Kiedy Donald Trump obala rządy, sankcjonuje ropę i zmienia granice sojuszy, świat reaguje z opóźnieniem. Ale tym razem uderzył nie w wrogów zewnętrznych, a w same serce amerykańskiej gospodarki – Rezerwę Federalną. W niedzielę wieczorem media ujawniły, że Jerome Powell, szef Fedu, został objęty śledztwem karnym i wezwany przed wielką ławę przysięgłych.
CYNICZNYM OKIEM: Amerykanie mają demokrację tak silną, że nawet jej bankier centralny nie wie, czy jutro nie dostanie wezwania do sądu z Białego Domu.
Powell: „To nie o remont chodzi”
Według informacji New York Timesa, śledztwo prowadzi prokuratura federalna w Dystrykcie Kolumbii, a jego autorką jest Jeanine Pirro, była komentatorka telewizyjna i lojalna sojuszniczka prezydenta Trumpa. Obok niej czuwa prokurator generalna Pam Bondi, która zleciła serię postępowań dotyczących „nadużyć finansowych w instytucjach publicznych”.
Formalny powód? Modernizacja siedziby Fedu w Waszyngtonie – projekt, który od 2023 roku podrożał z 1,9 do 2,5 miliarda dolarów. Według doniesień, powodem śledztwa ma być podejrzenie, że Powell kłamał przed Kongresem w sprawie kosztów i zakresu inwestycji.

Nieoficjalny powód? Polityka pieniężna, która nie zareagowała tak szybko, jak chciał Trump.
Powell, zwykle elegancko milczący wobec politycznych ataków, tym razem odpowiedział stanowczo. W oświadczeniu i nagraniu opublikowanym na oficjalnym koncie Fedu:
„To nie jest o moim zeznaniu czy remoncie. To test, czy Rezerwa Federalna może wciąż ustalać stopy procentowe na podstawie danych, czy też stanie się zakładnikiem nacisków politycznych.”
W tonie przypominającym bardziej kazanie niż briefing ekonomiczny, dodał: „Służba publiczna wymaga czasem odporności. Będę nadal wykonywał zadania powierzone mi przez Senat z uczciwością i w służbie Amerykanom.”
CYNICZNYM OKIEM: Fed odkrył, że inflacja nie jest najgroźniejszym zagrożeniem dla stabilności pieniądza – gorzej, gdy prezydent sam uruchamia drukarnię podejrzeń.
Rewanż prezydenta
Trump od lat prowadzi osobistą wojnę z bankiem centralnym. Już w 2019 roku otwarcie żądał agresywnych cięć stóp, oskarżając Powella o „hańbę” i „niekompetencję”. Kiedy inflacja zaczęła spadać, uznał to za dowód, że Fed z premedytacją sabotował jego politykę gospodarczą.
Teraz, po trzech kolejnych obniżkach stóp procentowych, Powell paradoksalnie robi dokładnie to, czego Trump oczekiwał – ale konfliktem już nie da się zarządzić. Prezydent próbował nawet zwolnić szefową Rezerwy, Lisę Cook, a sprawa trafiła do Sądu Najwyższego.
W wywiadzie dla NBC Trump podkreślił, że śledztwo „nie ma nic wspólnego ze stopami procentowymi.” Ale nikt w Waszyngtonie nie uwierzył, że chodzi tylko o marmurowe panele i tarasy widokowe w budynku Fedu.
Marriner Eccles Building – siedziba Fedu – dzieli od Białego Domu niespełna półtora kilometra. Jednak obecnie to najbardziej napięta linia frontu w amerykańskiej polityce.
Trump, paradoksalnie, ma prawo mieć własnego kandydata na następcę. Według doniesień, jego faworytem jest Kevin Hassett, były ekonomista Białego Domu i orędownik ultraluźnej polityki monetarnej.
Problem polega na tym, że Powell – którego kadencja kończy się w maju – może zostać w radzie Fedu aż do 2028 roku. Czyli nawet jeśli straci tytuł „chairmana”, pozostanie w środku systemu decyzyjnego.
Jak zauważył autor książki The Myth of Independence Mark Spindel: „To wygląda na próbę zmuszenia go do odejścia przed końcem kadencji. Im szybciej Trump się go pozbędzie, tym prędzej zyska większość w Radzie.”

Kongres i rynki reagują
W obronie Powella stanął senator Thom Tillis, republikanin z Komitetu Bankowego. Jego stanowisko było jednoznaczne:
„Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy administracja próbuje zakończyć niezależność Fedu – teraz ich mieć nie może.”
Zapowiedział, że zablokuje nominację jakiegokolwiek nowego kandydata, dopóki śledztwo nie zostanie zakończone.
Rynki odpowiedziały szybko: dolar osłabił się, złoto poszybowało do rekordowych poziomów, a indeks S&P 500 spadł o 0,3%. Inwestorzy odczytali sytuację nie jako spór o biurokratyczny remont, lecz atak na instytucjonalne bezpieczeństwo finansowe USA.
CYNICZNYM OKIEM: Kiedy prezydent ściga swojego bankiera, rynki nie kupują już nawet amerykańskiego dolara – tylko popcorn.
Oficjalnie wszystko zaczęło się od kosztów remontu, ale faktycznie chodzi o nowy model władzy: „Fed podporządkowany narodowym interesom.” Trump buduje wizję Ameryki, w której nawet bank centralny działa jak agencja prezydencka.
Pod przykrywką walki z „marnotrawstwem podatników” uruchomiono śledztwa, które mają osłabić niezależność fundamentalnej instytucji stabilizującej gospodarkę.
To precedens, którego skutki mogą sięgnąć dalej niż budżet Fedu. Po raz pierwszy w historii Stany Zjednoczone testują, co stanie się, gdy polityka fiskalna i monetarna przestaną być od siebie odseparowane.
Trump gra na czas – jego obóz wie, że nawet jeśli Powell uniknie aktu oskarżenia, to samo śledztwo wystarczy, by paraliżować działania Fedu. Decyzje o kolejnych obniżkach stóp, przewidywane na koniec stycznia, stoją pod znakiem zapytania.
Powell, przynajmniej publicznie, zachowuje kamienną twarz. Ale jego apel o „odporność na presję” brzmi już nie jak słowa technokraty, lecz ostatni apel o niezależność instytucji, która miała być ponad walką polityczną.
CYNICZNYM OKIEM: Fed nauczył się, jak działa inflacja – teraz uczy się, jak działa zemsta.
Wojna o pieniądz w USA przybrała formę, której sami twórcy Federal Reserve Act z 1913 roku zapewne by nie przewidzieli: prezydent i bankier stoją naprzeciw siebie na dystans mniejszy niż jedna mila, a stawką jest nie tylko koszt remontu, ale również przyszłość dolara i pojęcie niezależności państwa od samego siebie.


