Od miesięcy wśród inwestorów rośnie obawa, że rynek srebra osiągnął punkt, w którym jego papierowa wartość oderwała się od rzeczywistości. Najnowsze dane z Chicago Mercantile Exchange (CME) ujawniają skalę tego zjawiska: na giełdzie notowanych jest ponad 150 tysięcy kontraktów terminowych na srebro, z których każdy odpowiada 5 000 uncji metalu.
To daje łącznie 751 milionów uncji srebra, które – teoretycznie – mają zostać dostarczone w kontraktach wygasających w marcu 2026 roku. Problem w tym, że fizycznego srebra w magazynach CME znajduje się zaledwie 440 milionów uncji.
Oznacza to, że giełda ma pokrycie na niecałe 60% obietnic złożonych inwestorom.
CYNICZNYM OKIEM: To tak, jakby bank obiecał wypłatę każdemu klientowi pełnego depozytu – mając w sejfie tylko połowę gotówki.
Rynek na krawędzi fizycznej niewypłacalności
Srebrny kontrakt CME na marzec 2026 roku wygasa 27 marca, a ostatni dzień dostaw to 31 marca. Gdyby tylko część inwestorów zażądała fizycznej dostawy, giełda mogłaby stanąć wobec niemożności wywiązania się z zobowiązań. Jak zauważa analityk Bill King, „srebra po prostu nie ma”.
Fundusze, które latami handlowały kontraktami na papierowy metal, zaczynają z niepokojem analizować dane o zapasach. Jeśli panika rozszerzyłaby się na inwestorów instytucjonalnych, system kontraktów terminowych mógłby zostać zakwestionowany jako zbyt ryzykowny – a to oznacza ryzyko dla całego rynku instrumentów pochodnych.
Spekulanci już reagują. Cena srebra rośnie w tempie paraboli, bo rynek podejrzewa, że realnych zasobów nie wystarczy, by zaspokoić żądania fizycznych dostaw. Narasta przekonanie, że – podobnie jak w przypadku złota – srebro staje się „papierowym towarem”, którego więcej istnieje w bazach danych niż w rzeczywistości.

CYNICZNYM OKIEM: Kiedyś hossa na srebrze była oznaką inflacji. Dziś może być sygnałem, że kończy się cierpliwość wobec systemu opartego na długu i obietnicach.
Kruszec kontra system długu
Ironia historii polega na tym, że to właśnie metale szlachetne miały być bezpieczną przystanią przed ryzykiem papierowego pieniądza.
Tymczasem rynek kontraktów na srebro sam stworzył własny, wirtualny pieniądz bez pokrycia w fizycznym metalu.
Jeśli obecny trend się utrzyma, cena srebra może eksplodować. Czy będzie to 100, 200 dolarów za uncję – czy początek końca systemu, który handluje obietnicami, nie mając czego dostarczyć?
Jedno jest pewne: jeżeli w marcu 2026 roku część inwestorów naprawdę zażąda srebra, zobaczymy, ile waży zaufanie do globalnego rynku finansowego – dosłownie i w uncjach.


