W niedzielny wieczór Bondi Beach, symbol beztroskiej Australii, stało się miejscem największego zamachu terrorystycznego w kraju od prawie trzech dekad. Dwóch uzbrojonych mężczyzn – ojciec i syn – otworzyło ogień do uczestników żydowskiego święta Chanuki, zabijając 16 osób i raniąc 38 kolejnych. Wśród ofiar znalazła się dziesięcioletnia dziewczynka oraz 87‑letni mężczyzna.
Policja potwierdziła, że sprawcy to 50‑letni mężczyzna i jego 24‑letni syn, Naveed Akram. Ojciec, legalny posiadacz broni od dekady, zginął na miejscu, syn walczy o życie w szpitalu. Premier stanu Nowa Południowa Walia, Chris Minns, określił tragedię jako „atak ukierunkowany na społeczność żydowską – akt nienawiści i terroryzmu.”

CYNICZNYM OKIEM: Australia, kraj, który szczycił się surową kontrolą broni, zapomniała, że większym zagrożeniem od karabinów bywa ideologia.
Strzały nad oceanem
Do ataku doszło o godzinie 18:47, podczas uroczystości zapalania pierwszej świecy Chanukowej na słynnej plaży. Ponad tysiąc uczestników zebrało się, by wspólnie modlić się i świętować. Wtedy rozległy się serie z automatycznej broni. „To wyglądało jak rzeź. Ludzie biegali, krzyczeli, upadali – jak ryby w beczce,” opisał świadek zdarzenia, Harry Wilson, w rozmowie z Sydney Morning Herald.
Na miejscu zginęło 14 osób, dwie kolejne zmarły w szpitalu. Wśród rannych są policjanci i troje dzieci. Jeden z napastników został obezwładniony przez przypadkowego przechodnia, który – jak podkreślają media – „gołymi rękami powstrzymał dalszą masakrę”.
Antysemityzm, który przerodził się w terror
Komendant policji Nowej Południowej Walii, Mal Lanyon, potwierdził, że był to „celowy atak na żydowską społeczność”. Premier Australii, Anthony Albanese, w emocjonalnym wystąpieniu nazwał wydarzenie „aktem złowrogiego antysemityzmu i terroryzmu, który uderzył w samo serce naszego narodu”.
Zdjęcia z miejsca tragedii pokazują zniszczone namioty, porzucone menorowe świeczniki i plamy krwi na piasku. Australia, gdzie masowe strzelaniny są niemal niespotykane od reform z 1996 roku, przeżywa narodowy szok.
Polityczny wstrząs między Kanberrą, a Jerozolimą
Tragedia szybko nabrała wymiaru międzynarodowego. Rząd Izraela oskarżył australijskie władze o współodpowiedzialność za zamach. Premier Benjamin Netanjahu przypomniał, że ostrzegał Albenesego, iż uznanie Palestyny za niepodległe państwo „dolewa oliwy do ognia antysemityzmu”.
„Krew ofiar jest na rękach australijskiego rządu. Kiedy państwo wybiera politykę uległości wobec nienawiści, sprowadza ten ogień do własnego domu” – oświadczyło izraelskie ministerstwo ds. diaspory.
Kanberra odrzuca zarzuty, ale presja rośnie. Tragedia w Sydney stała się symbolem rosnącego globalnego kryzysu bezpieczeństwa żydowskich społeczności.
CYNICZNYM OKIEM: Politycy mówią o solidarności, ale od Berlina po Sydney żydowskie świątynie wciąż trzeba otaczać stalą i mundurem.
Migracja, ideologia i cena „empatii”
W sieci natychmiast rozpoczęła się gorąca debata o źródłach przemocy. Komentatorzy określają incydent jako „efekt klęski masowej migracji” – przejaw tego samego zjawiska, które wcześniej doprowadziło do ataków na jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie, stacji metra w Londynie czy koncertu w Paryżu.
Niektórzy przyznają, że zachodni liberalizm, napędzany „samobójczą empatią”, stworzył ekosystem sprzyjający radykalizacji. Amjad Taha, analityk z Zatoki Perskiej, napisał:
„Kiedy rząd pozwala, by antysemityzm kwitł pod maską wolności, zaprasza terroryzm do własnego kraju. To nie przypadek – to konsekwencja normalizacji nienawiści.”
Wskazał, że w zachodnim Sydney działają grupy związane z Bractwem Muzułmańskim, które otwarcie gloryfikowały wydarzenia z 7 października 2023 roku.
Prezydent Izraela, Izaak Herzog, nazwał atak „haniebnym mordem podczas święta światła”. Wezwał do międzynarodowej solidarności z australijskimi Żydami.
Z kolei Donald Trump, obecny prezydent USA, przekazał rodzinom kondolencje:
„To był okrutny, antysemicki zamach. Chcę oddać hołd wszystkim ofiarom i ludziom, którzy walczyli o ich ocalenie. To był bardzo ciężki dzień.”
Rankiem po tragedii na Bondi Beach zapanowała cisza. Zamiast świątecznych pieśni słychać było syreny policyjne, a ślady świec chanukowych mieszały się z popiołem.
Australia po raz kolejny stoi przed pytaniem, które Zachód od lat omija: czy otwartość i różnorodność mogą przetrwać bez obrony przed ekstremizmem?


