Joe Kent, dyrektor Narodowego Centrum Zwalczania Terroryzmu, złożył natychmiastową rezygnację, otwarcie oskarżając Izrael o wciągnięcie Ameryki w wojnę z Iranem. To nie jest bunt kolejnego waszyngtońskiego biurokraty – to rozłam w samym sercu ruchu MAGA, zadany przez człowieka, który stracił żonę w wojnie z terroryzmem i 11 razy wyjeżdżał na front jako Zielony Beret i oficer paramilitarny CIA. Kent, lojalista Trumpa zatwierdzony przez Senat i powołany zaledwie w lipcu 2025 roku, twierdzi, że Iran nie stanowił „żadnego bliskiego zagrożenia dla naszego narodu”, a cała operacja została zainicjowana „pod presją Izraela i jego potężnego amerykańskiego lobby”.

Słowa Kenta uderzają tym mocniej, że nie padają z ust politycznego outsidera. Jako szef NCTC był odpowiedzialny za ocenę zagrożeń terrorystycznych ze strony irańskich proxy – i to właśnie on mówi teraz, że zagrożenie, którym uzasadniono wojnę, nie istniało.
Weteran, wdowiec, buntownik
Kent przedstawił swoją decyzję jako obronę zasad „America First”, które Trump głosił podczas trzech kolejnych kampanii prezydenckich. Chwalił pierwszą kadencję Trumpa za precyzyjne uderzenie w Qasema Soleimaniego i pokonanie ISIS bez eskalacji w niekończące się wojny, zauważając, że aż do czerwca 2025 roku sam prezydent uznawał konflikty na Bliskim Wschodzie za „pułapkę” pochłaniającą amerykańskie życie i bogactwo.
Co się zmieniło? Według Kenta „na początku obecnej administracji wysocy rangą izraelscy urzędnicy i wpływowi członkowie amerykańskich mediów wdrożyli kampanię dezinformacyjną”. Kampanię, która miała podważyć program Trumpa i oszukać go, by uwierzył w bliskie zagrożenie z „wyraźną ścieżką do szybkiego zwycięstwa”.
Kent porównuje to wprost do taktyk, które wciągnęły Amerykę w wojnę w Iraku. Jego osobisty apel jest przy tym druzgocący:
„Jako weteran, który 11-krotnie wyjeżdżał na front, i jako mąż poległej na służbie żony, który stracił ukochaną Shannon w wojnie wykreowanej przez Izrael, nie mogę wspierać wysyłania następnego pokolenia do walki i śmierci w wojnie, która nie przynosi żadnych korzyści narodowi amerykańskiemu”.
Shannon Kent zginęła w 2019 roku w samobójczym zamachu bombowym ISIS w Syrii. Jej mąż nosi tytuł „Złotej Gwiazdy” – zarezerwowany dla rodzin poległych żołnierzy – i to właśnie z tą moralną legitymacją rzuca wyzwanie prezydentowi, którego sam wspierał.
CYNICZNYM OKIEM: W Waszyngtonie „America First” znaczy co innego w zależności od tego, kto akurat trzyma mikrofon. Na kampanii to hasło antywojenne, w Gabinecie Owalnym – czek in blanco na kolejną operację.
Gang Ośmiu kontra były Zielony Beret
Odpowiedź establishmentu była natychmiastowa. Spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson upierał się, że zagrożenie ze strony Iranu było realne.
„Należę do Gangu Ośmiu. Otrzymałem wszystkie raporty. Wszyscy rozumieliśmy, że istniało wyraźne, bliskie zagrożenie” – oświadczył na konferencji prasowej.
Jego ripostę wobec Kenta trudno uznać za subtelną: „Nie wiem, skąd Joe Kent czerpie informacje, ale wyraźnie nie było go na tych spotkaniach”.
Problem Johnsona polega na tym, że czołowi Demokraci, którzy uczestniczyli w tych samych briefingach, twierdzą coś zupełnie przeciwnego – według portalu The Hill nie przedstawiono im żadnych dowodów na bliski atak ze strony Iranu. Kto kłamie?
Do obrony oficjalnej narracji włączyła się Dyrektor Wywiadu Narodowego Tulsi Gabbard – ta sama Tulsi Gabbard, która niegdyś budowała karierę na antywojenne retoryce. W swoim oświadczeniu napisała, że prezydent Trump „po uważnym przeanalizowaniu wszystkich przedstawionych mu informacji doszedł do wniosku, że terrorystyczny reżim islamistyczny w Iranie stanowi bliskie zagrożenie”.
CYNICZNYM OKIEM: Tulsi Gabbard, niegdyś ikona antywojennej lewicy, teraz broni bombardowań jako szefowa wywiadu. W polityce nie ma konwersji – są tylko awanse.
Pęknięcia w koalicji
Kent nie jest sam. Jego rezygnacja faktycznie stawia go w rosnącym bloku Republikanów, którzy zmieniają się z głośnej, ale marginalnej frakcji w poważne instytucjonalne wyzwanie dla administracji. Reprezentant Thomas Massie i senator Rand Paul, wieloletni zwolennicy nieinterwencjonizmu, od tygodni ostrzegają, że operacja odzwierciedla błędy prowadzące do wojen w Iraku i Afganistanie.
Najbardziej wyrazistym głosem jest jednak była reprezentantka Marjorie Taylor Greene, która stała się jedną z najzagorzalszych krytyczek wojny wewnątrz bazy Trumpa. Od pierwszych uderzeń pod koniec lutego wielokrotnie nazywała operację zdradą obietnicy wyborczej.
W sobotę Greene powiedziała stacji CNN coś, co trafnie diagnozuje linię podziału:
„Wielu starszych Amerykanów z pokolenia Baby Boomers, którzy przez cały dzień oglądają Fox News, bardzo wierzy w tamtejszą narrację; spędzili dekady swojego życia w przekonaniu, że prowadzenie tych wojen jest właściwym działaniem”.
Baza republikańska pęka wzdłuż linii pokoleniowych – młodsi wyborcy MAGA kupowali izolacjonizm, nie neokonserwatyzmn w nowym opakowaniu. Rezygnacja Kenta jest jak kamień wrzucony w szybę – nie rozbije całej konstrukcji, ale pęknięcia będą się rozchodzić. A każde następne nazwisko, które dołączy do buntu, sprawi, że administracji coraz trudniej będzie powtarzać, że wszyscy rozumieli zagrożenie. Bo najwyraźniej – nie wszyscy.



