Po latach zapowiedzi kolonizacji Marsa, Elon Musk oficjalnie przesuwa ambicje SpaceX na Księżyc. W niedzielnym wpisie na X miliarder potwierdził doniesienia Wall Street Journal, pisząc krótko: „Time to go back to the Moon at scale.”
Według źródeł gazety, Musk opóźnił planowaną na koniec roku misję marsjańską i zamiast tego skupia się na locie Starshipa na Księżyc w marcu 2027 roku. Decyzja ma związek z połączeniem SpaceX i jego spółki xAI, co otwiera nowy rozdział w koncepcji „sztucznej inteligencji w kosmosie.”
CYNICZNYM OKIEM: Musk zmienia zdanie szybciej niż orbita księżycowa – ale przynajmniej zawsze mierzy wyżej, nawet gdy celuje bliżej.
AI w kosmosie, miliardy na orbitach
Po fuzji obu firm SpaceX wyceniono na 1 bilion dolarów, a xAI – na 250 miliardów. Nowa megastruktura technologiczna o wartości 1,25 biliona dolarów ma zadebiutować na giełdzie jeszcze w tym roku. Planowany IPO może przynieść 50 miliardów dolarów, które sfinansują m.in. flotę orbitalnych centrów danych.
W wewnętrznym liście do pracowników Musk napisał:
„Uczynienie kosmicznych centrów danych rzeczywistością umożliwi samowystarczalne bazy na Księżycu, cywilizację na Marsie i w końcu ekspansję w kosmosie.”
W rozmowie z badaczem Dwarkeshem Patelem dodał: „Za 36 miesięcy najtańsze miejsce do uruchomienia AI będzie w kosmosie.” Według Muska energia słoneczna w przestrzeni jest nawet dziesięć razy tańsza, bo nie wymaga magazynowania w bateriach.
Księżyc jako poligon i przystanek
Zwolennicy teorii o „marsjańskim Musku” z zaskoczeniem przyjęli jego nową strategię. Jeszcze niedawno twierdził, że Księżyc to „rozkojarzenie” w drodze na Marsa. Dziś Księżyc staje się nie tylko poligonem doświadczalnym dla technologii przestrzennych, lecz także kamieniem milowym dla budowy stałej bazy amerykańskiej.
Nie bez znaczenia jest też konkurencja. NASA aktywnie wspiera misje księżycowe, a Jeff Bezos ze swoją Blue Origin wstrzymał turystykę kosmiczną, by również skoncentrować się na pracy nad projektami księżycowymi.
CYNICZNYM OKIEM: Gdy dwaj najbogatsi ludzie na Ziemi ścigają się o Srebrny Glob, brzmi to jak sequel zimnej wojny – tylko w wersji high‑tech.
Plany Muska otwierają nowy etap nie tylko dla eksploracji kosmosu, lecz także dla inwestycji w sektor kosmiczny. Od satelitów niskoorbitalnych (LEO) po przyszłe instalacje księżycowe – kosmos znów staje się miejscem, gdzie krążą nie tylko rakiety, ale i miliardy dolarów.
To paradoksalna ciągłość wizji Muska: wciąż idzie tam, gdzie nikt jeszcze nie był – tylko tym razem nie w kierunku czerwonej planety, a na srebrny przystanek po drodze na Marsa.


