Braden Peters, znany w sieci jako Clavicular, miał być kolejnym rosnącym streamerem platformy Kick – młody, popularny, lekko prowokujący. Ale tegoroczne Boże Narodzenie zamieniło jego karierę w katastrofę, gdy wideo, które obiegło media społecznościowe, pokazało moment, w którym Peters przejeżdża człowieka – rzekomego stalkera – swoim Tesla Cybertruckiem.
Nagranie, opublikowane przez użytkownika X o pseudonimie KickChamp, stało się natychmiastowym viralem. Widać na nim, jak mężczyzna wskakuje na przednią szybę pojazdu, a chwilę później zostaje przez niego potrącony. Według relacji, ofiara była „nieprzytomna na miejscu zdarzenia”, a streamer po wszystkim wyłączył transmisję i… chwilę później jego konto na Kick zniknęło.
CYNICZNYM OKIEM: Sieć miała być miejscem, gdzie ludzie „wpadają” w algorytm. Teraz „wpadają” pod samochód.
Show, które wymknęło się spod kontroli
Kick, platforma słynąca z luźniejszych zasad i rywalizująca z Twitchem, błyskawicznie usunęła profil Claviculara. Oficjalnie nie wydała komunikatu, ale dla wielu to kolejny przypadek niebezpiecznej spirali między show, a realnym życiem streamerów. Im więcej dramatyzmu, tym więcej wyświetleń – aż do momentu, gdy dramat przestaje być metaforą.

Nie wiadomo jeszcze, jakie konsekwencje prawne czekają Petersa. Policja nie odniosła się do sprawy, a sam streamer – wcześniej aktywny na wszystkich platformach – zamilkł całkowicie po incydencie.
CYNICZNYM OKIEM: Internet nauczył młodych, że wszystko, co się dzieje, jest treścią. Nawet czyjś ostatni oddech może stać się klipem do obejrzenia przed snem.
Wielu komentatorów widzi w tym zdarzeniu symbol nowej toksycznej kultury transmisji na żywo, w której emocje, adrenalina i kontakt z widzami stają się uzależnieniem.
To nie tylko tragedia jednego influencera, ale ostrzeżenie dla całej branży, w której stalkerzy, hejterzy i performerzy zaczynają grać tę samą rolę – ofiary i sprawcy naraz.
Platforma Kick już wcześniej miała problemy z wizerunkiem po serii kontrowersyjnych streamów, w tym przypadkach przemocy czy łamania prawa „na żywo”. Najnowszy incydent to tylko kolejny dowód, że w pogoni za autentycznością influencerzy przekroczyli ostatnią granicę – tę między życiem, a widowiskiem.
CYNICZNYM OKIEM: Kiedyś reality show wymagało kamer i scenariusza. Dziś wystarczy Cybertruck i odrobina desperacji.


