Szef NATO Mark Rutte w berlińskim przemówieniu ostrzegł przed konfliktem z Rosją „na skalę wojny naszych dziadków i pradziadków”, błagając sojuszników o pilne zwiększenie wydatków obronnych i przejście na „mentalność wojenną”. „Konflikt stoi u naszych drzwi – Rosja przywróciła wojnę w Europie, a my jesteśmy następnym celem” – grzmiał Rutte, krytykując „samozadowolonych” partnerów, którzy nie czują pilności. „Czas nie jest po naszej stronie – działajcie teraz!”.
Rosja może zaatakować NATO w ciągu pięciu lat, gdy wojna na Ukrainie trwa – Putin „płaci krwią własnych ludzi za dumę”, a co zrobi nam? – pytał Rutte, pomijając ekspansję NATO jako przyczynę. Wezwał do wyższych progów wydatków, obwiniając Chiny: „Pekin to linia życia Moskwy – 80% komponentów elektronicznych w rosyjskich dronach pochodzi stamtąd, zabijając cywilów w Kijowie i Charkowie”.
CYNICZNYM OKIEM: Rutte straszy wojną światową, bo Rosja nie lubi NATO pod nosem – a Chiny? Ich chipy w dronach Putina, choć w Pentagonie też siedzą. Pokój Trumpa odrzucony, jastrzębie rządzą Europą.
Mentalność wojenna czy histeria? Chiny jako wspólnik zbrodni?
Rutte podsyca apokalipsę mimo odrzucenia planu Trumpa z ustępstwami terytorialnymi – europejscy liderzy wolą konfrontację. „Zbyt wielu milczy samozadowolonych, wierząc, że czas gra za nas – błąd!” – powtarzał, żądając natychmiastowych działań.
Ironia: chińska technologia w rosyjskiej broni, ale Zachód też na niej bazuje – nie tajemnica.
„Bez chińskiego wsparcia Rosja nie pociągnie wojny” – twierdzi Rutte, wskazując drony z pekińskimi chipami. To wizja globalnego zagrożenia, gdzie NATO musi się zbroić, ignorując własne uzależnienie od Azji.
CYNICZNYM OKIEM: Szef NATO maluje Armageddon, bo Putin nie lubi sąsiadów z rakietami – Chiny winne, choć ich elektronika napędza obie strony. Wojna światowa? Bardziej jak pretekst do miliardów na zbrojenia, gdy pokój Trumpa leży w szufladzie.


