Pod koniec października rynek zapalił czerwone światło – Hindenburg Omen, techniczny wskaźnik sygnalizujący nadciągający krach, uruchomił alarm. Analitycy ostrzegają: szerokość rynku jest fatalna, spółki o rekordowych kapitalizacjach dominują, a reszta sektorów ledwo zipie. Prognoza? Rotacja w stronę niedocenionych aktywów.
I faktycznie – od 29 października sektorowe losy odwróciły się jak w tanim dramacie finansowym. Dane z SimpleVisor pokazują to czarno na białym: nadwyżkowe stopy zwrotu sektorów względem S&P 500 zmieniły znak. To co przed Omenem ciągnęło w dół, teraz ciągnie w górę – klasyczna rotacja, gdzie liderzy tracą, a maruderzy zyskują.
Poniższy wykres, pokazuje znaczące zmiany koniunktury w poszczególnych sektorach.
Pierwsza kolumna przedstawia nadwyżki zwrotów (w stosunku do indeksu S&P 500) dla każdego sektora od momentu pojawienia się znaku Hindenburga 29 października.
Druga kolumna przedstawia nadwyżki zwrotów w okresie 50 dni poprzedzających pojawienie się tego znaku.

CYNICZNYM OKIEM: Rynek zawsze nagradza tych, którzy czekali na dnie – reszta płaci za naiwność wierząc w wieczną hossę.
Sześć alarmów w miesiąc – echo pandemii
Od tamtego czasu Hindenburg Omen uruchomił się aż sześć razy w ciągu miesiąca – ostatni raz przed pandemią w 2020 roku, kiedy S&P runął w przepaść. To nie przypadek: wskaźnik mierzy dysproporcje – gdy zbyt wiele akcji bije nowe maksima przy jednoczesnym chaosie na szerokości rynku, szykuje się burza.

Pytanie brzmi: czy to wstęp do szerszego załamania? Historia sugeruje, że sześć alarmów to nie żarty.
Rotacja czy preludium do korekty?
Hindenburg nie kłamie – po listopadowym sygnale faktycznie doczekaliśmy się przesunięcia funduszy. Liderzy z rynku oberwali, słabsi odetchnęli. Ale z sześcioma sygnałami, optymiści powinni spojrzeć na zegarek: ostatni raz taki klaster poprzedził krach w pandemii, gdzie optymizm zmienił się w panikę szybciej niż korekta bilansów.
CYNICZNYM OKIEM: Inwestorzy kochają rotacje, dopóki nie zamienią się w spiralę spadków – wtedy każdy sektor smakuje tak samo gorzko.
Rynek stoi na rozdrożu: chwilowa korekta liderów na korzyść outsiderów czy sygnał głębszego drawdownu? W świecie, gdzie techniczne Omeny prorokują więcej niż eksperci w garniturach, lepiej mieć plan B – bo historia lubi się powtarzać, zwłaszcza gdy sześć razy puka do drzwi.


