Niecodziennie zdarza się, by najwyższy rangą bankier centralny w Europie publicznie zaatakował politykę fiskalną własnego rządu. Prezydent Bundesbanku Joachim Nagel złamał jednak długotrwałą elitarną zmowę milczenia Berlina, ostrzegając przed niekontrolowanym wzrostem długu publicznego Niemiec – kraju, który jeszcze niedawno uchodziło za wzór dyscypliny budżetowej. Jak podał Nagel, w zeszłym roku dług narodowy wzrósł o 144 miliardy euro do poziomu 2,84 biliona euro, co wywindowało relację długu do PKB do 63,5 procent. Limit z Maastricht, który ograniczał zadłużenie do 60 procent, jest już tylko wspomnieniem. A oficjalne liczby dotyczące długu i tak są wysoce mylące.

Fundusze specjalne, czyli kreatywna księgowość po niemiecku
Od lat – zwłaszcza od czasu ratowania banków piętnaście lat temu – niemiecki rząd operuje budżetami równoległymi, ukrywając prawdziwą skalę zadłużenia. Mając nadzieję, że opinia publiczna nie będzie zagłębiać się w szczegóły fiskalne, te rzadko naświetlane kanały dłużne nazywa się „funduszami specjalnymi”, wyłączonymi z oficjalnych ksiąg.
Ponad 20 takich ukrytych pul dłużnych zawyża faktyczny dług państwa o co najmniej 550 miliardów euro. Realny dług Niemiec oscyluje prawdopodobnie wokół 80 procent PKB i może przekroczyć 85 procent do końca bieżącego roku fiskalnego.
Najbardziej niechlubny z tych funduszy wywodzi się z kryzysu zadłużenia sprzed piętnastu lat. Fundusz Stabilizacji Rynku Finansowego zapewnił 400 miliardów euro w gwarancjach rządowych i 80 miliardów euro na potencjalne dokapitalizowanie. Ostatecznie wykorzystano 168 miliardów euro gwarancji i około 30 miliardów euro bezpośrednich transferów do instytucji finansowych – a około 50 miliardów euro długów z tamtego okresu wciąż pozostaje niespłacone. To jeden z największych czarnych funduszy w historii federalnej. Tylko półbilionowy fundusz specjalny kanclerza Merza przewyższy tę skalę.
CYNICZNYM OKIEM: Niemcy przez dekady pouczali Greków i Włochów o dyscyplinie budżetowej. Teraz sami ukrywają pół biliona euro w budżetowych szufladach z napisem „tu nic nie ma”. Przynajmniej robią to po niemiecku – porządnie i z odpowiednią liczbą funduszy specjalnych.
Podatnik jako ostatnie zabezpieczenie
Kanclerz Friedrich Merz i jego minister finansów Lars Klingbeil najwyraźniej wciąż wierzą, że polityka popytowa napędzana długiem może tworzyć gospodarcze cuda. Wynik to oszałamiająca orgia zadłużenia, która grozi gospodarczym wykończeniem największej europejskiej gospodarki. Aby kupić czas, ten duet planuje do granic możliwości podnieść podatki dla klasy średniej, czyniąc podatników odpowiedzialnymi za swoje fiskalne szaleństwo.
Według Instytutu ifo, 95 procent dodatkowego zadłużenia zostało dołożone do istniejącego już długu i roztrwonione. Polityka społeczna finansowana drukarką pieniędzy – oto jak nisko upadła niemiecka polityka fiskalna. Rząd zakłada, że podatnik jest ostatecznym zabezpieczeniem, i otoczył się przychylnym sektorem mediów niczym ochronną membraną. Prawda o narastającym długu, jego destrukcyjnym wpływie na prywatny biznes, inflacji i erozji siły nabywczej klasy średniej jest omawiana jedynie w kuluarach.
Osobny wątek dotyczy niemieckich rezerw złota. Cztery lata temu rząd ówczesnego kanclerza Olafa Scholza naciskał na Bundesbank, by sprzedał część złota w celu sfinansowania specjalnego funduszu obronnego. „Czołowi” ekonomiści byli rzekomo zachwyceni tym pomysłem – w tych kręgach znaczenie zabezpieczonych aktywów o ograniczonej ilości jest słabo rozumiane, mimo że mogą one pewnego dnia stać się podstawą nowego reżimu monetarnego. Nagel utrzymał jednak linię obrony przeciwko politycznym ryzykantom.
Na tym tle prezes Bundesbanku wezwał do powrotu do rozsądnego planowania budżetowego. Deficyty muszą zostać ograniczone w średnim terminie bez cięcia niezbędnych wydatków na infrastrukturę. Niestety, Nagel nie posunął się do otwartego poparcia zasad wolnorynkowych, tracąc szansę na wyjaśnienie, że ukrywanie dodatkowego zadłużenia poprzez fundusze specjalne ma charakter systemowy.
CYNICZNYM OKIEM: Finansowanie państwowe stało się piramidą finansową – schemat Ponziego z orzełkiem federalnym. Różnica między Berlinem a Madoffem jest taka, że Madoff przynajmniej nie nazywał swoich zobowiązań „funduszami specjalnymi” i nie kazał ofiarom jeszcze za to płacić podatków.
Ci, którzy szukają prawdziwego obrazu zadłużenia, muszą kopać głęboko – wliczając zobowiązania emerytalne i obecne obietnice emerytalne, których skala wymyka się wyobraźni. Niemcy i niemal cała Unia Europejska są uwięzione w spirali zadłużenia. Nadciągają zawirowania na rynkach kapitałowych, szeroko zakrojona restrukturyzacja oraz masowa redystrybucja bogactwa i długu. Samodzielna redukcja długu byłaby systemową śmiercią – skurczyłaby obiegowy kredyt i wywołała szok deflacyjny wykraczający poza zdolności absorpcyjne banków. Rynki obligacji ostatecznie podyktują, kiedy ta hucpa z pieniądzem fiducjarnym dobiegnie końca. Bundesbank pod wodzą Nagela może pewnego dnia odegrać decydującą rolę w obliczu kryzysu, którego Berlin woli nie widzieć.



