Wirginia stała się areną jednego z najbardziej absurdalnych politycznych paradoksów ostatnich lat. Z jednej strony – studenci ROTC, którzy heroicznie obezwładnili islamskiego terrorystę na kampusie uniwersyteckim, ratując życie współstudentom. Z drugiej – Demokraci, którzy ten sam incydent wykorzystali jako argument za odebraniem Amerykanom broni. Logika jest tak pokrętna, że aż trudno uwierzyć, iż ktoś wypowiada ją z poważną miną.
Zanim jednak przejdziemy do samego ataku, warto zrozumieć kontekst legislacyjny. Demokraci z Wirginii skierowali na biurko skrajnie lewicowej gubernator Abigail Spanberger obszerny pakiet ustaw dotyczących kontroli broni. Zakaz posiadania tak zwanej broni szturmowej wprowadzono już w styczniu, na samym początku rządów powiększonej demokratycznej większości w Richmond, i jest on uważany za jedną z najbardziej kontrowersyjnych kwestii w tym stanie.
Zakaz, który zmienia zasady gry
Projekt sporządzony przez senatora Saddama Salima, imigranta z Bangladeszu, zakazuje szerokiej gamy jednostek broni i ich cech – od pistoletów samopowtarzalnych z magazynkami o pojemności powyżej 15 naboi, przez karabiny z odłączanymi magazynkami, po broń ze składanymi kolbami czy gwintowanymi lufami. Salim twierdzi, że w obiegu znajduje się „tak wiele broni szturmowej”, a jego ustawa będzie ją „stopniowo” usuwać z ulic.
Formalnie projekt nie posuwa się do wstecznej kryminalizacji posiadania broni z nowo sklasyfikowanej grupy. Jednak doświadczenie krajów takich jak Kanada czy Australia pokazuje schemat – najpierw zakaz nowej broni, potem przejście do konfiskaty.
Legislacja jest uważana przez zwolenników prawa do posiadania broni za jeden z najgorszych ataków na Drugą Poprawkę w ostatnim czasie. Przed kapitol stanowy odbyła się seria protestów.
CYNICZNYM OKIEM: Senator-imigrant z Bangladeszu pisze ustawę odbierającą Amerykanom konstytucyjne prawo do broni. Trudno o lepszy przykład tego, jak wygląda „asymilacja z amerykańskimi wartościami” w wersji demokratycznej.
Terrorysta na kampusie, bohaterstwo bez broni
W tym właśnie kontekście Mohamed Bailor Jalloh – były członek Gwardii Narodowej, który spędził osiem lat w więzieniu za próbę pomocy Państwu Islamskiemu – otworzył ogień w sali wykładowej na Old Dominion University w Wirginii. Terrorysta krzyczał „Allahu Akbar”, postrzelił jedną osobę i ranił dwie inne, zanim studenci ROTC obezwładnili go i według doniesień zadźgali nożem oraz pobili na śmierć gołymi rękami.
Incydent był jednym z wielu islamskich ataków udaremnionych przez zwykłych obywateli w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Zamiast jednak wychwalać działania studentów jako lśniący przykład amerykańskiej waleczności, Demokraci z Wirginii postanowili wykorzystać zdarzenie jako uzasadnienie dla przeforsowania zakazu broni. Ich argument brzmi następująco – skoro studenci poradzili sobie bez broni palnej, to cywile w rzeczywistości jej nie potrzebują, aby chronić się przed masowymi strzelcami.
Trudno pojąć obłęd tego rozumowania. Ci studenci z pewnością woleliby mieć pod ręką broń palną zamiast noża lub własnych pięści. Jest prawdopodobne, że gdyby byli uzbrojeni, napastnik nie zdołałby postrzelić trzech osób.
Co więcej, nie wszystkie masowe strzelaniny mają miejsce w bliskim kontakcie, gdzie ofiary mają fizyczną możliwość walki wręcz. Sam atak został zaprojektowany, by wysłać sygnał, że młodzi amerykańscy kadeci nie są bezpieczni we własnym kraju – ale są bezbronni głównie dlatego, że kampusy to strefy, gdzie noszenie ukrytej broni jest zabronione.
CYNICZNYM OKIEM: Studenci zabili terrorystę gołymi rękami, bo prawo zabraniało im mieć broń. Demokraci nazywają to dowodem, że broń jest zbędna. Tą samą logiką można argumentować, że kamizelki kuloodporne są niepotrzebne, bo niektórzy ludzie przeżywają postrzały.
Potrzeba uzbrojonego społeczeństwa nigdy nie była bardziej oczywista, biorąc pod uwagę liczbę ataków terrorystycznych w ciągu ostatnich lat. Nowy lewicowy rząd stanowy Wirginii z jakiegoś powodu uczynił zakazy broni swoim pierwszym i najważniejszym celem legislacyjnym – i to w czasie, gdy restrykcje dotyczące broni są w odwrocie w całych Stanach Zjednoczonych ze względu na rosnącą liczbę wyzwań sądowych.
Demokraci próbują teraz przeinaczać bohaterskie działania studentów w argument na rzecz kontroli broni – zamieniając akt desperackiej samoobrony w moment „a nie mówiliśmy”. Tymczasem pytanie, które powinno paść, brzmi zupełnie inaczej: dlaczego skazany za wspieranie ISIS terrorystę w ogóle wypuszczono na wolność i dlaczego studenci musieli ratować się pięściami, skoro Konstytucja gwarantuje im prawo do broni.


