Już od ponad dwóch lat wojna między Izraelem a Hamasem zamienia Strefę Gazy w ruinę. Dane palestyńskiego ministerstwa zdrowia oraz niezależnych agencji ONZ mówią o tragicznej prawdzie – ponad 68 tysięcy ofiar śmiertelnych, a niemal cała infrastruktura miejskie i ponad 95% gruntów rolnych zniszczone. Do tego ponad 1,8 miliona z 2,2 miliona mieszkańców zostało bez dachu nad głową, zamieniając enklawę w jeden wielki obóz przesiedleńców i gruzowisko.
Kruchy rozejm. Ludność Gazy na skraju wytrzymałości
W październiku 2025 roku podpisano rozejm z udziałem Stanów Zjednoczonych, Egiptu, Kataru i Turcji, który przewidywał m.in. wymianę zakładników, stopniowe wycofanie wojsk izraelskich z północnej Gazy i rozpoczęcie misji stabilizacyjnej pod auspicjami ONZ i Ligi Arabskiej.
Choć dla wielu jest to iskierka nadziei, realia natychmiast przypomniały, jak kruche jest to porozumienie. Już niedługo po podpisaniu Izrael oskarżył Hamas o złamanie zawieszenia broni, co doprowadziło do kolejnych nalotów.
Według dr Małgorzaty Bonikowskiej, prezeski Centrum Stosunków Międzynarodowych, pierwszym i najważniejszym zadaniem jest zapewnienie bazowego funkcjonowania ludności – dostępu do jedzenia, wody, opieki medycznej i bezpieczeństwa. To ponad dwa miliony osób, które nie chcą opuszczać swojej ziemi mimo wojennego piekła.
Jednak odbudowa bez trwałego pokoju jest niemożliwa. Bo choć Zachód zapewnia o wsparciu i wizji pokoju, to bez zaangażowania kluczowych graczy – USA, państw arabskich i przede wszystkim jasnego przedstawiciela strony palestyńskiej – droga do stabilizacji jest niezwykle wyboista.
Polityczne zawirowania i brak realnego rozwiązania
Obecny rząd Izraela pod przywództwem Benjamina Netanjahu stanowczo odrzuca koncepcję rozwiązania dwupaństwowego, co powoduje wewnętrzne podziały także w społeczeństwie izraelskim. Wielu mieszkańców Izraela marzy o pokoju, jednak bez realnych ustępstw dla Palestyńczyków, perspektywa zakończenia działań wojennych pozostaje odległa.
ONZ szacuje, że odbudowa Gazy to zadanie na lata i setki miliardów dolarów – zniszczona ziemia, skażone wody, zdewastowane szkoły i placówki zdrowia tworzą obraz katastrofy humanitarnej o niewyobrażalnej skali.
CYNICZNYM OKIEM: Strefa Gazy to nie tylko geopolityczne pole konfliktu – to żywa rana, którą zdaje się lizać cały świat, ale nie ma siły, by ją wyleczyć. Rozejmy są jak opatrunki na świeże rany – tymczasowe, słabe i łatwe do rozerwania. Wojna trwa, bo interesy globalnych graczy, regionalnych liderów i lokalnych frakcji są na tyle sprzeczne, że żadna decyzja nie może być satysfakcjonująca.
To, co się dzieje, jest niczym innym jak katorgą milionów ludzi uwięzionych w politycznym impasie, gdzie bezpieczeństwo cywilów jest wartością drugorzędną wobec kalkulacji politycznych.
Strefa Gazy po ponad dwóch latach walk to miejsce zrujnowane, zniszczone zarówno fizycznie, jak i duchowo. Kruchy rozejm i polityczne obietnice to dopiero początek drogi, która wymaga ogromnej determinacji i szczerości dialogu, by kiedyś mogła prowadzić do rzeczywistego, trwałego pokoju.
Nie jest to zadanie dla pojedynczych państw, lecz globalna odpowiedzialność – pytanie, czy świat ma jeszcze siłę, aby sprostać temu wyzwaniu.



