Osiem osób zginęło, a osiemnaście zostało rannych, gdy podczas piątkowych modlitw doszło do wybuchu w meczecie Imam Ali ibn Abi Talib w Homs – trzecim co do wielkości mieście Syrii. Według informacji agencji Associated Press, celem zamachu był alawicki dom modlitwy – wspólnota, z której wywodził się były prezydent Baszar al-Asad, obalony rok temu.
Zdjęcia opublikowane przez syryjską agencję SANA pokazują dywan modlitewny przesiąknięty krwią, wypalone ściany, wybite okna i pęknięte mury. Śledczy wskazują, że ładunki wybuchowe zostały podłożone wewnątrz meczetu, a nie zdetonowane przez zamachowca-samobójcę.

Sprawcy wciąż są poszukiwani, choć wielu Syryjczyków nie wierzy, że rząd – w którego strukturach dominują islamscy radykałowie z Hay’at Tahrir al-Sham (HTS) – potraktuje tę zbrodnię z należytą powagą.
CYNICZNYM OKIEM: Gdy modlitwa w Syrii kończy się eksplozją, nikt już nie wie, czy wzywa się Boga o litość, czy o zemstę.
Kto modli się, jest winny
Nowy rząd Syrii, kierowany przez prezydenta Ahmada Sharaa, był niegdyś podziwiany na Zachodzie – uznawany za symbol „nowego początku” po rządach Asada. W rzeczywistości państwo przemieniło się w teokratyczny reżim, w którym mniejszości religijne żyją pod ciągłą groźbą przemocy.
Od momentu obalenia poprzedniego rządu Alawici stali się celem systematycznych prześladowań.
W marcu tego roku doszło do masakry alawickiej społeczności na północnym zachodzie kraju, a trwające od miesiąca ataki – od podpaleń po zabójstwa – zdają się być milcząco tolerowane przez władze.
Choć Alawici stanowią około 10% ludności Syrii, ich liczba i wpływy gwałtownie maleją, a każdy akt przemocy tłumaczony jest jako „rozliczenie się z resztkami reżimu Asada”.
CYNICZNYM OKIEM: Rewolucja obiecywała wolność, a przyniosła selektywną sprawiedliwość – zależną od tego, w co wierzysz i do którego meczetu chodzisz.
Cisza Zachodu i ślepota nowej narracji
Mimo brutalnych realiów, media zachodnie niemal zupełnie przemilczają los nowej Syrii. Jeszcze rok temu opisywały jej przemianę w tonie nadziei – dziś milczą wobec religijnych czystek i masowych represji.
Zachód, zmęczony dekadą wojny, wolał romantyzować postać Dżolaniego (Sharaa), przywódcy byłych rebeliantów, zamiast przyznawać, że sojusznicy z czasów obalenia Asada stali się nowymi prześladowcami.
Pod ich rządami nie lepiej mają też syryjscy chrześcijanie, którzy podobnie jak Alawici, doświadczają przemocy, konfiskat majątku i zastraszania. Idea „religijnego zjednoczenia” nowego rządu okazała się pustym hasłem – na ulicach Homs i Aleppo „jedność” oznacza milczenie mniejszości i modlitwę pod nadzorem karabinu.
Autor poleca: Syria po Asadzie: z piekła w otchłań – nowa władza, stare tortury
CYNICZNYM OKIEM: Kiedy Zachód przestaje się interesować Syrią, nawet bomba w meczecie nie robi już hałasu.
Dla Syryjczyków z Homs śmierć w meczecie Imam Ali stała się bolesnym symbolem kraju, który od dawna nie zna pokoju, niezależnie od tego, kto akurat rządzi. „W przeszłości dekorowaliśmy nasze domy na święta” – mówi miejscowy imam. „Teraz nawet domów już nie ma.”
Bo w Syrii pokój jest jak echo – istnieje tylko między wybuchami.


