Srebro dopiero zaczyna hossę – 80 USD za uncję to nowa norma

Dzisiaj dynamika jest inna niż w 1980 i 2011, a rynek fizyczny dominuje

Jarosław Szeląg
15 min czytania

Srebro po 50–55 dolarów za uncję zaledwie „mruga” na ekranach, a eksperci z Sprott Money zaczynają mówić wprost: ta hossa wcale się jeszcze nie zaczęła na poważnie. Słynny trader metali szlachetnych Andrew Maguire nie owija w bawełnę – jego zdaniem to, co widzimy dziś na rynku srebra, to dopiero preludium do scenariusza, w którym 80 dolarów za uncję przestaje być clickbaitem, a staje się nagłówkiem z działu „kurs bieżący”.

srebro

„Papierowa rzeczywistość”

Materiał, na którym opiera się ten tekst, pochodzi z podcastu Sprott Money – firmy, która od lat żyje z fizycznego złota i srebra, a nie z opowiadania bajek o nich. To ważne, bo narracja Maguire’a nie jest kolejną „apokalipsą jutra”, tylko chłodnym – choć bardzo niewygodnym – opisem tego, jak rozjeżdża się świat papierowych kontraktów i realnego metalu.

Hemke i Maguire podsumowują listopad językiem, którego nie usłyszysz w CNBC. Rynek Comex to dla nich „toksyczna mieszanka cen”, z której instytucjonalny, długoterminowy kapitał w dużej mierze już uciekł. „Nie chcę mieć nic wspólnego z tą toksyczną mieszanką cen” – mówi Maguire, tłumacząc, że jeśli jesteś rafinerią czy producentem, interesuje cię realna, stabilna cena fizycznego metalu, a nie syntetyczna huśtawka generowana przez lewarowane zakłady na ekranie.

Kto naprawdę rządzi na Comexie?

Zdaniem Maguire’a, dzisiejszy Comex to nie rynek cenotwórczy, ale plac zabaw dla wąskiej grupy wysoko lewarowanych spekulantów. Opisuje on „klasyczny cykl mycia i płukania”, w którym „handlowcy impetem kontrolują prawie 85% wszystkich pozostałych otwartych pozycji” – i są regularnie wyciskani z rynku przez te same komercyjne podmioty, które grają przeciwko nim.

Proces wygląda zawsze podobnie: gdy „zaraza spekulantów” rzuca się za ruchem w górę, kartel z LBM(C)/Comex staje po przeciwnej stronie, podkręca zmienność, podnosi depozyty zabezpieczające i wywołuje serię margin calli. „Bum, wychodzą” – komentuje Maguire, dodając z brutalną satysfakcją, że „dzięki Bogu, dobrego pozbycia się ich wszystkich”, bo to otwiera drogę dla bardziej „fizycznie wspieranych kroków” rynku.

CYNICZNYM OKIEM: Ironia polega na tym, że im bardziej ten kartel próbuje utrzymać kontrolę nad syntetyczną ceną, tym mocniej odkleja ją od rzeczywistości fizycznej. W pewnym momencie dźwignia przestaje być narzędziem, a staje się szubienicą.

Kluczowym sygnałem, na którym koncentruje się Sprott Money, jest bezprecedensowa backwardation (dosłownie oznacza cofanie się) na srebrze – sytuacja, w której cena spot jest wyższa niż cena najbliższego kontraktu terminowego na Comexie. W teorii to anomalia do szybkiego arbitrażu. W praktyce – trwa od dwóch miesięcy.

„Nie możesz mieć backwardacji wchodzącej w miesiąc dostawy, gdzie nie telegrafuje ci, że jest źle wyceniona, poważnie źle wyceniona” – podkreśla Maguire, przypominając, że mówimy o największym kontrakcie dostawy w roku. Normalnie różnica 20–30 centów byłaby natychmiast „zjedzona” przez arbitraż. Tymczasem mieliśmy nawet 60 centów backwardation, co w przeliczeniu na kontrakt daje ok. 3000 dolarów premii, a rynek wciąż nie wraca do contango.

Dlaczego? Bo, jak twierdzi Maguire, relacja między londyńskim LPMC, a CME „ma zerwaną płynność”. Banki nie mają już wystarczającej ilości taniego, łatwo przesuwalnego srebra, żeby mechanicznie zasypać tę lukę. „Nie mają już płynności, aby móc to cofnąć” – mówi wprost. To nie jest drobne odchylenie. To jest czerwone światło błyskające nad tablicą „syntetyczna struktura cenowa w stanie krytycznym”.

SLV, krótkie pozycje i „szczury w worku”

Kolejnym elementem tej układanki są gigantyczne krótkie pozycje w SLV – popularnym ETF-ie na srebro. Maguire przypomina, że mówimy o „4 miliardach w krótkich pozycjach SLV”. Nawet jeśli część tego to „uzasadnione zabezpieczenie”, mechanika pozostaje bezlitosna: jeśli zbyt wielu posiadaczy udziałów w ETF-ie zażąda realnego metalu, nagle okazuje się, że „to niekoniecznie tam jest, nie jeśli wszyscy chcą w tym samym czasie”.

W tej narracji banki przestają być genialnymi architektami rynku, a zaczynają przypominać „szczury walczące w worku”, które desperacko próbują pokryć „ogromne spadki”, wiedząc, że „nikt już ci nie pomoże”. Centralni dostawcy płynności wycofują się na fizyczne rynki Azji, a Zachód zostaje zsyntetyzowaną iluzją i rosnącą dziurą krótkich pozycji, której „nie ma czym załatać”.

Jak ujął to Maguire w jednym z najbardziej brutalnych fragmentów: „dosłownie, nie możesz drukować srebra. Możesz drukować więcej pieniędzy, żeby kupić więcej złota po wyższej cenie. Ale po prostu nie ma tego srebra. Po prostu go nie ma”.

Gdzie podziało się srebro?

Problem nie kończy się na krótkich pozycjach ETF-ów. Maguire opisuje wizytę u dużych dealerów, gdzie przychodzi klient instytucjonalny i słyszy: „nie, to wszystko, co możesz mieć”. Nie chodzi o cenę – chodzi o brak dostępnego metalu. „Powodem, dla którego się nie sprzedają, jest to, że do tych fizycznych sztabek dołączone są pozycje pochodne, z wielokrotnym dźwigniami” – tłumaczy.

Jednocześnie popyt przemysłowy zachowuje się tak, jakby ktoś postanowił napisać horror dla sprzedających srebro na krótko. W rozmowie pojawia się autor książki „tysiąc powodów, by kupić srebro”, który mówi Maguire’owi, że „potrzeba 20 ton srebra, by wyprodukować jeden gigawat w fotowoltaice”, a świat potrzebuje „tysięcy gigawatów”. Do tego dochodzi boom AI, zielona energetyka, elektronika, medycyna.

Maguire podkreśla to jednym zdaniem, które powinno zabić sen każdemu, kto siedzi w krótkich pozycjach: „To jest dziura warta miliardy dolarów. Nie ma tam srebra, by załatać tę dziurę”. Innymi słowy – jeśli popyt fizyczny i przemysłowy utrzyma tempo, jedynym mechanizmem „bilansującym” rynek będzie eksplozja ceny.

80 dolarów – matematyka, nie magia

Kiedy Hemke pyta wprost, „gdzie to ekstrapoluje?”, odpowiedź przychodzi bez wahania: „dla mnie to 80 dolców. Tam to ekstrapoluje”. To nie jest wyciągnięta z kapelusza liczba, tylko logiczna konsekwencja kilku nałożonych na siebie procesów:

  • trwałej backwardation między spotem a kontraktami terminowymi,
  • kurczącej się płynności i zapasów w systemie LBMA/Comex,
  • rosnącego przemysłowego i inwestycyjnego popytu na fizyczny metal,
  • gigantycznej, lewarowanej struktury krótkich pozycji, których nie da się „zamknąć” przy płaskiej cenie.

Jeśli luka między ceną papierową a fizyczną się poszerzy – Maguire mówi o scenariuszu 3, 5, 10 dolarów stałej różnicy – Comex przestanie być wiarygodnym punktem odniesienia. „Rynek po prostu zwariuje, SGE sprzeda, ustali cenę” – przewiduje, sugerując, że to Szanghaj, a nie Nowy Jork, będzie ostatecznie decydował, ile naprawdę kosztuje srebro.

Dla syntetycznego systemu Zachodu to nie jest korekta. To jest akt zgonu.

Czy tym razem jest inaczej niż w 1980 i 2011?

Hemke słusznie wraca do dwóch historycznych epizodów „srebrnej euforii”:

  • 1980: srebro z 10 do 48 dolarów w cztery miesiące, potem z powrotem do 10 w dwa miesiące,
  • 2011: z 18 do 48 w osiem miesięcy i z powrotem do 20 w cztery miesiące.

Dziś sytuacja wygląda inaczej. „Po raz pierwszy osiągnęliśmy 48 na początku października (…) to dwa miesiące i nadal jesteśmy (…) 53” – zauważa Hemke. Maguire zgadza się: „Och, zupełnie inaczej”. Główna różnica? „Prawdziwych aktorów już nie ma” na Comexie. Otwarte zainteresowanie jest mniejsze, bardziej ograniczone, a rynki fizyczne w Chinach i innych centrach Azji przejmują rolę cenotwórczą.

W poprzednich cyklach kartel mógł „zrobić 500-dolarowy wodospad” na złocie i analogiczne rzezie na srebrze dzięki ogromnej płynności i dominującej roli papierowego rynku. Dziś – twierdzi Maguire – „powodem, dla którego nie zobaczymy ponownie tych dużych wyprzedaży, jest po prostu brak płynności, aby to zrobić. Zniknęła. Dosłownie poszła na rynki fizyczne”.

Innymi słowy: zmienność zostaje, ale asymetria się odwraca. Długoterminowe ryzyko przestaje być „że spadnie do zera”, a staje się „że nie nadążysz za wzrostem”.

Złoto: cichy współwinowajca hossy na srebrze

Srebro nie żyje w próżni. Złoto wchodzi w kolejną fazę długiej, 20‑procentowymi schodkami na północ budowanej hossy. Hemke zwraca uwagę, że w tym wieku były zaledwie cztery lata, w których złoto zyskało ok. 25%, a zwykle następny rok był mizerny lub korekcyjny. Tymczasem „w zeszłym roku” złoto zrobiło ok. 25%, a „w tym roku dodaliśmy kolejne 60%”.

Co napędza ten „nielogiczny” ciąg wzrostów? Maguire nie ma złudzeń:

  • banki centralne i suwerenne fundusze,
  • instytucje uciekające z długu i gotówki w „twarde aktywa”,
  • rosnące alokacje portfeli – „ludzie wychodzą i mówią: 20% alokacji na złoto. Pamiętasz coś z tego? To było jakbyś nie miał nawet 1%. Byłeś wariatem, żeby to w ogóle poruszać”.

Problem? Większość amerykańskich instytucji „nie ma obowiązku posiadania fizycznych” metali. Dla nich naturalnym narzędziem są ETF-y. „Ostatnie miejsce, do którego chcę iść i kupić złoto, to ETF” – przyznaje Maguire, ale dodaje kluczowe zastrzeżenie: oni „nie mają wyboru”. Kupują i trzymają, a te pozycje są „lepkie” – „nie można ich spłukać”. To tworzy zupełnie inny profil rynku niż krótkoterminowe spekulacje na futuresach.

W tym kontekście prognoza „złota po 8000 dolarów” nie jest już herezją, tylko pytaniem o tempo deprecjacji pieniądza fiducjarnego i skalę rotacji portfeli. Skoro 4500 dolarów okazało się „konserwatywną” projekcją przy złocie w okolicach 2900, to zburzenie kolejnych psychologicznych barier może uruchomić mechanikę, w której instytucje „po prostu zrzucą więcej dolarów i uzyskają tę ekspozycję, bo wychodzimy z ryzyka w gotówkę i złoto”.

Srebro jako kanarek w kopalni złota

Hemke stawia kluczowe pytanie: czy srebro jest „kanarkiem w kopalni węgla” dla całej, lewarowanej struktury cen złota i srebra na Zachodzie? Czy jeśli luka w cenie srebra utrzyma się do 2026 roku, zobaczymy podobne zjawisko w złocie?

Maguire odpowiada bez wahania: „Tak, ponieważ kontrakt styczniowy jest już na równi.” Innymi słowy – pierwsze symptomy tego samego procesu pojawiają się już w złotych kontraktach. „To się dzieje, to już się dzieje” – mówi, wskazując na techniczną backwardation w kolejnych miesiącach. To, co widzimy dziś na srebrze, może być po prostu bardziej jaskrawą, przezroczystą wersją tego, co w złocie rozgrywa się subtelniej.

Jeżeli fizyczne rynki – Azja, rynki regionalne, prywatne skarbce – konsekwentnie przejmą rolę dostawcy ostatniej instancji, to „rynek fizyczny określi tę cenę”, a syntetyczne wskaźniki, jak dziś „wskaźnik Boga” złoto/srebro, okażą się po prostu „syntetyczne. Nie mające nic wspólnego z rzeczywistością”. Wtedy 80–140 dolarów na srebrze nie będzie „anomalią”, tylko powrotem do równowagi po latach sztucznego tłumienia.

Co mogłoby zepsuć tę hossę?

Każda dobra teoria potrzebuje testu destrukcyjnego. Hemke pyta wprost: jakie czynniki mogłyby zburzyć ten byczy scenariusz dla złota i srebra?

Maguire wymienia dwie potencjalne „anty‑rakiety”:

  • „poważne spowolnienie gospodarcze”, które chwilowo osłabiłoby popyt przemysłowy na srebro,
  • zmiana zachowania banków centralnych, czyli wyhamowanie lub odwrócenie ich zakupów złota.

Problem w tym, że te same czynniki, które mogłyby w teorii schłodzić popyt na metal, równocześnie wysadzają w powietrze zaufanie do długu i walut. Głębokie spowolnienie to spadające przychody podatkowe, rosnące deficyty i presja na kolejne rundy luzowania. A to jest tlen dla złota.

Z kolei odwrót banków centralnych od złota oznaczałby, że globalne elity finansowe nagle uznały dług USA, strefy euro czy Japonii za bezpieczniejsze niż kruszec – co w świetle obecnych trendów brzmi jak fantastyka. Na razie wszystko wskazuje na to, że „zapotrzebowanie konkuruje z azjatyckim popytem” i razem „ustawia fizyczną cenę”.

Jak inwestor może „zagłosować nogami”?

Na koniec rozmowy Hemke sprowadza wszystko na bardzo praktyczny grunt: „ty i ja i wszyscy słuchający możemy wpłynąć na ten scenariusz, nabywając nasz własny metal i wyjmując go z tych szponów tych szczurów (…) bankierów i wszystkich innych, którzy obsługują te giełdy”.

To jest sedno filozofii Sprott Money:

  • kupujesz fizyczny metal,
  • wyjmujesz go z systemu lewarowanych pochodnych,
  • ograniczasz dostęp kartelu do zabezpieczenia jego krótkich pozycji,
  • karmisz alternatywne, fizyczne rynki cenotwórcze, głównie w Azji.

Reszta to konsekwencja. Im więcej osób zdecyduje się na taki krok – czy to przez bezpośrednie zakupy sztabek i monet, czy przez wyspecjalizowane podmioty depozytowe – tym szybciej syntetyczna cena oderwie się od realnej, zmuszając system do „rebase’u” na znacznie wyższym poziomie.

Gdzie szukać dalszych informacji?

Sam Andrew Maguire nie ogranicza się do gościnnych występów u Sprott Money. Jak przypomina Hemke, prowadzi on swój podcast „Live from the Vault”, w którym „aktualizują rynek co dwa tygodnie”, drążąc wykresy, przepływy i odciski „wielkich nóg” na rynku złota i srebra. Co drugi odcinek dołącza gość – w tym sam Craig Hemke – by dorzucić własną perspektywę.

Sprott Money zachęca z kolei do subskrypcji swojego kanału i strony, zapowiadając m.in. rozmowę z „ulubionym emerytem wszystkich” w ramach podsumowania 2025 roku i spojrzenia na perspektywy dla złota, srebra i górników. W tle trwa sezon świąteczny – i nieprzypadkowo Hemke proponuje, by „dać prezent, który jest dawany przez cały rok”: fizyczny kruszec dla dzieci i wnuków jako pierwsza lekcja, „czym są zdrowe pieniądze”.

Cały ten przekaz można streścić w jednym, prostym, ale wyjątkowo niewygodnym wniosku: jeżeli Sprott Money i Andrew Maguire mają rację, pytanie nie brzmi już „czy srebro dojdzie do 80 dolarów”, tylko „czy zdążysz je kupić, zanim świat zrozumie, że syntetycznych obietnic nie da się przetopić na sztabki”.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *