy, mniej sensu, mniej stabilności
Powszechne jest oczekiwanie, że technologia zawsze tworzy więcej pracy, niż niszczy. To jednak mit bez naturalnego prawa.
W rzeczywistości AI niszczy miejsca pracy, tworząc niewiele zastępczych i koncentrując bogactwo w rękach nielicznych twórców algorytmów.
Fenomen polega na tym, że ledwie kilku inżynierów pisze kod, który sam się rozwija i generuje kolejne „wersje” samego siebie. Reszta społeczeństwa może się załamać, bo ich praca stanie się zbędna.
Krach wartości i bańka spekulacji
Założenie o nieograniczonej rentowności AI jest równie iluzoryczne. Jeśli przewidywana wartość użytkowa się nie zrealizuje, inwestycje w technologię okażą się koszmarnym marnotrawstwem kapitału o rozmiarach makroekonomicznych. Może powtórzyć się scenariusz bańki dot-com, która w 2000 roku pękła, mimo że Internet nadal się rozwijał.
Obecna bańka wokół AI jest szacowana na wartości 17 razy większej niż dot-com i 4 razy większej niż rynek nieruchomości z 2008 r. Wycieki finansowe tego wymiaru mogą pociągnąć za sobą rynkowe i gospodarcze recesje.
CYNICZNYM OKIEM: AI nie jest tylko technologią innowacji – jest instrumentem politycznym i ekonomicznym, który wzmacnia oligopolistyczne skupiska kapitału kosztem szerokich warstw. Promotorzy automatyzacji nie biorą odpowiedzialności za konsekwencje społeczne i gospodarcze. Technologia ta może być siłą destrukcyjną, podsycającą nierówności i destabilizację.
Czy AI jest nieuchronna i nieunikniona?
Technokraci zakładają, że społeczeństwo i biznes zaakceptują lub zostaną zmuszeni do dominacji AI.
Jednak pojawia się opór – rosną obawy i sceptycyzm, które mogą zapoczątkować falę dezorganizacji, prowadząc do realnego upadku systemów.
Modele matematyczne i projekcje są często oderwane od rzeczywistości – nie uwzględniają efektów drugiego rzędu oraz ukrytych mechanizmów. Wszystko wygląda dobrze, gdy jest uproszczone do wykresu opartego na wybranych danych.
Sztuczna inteligencja jest katalizatorem.
Ale nie wiadomo jeszcze, czego dokładnie staje się katalizatorem.
Czy przyspieszy rozwój i dobrobyt, czy zniszczy podstawy społeczne i ekonomiczne?
Na razie promotorzy AI przedstawiają swoją wersję, a w tle liczne napięcia, niepewność i wykładnicza złożoność problemów.
Ważne jest, by podejść do tematu ze świadomością ryzyka, nie bezgranicznej wiary. Bo jeśli nie nauczymy się zarządzać wejściem AI w nasze systemy, to nie będzie to neutralny dodatek, lecz tsunami, które może zmiatać stare struktury – bez gwarancji lepszego jutra.


