Jednym z fundamentalnych założeń ekonomii neoklasycznej jest przekonanie, że wszyscy gramy na jednym boisku. Jeden rynek światowy, jeden globalny bank centralny, jedna bazowa stopa procentowa – z drobnymi odchyleniami i interwencjami – jedna cena. Problem w tym, że ta konstrukcja intelektualna właśnie rozpada się na naszych oczach, a wojna w Iranie jedynie przyspiesza proces, który trwał od dawna. Podział przebiega teraz nawet przez coś, na czym polegamy wszyscy – przez energię.
Istnieje ogromny rozdźwięk między ceną ropy na ekranie a ceną „na ulicy”, która według niektórych miar wynosi obecnie około 50 dolarów. Analogiczne rozwarstwienie widać między cenami na Zachodzie a w częściach Azji. To nie przypadkowa anomalia – to realizacja scenariusza, w którym celowa interwencja w łańcuchy dostaw surowców daje inicjatorowi niskie ceny, a drugi blok płaci znacznie więcej. Połączenie tego z dyslokacją w produktach przetworzonych na skutek ceł i szerszej strategii gospodarczej tworzy obraz świata, który definitywnie przestał być „jednością”.
Wojna, która dzieli globalną scenę na pół
Ten sam brak jedności krystalizuje się w postawach wobec wojny. Państwa arabskie namawiają USA do kontynuowania ataków, aby sparaliżować Teheran raz na zawsze. Europa, Rosja i Chiny żądają natychmiastowego zawieszenia broni. Trump stwierdził, że USA „nie są jeszcze gotowe do opuszczenia Iranu”, ale zrobią to w „bardzo bliskiej przyszłości” – przy czym inne doniesienia mówią, że amerykańska operacja w Cieśninie Ormuz może przedłużyć wojnę o dwa miesiące. Przy takim harmonogramie skutki gospodarcze byłyby znacznie większe niż wszystko, co świat odczuł do tej pory.
Lotniskowiec Ford, którego pobyt w regionie przedłużono do maja, ma zawinąć do portu na Krecie po niedawnym pożarze. Tymczasem proces targowania się nabiera rozpędu na każdym froncie.
Francuski minister spraw zagranicznych oświadczył, że Norwegia i Islandia mogą dołączyć do UE, a półżartem dodał, że to samo mogłaby zrobić Kanada. Finlandia zasugerowała bardziej transakcyjne podejście – UE mogłaby pomóc Trumpowi teraz, jeśli on poprze Ukrainę. Wielka Brytania i Francja mogą wysłać okręty do Ormuz, ale dopiero po zakończeniu wojny, by nadzorować zawieszenie broni.
CYNICZNYM OKIEM: Europa proponuje wysłać okręty wojenne na zawieszenie broni, którego jeszcze nie ma. To jak obiecać pomóc w sprzątaniu po imprezie, na którą nikt cię nie zaprosił.
„Wall Street Journal” podkreśla, że Rosja dzieli się z Iranem zdjęciami satelitarnymi i technologią dronów, podczas gdy Iran pomaga Rosji – sojusz wzajemnych usług w czasie, gdy obie strony potrzebują siebie nawzajem. Jednocześnie gazeta zauważa zaskakujący fenomen: Ukraina wyrasta na eksportera bezpieczeństwa netto w dziedzinie technologii dronowych i antydronowych, co podnosi ją w globalnych rankingach mocarstw, podczas gdy Europa podupada.
Spotkanie Trumpa z premier Japonii Takaichi ma zostać zdominowane przez temat Iranu. Gdyby pacyfistyczna Japonia poszła w ślady USA, oznaczałoby to decydujący przełom geopolityczny – zwłaszcza jeśli Europa okaże się niezdolna fizycznie lub niechętna politycznie do podążania za amerykańskim przywództwem.
Geoekonomia bólu – od linii lotniczych po szok energetyczny
Konsekwencje gospodarcze rozsypują się jak domino po całym globie. Pierwsza europejska linia lotnicza odwołała loty z powodu gwałtownie rosnących cen paliwa lotniczego. Premier Australii Albanese stwierdził wprost: „To jest teraz inny świat” – i ma rzekomo ogłosić środki mające na celu ochronę Australijczyków przed najgorszymi skutkami globalnej niepewności.
Wielka Brytania zostaje ostrzeżona, że czeka ją „wieloletni szok energetyczny, nawet jeśli wojna wkrótce się skończy”. Pakt handlowy UE-USA czeka na głosowanie po miesiącach opóźnień. Szwecja została pierwszym członkiem UE, który podpisał amerykańską deklarację Pax Silica. A Malezja – pierwszym krajem, który ogłosił swoją umowę handlową z USA za „nieważną” po niedawnym wyroku Sądu Najwyższego w sprawie ceł.
CYNICZNYM OKIEM: Ekonomia neoklasyczna obiecywała jeden piękny, globalny rynek. Dostaliśmy kilka rynków, z których każdy ma inną cenę, inne zasady i inne powody do paniki.
W tle trwa jeszcze jeden cichy zwrot – geopolityczna gra USA wobec Kuby. Biały Dom najwyraźniej żąda ustąpienia prezydenta Kuby, aby do władzy mógł powrócić inny Castro – dosłownie – z którym można „robić interesy”. Europa i niektóre poprzednie administracje USA dążyły do niemal normalnych stosunków z tą izolowaną wyspą. Rosja oferuje jej nieokreślone wsparcie.
Świat w 2026 roku nie jest jednością – i być może nigdy nią nie był. Różnica polega na tym, że teraz przestał nawet udawać. Jak w przeróbce klasycznego przeboju U2: „Jesteśmy jednością, ale nie jesteśmy tacy sami. Ranimy się nawzajem, a potem robimy to znowu”.


