Rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Esmail Baghaei, w niedzielę stanowczo potępił zabójstwo syryjskiego duchownego szyickiego, określając je jako atak terrorystyczny i „ohydną zbrodnię”. Sprawa wstrząsnęła regionem, w którym przemoc na tle religijnym stała się w ostatnich miesiącach niemal codziennością, a kolejne ofiary układają się w niepokojący wzór.
W piątek Sayyid Farhan al-Mansour, imam sanktuarium Sayyeda Zainab na południowych przedmieściach Damaszku, został zamordowany po tym, jak w jego pojazd rzucono granatem ręcznym. Duchowny stał się celem nieznanych sprawców krótko po zakończeniu prowadzenia piątkowych modlitw, gdy opuszczał sanktuarium. Baghaei stwierdził, że akty terroryzmu wymierzone w miejsca kultu religijnego i uczonych w Syrii oraz w całej Azji Zachodniej są częścią szerszego spisku Izraela i Stanów Zjednoczonych, mającego na celu wywołanie podziałów sektariańskich i chaosu w regionie. Wezwał wszystkie strony do zachowania czujności i przeciwstawienia się terroryzmowi oraz podkreślił potrzebę pociągnięcia do odpowiedzialności osób winnych ataku.

Partner rządu czy ofiara własnej roli?
Syryjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych oświadczyło, że zabójstwo stanowi „niebezpieczną eskalację”, dodając, że z „wielkim niepokojem” śledzi „systematyczne” próby tworzenia niestabilności w ostatnich dniach. Resort wskazał na zorganizowany charakter ataków, które w ostatnim czasie nasilają się w różnych częściach kraju.
Źródło przekazało dziennikowi „Asharq al-Awsat”, że zabity w piątek duchowny był „uważany za partnera rządu w kształtowaniu krajobrazu stabilności w społeczności szyickiej” w Syrii. Ta rola miała uczynić go celem komórek powiązanych z „osią Iranu”, które według kręgów zbliżonych do syryjskiego rządu rzekomo wykorzystują niestabilność, rekrutując lokalnych agentów.
CYNICZNYM OKIEM: Każda ze stron oskarża drugą o to samo – sianie chaosu i mordowanie duchownych. Teheran wskazuje na Izrael i Waszyngton, Damaszek na Teheran, a martwy imam i tak nie wstanie z grobu, by powiedzieć, kto naprawdę rzucił granat.
Od czasu dojścia do władzy w grudniu 2024 roku nowy rząd Syrii ustanowił państwo wyznaniowe oparte na ekstremistycznych naukach średniowiecznego sunnickiego uczonego Ibn Tajmijji. Głosił on, że szyici, alawici i druzowie są apostatami, którzy zasługują na śmierć, a ich majątek na grabież.
Nowa syryjska armia, utworzona z ekstremistycznych sunnickich frakcji zbrojnych wspieranych przez obce mocarstwa w celu obalenia Assada, dokonała wielu masakr na mniejszościach religijnych. W marcu 2025 roku siły syryjskie zmasakrowały co najmniej 1500 alawickich cywilów w przybrzeżnych regionach kraju, a w lipcu tego samego roku syryjskie i sojusznicze siły plemienne wymordowały około 1700 druzów w regionie Suwajda w południowej Syrii.
Podczas obu masakr syryjscy bojownicy filmowali wiele swoich okrucieństw, w tym zmuszanie alawickich mężczyzn do czołgania się i szczekania jak psy przed ich masową egzekucją. Dokumentowali również masakrowanie całych rodzin druzów i chrześcijan w ich domach oraz publiczne ścinanie głów druzyjskim mężczyznom na ulicach.
Syryjską armią dowodzi nowy prezydent kraju, Ahmad al-Sharaa, były dowódca ISIS, który w wywiadzie dla Al-Jazeery w 2015 roku stwierdził, że syryjscy alawici powinni zostać zabici, chyba że przejdą na sunnicki islam. Baghaei zaznaczył, że tymczasowe władze Syrii są odpowiedzialne za zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim obywatelom, w tym uczonym oraz członkom różnych grup etnicznych i religijnych – choć biografia obecnego prezydenta każe wątpić, czy ta odpowiedzialność zostanie kiedykolwiek wyegzekwowana.



