Sri Lanka – niewielkie wyspiarskie państwo w Azji Południowej, dla którego Stany Zjednoczone są największym rynkiem eksportowym z obrotami sięgającymi blisko 3 miliardów dolarów rocznie – postawiła Waszyngtonowi granicę. Prezydent Anura Kumara Dissanayake ujawnił w parlamencie, że formalnie odrzucił prośbę USA o zezwolenie na lądowanie dwóch amerykańskich myśliwców stacjonujących w pobliżu Dżibuti na międzynarodowym lotnisku Mattala. Stało się to 26 lutego, zaledwie kilka dni przed rozpoczęciem operacji „Epic Fury” – wspólnych amerykańsko-izraelskich bombardowań Iranu.
Tego samego dnia Kolombo otrzymało również drugą prośbę – tym razem od Iranu, który ubiegał się o zgodę na wizytę kurtuazyjną trzech jednostek marynarki wojennej. Rząd Sri Lanki odrzucił oba wnioski, sygnalizując zamiar zachowania ścisłej neutralności wobec konfliktu. „Mając przed sobą dwa wnioski, decyzja była jasna” – powiedział Dissanayake, wyjaśniając, że kraj zamierza trzymać się z dala od zagranicznej wojny.

Storpedowanie irańskiego okrętu zmieniło wszystko
Tło tej decyzji jest dramatyczne. Na początku miesiąca amerykański okręt podwodny storpedował irański okręt wojenny IRIS Dena tuż u południowych wybrzeży Sri Lanki. Zginęły dziesiątki marynarzy, a władze lankijskie zostały zmuszone do przeprowadzenia operacji ratunkowej – wyławiania ciał i wyciągania ocalałych z wody.
CYNICZNYM OKIEM: Ameryka najpierw topi irański okręt pod twoim oknem, a potem dziwi się, że nie chcesz otworzyć drzwi dla jej myśliwców.
W normalnych okolicznościach prośba USA nie byłaby niczym nadzwyczajnym. Sri Lanka i Stany Zjednoczone utrzymują więzi wojskowe od dziesięcioleci, a amerykańskie samoloty wielokrotnie korzystały z lankijskich lotnisk do transportu sprzętu. Były sekretarz ministerstwa spraw zagranicznych Prasad Kariyawasam precyzyjnie jednak rozróżnił sytuacje: „Amerykańskie samoloty wielokrotnie korzystały ze lankijskich lotnisk do transportu sprzętu związanego z działaniami wojennymi, ale nie wtedy, gdy toczy się wojna”.
Departament Stanu USA wyliczył, że pomoc amerykańska dla Sri Lanki wyniosła łącznie ponad 2 miliardy dolarów od uzyskania niepodległości w 1948 roku. Biorąc pod uwagę tę historię, administracja Trumpa może dokonać ponownej oceny wzajemnych relacji.

CYNICZNYM OKIEM: Dwa miliardy dolarów pomocy od 1948 roku miały najwyraźniej swoją cenę – tylko Sri Lanka zapomniała przeczytać drobny druk.
Sri Lanka nie jest jednak odosobnionym przypadkiem. Wojna z Iranem staje się coraz bardziej niepopularna na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w miarę narastania zakłóceń na globalnych rynkach energii. W Europie na zamknięcie swojej infrastruktury dla amerykańskich operacji wojskowych zdecydowała się już Hiszpania. Rośnie prawdopodobieństwo, że kolejni sojusznicy zaczną zamykać węzły lotnicze, bazy i porty – co dla Pentagonu oznacza kurcząca się sieć logistyczna w kluczowym momencie prowadzenia operacji na dwóch frontach jednocześnie.



