Na pograniczu Arabii Saudyjskiej i Jemenu doszło do gwałtownych walk między siłami wspieranymi przez Rijad, a oddziałami separatystów popieranych przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. To pierwszy tak poważny wybuch konfliktu w regionie Hadramaut od miesięcy – prowincji niezwykle wrażliwej, bo bogatej w ropę i położonej bezpośrednio przy granicy z Arabią Saudyjską.
W piątek saudyjskie lotnictwo przeprowadziło serię nalotów, celując w pozycje bojowników Południowej Rady Przejściowej (STC). Według lokalnych źródeł w okolicach Wadi Hadramaut doszło do siedmiu bombardowań, w których zginęło co najmniej siedem osób, a ponad 20 zostało rannych.
STC, od lat domagająca się utworzenia niezależnego państwa „Arabii Południowej”, jest zbrojnie wspierana przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. Z kolei jemeński rząd, formalnie uznawany przez społeczność międzynarodową, pozostaje zależny od saudyjskiego protektoratu.

CYNICZNYM OKIEM: Kiedy dwóch przyjaciół wojuje o „stabilność regionu”, zwykle chodzi o to, kto kontroluje więcej baryłek, nie granic.
Hadramaut – nafta i nerwy regionu
Walki w rejonie Hadramaut mają charakter nie tylko lokalny. Kontrola nad prowincją oznacza dostęp do pól naftowych i szlaków przemytu, a więc wpływ na gospodarkę całego Półwyspu Arabskiego. Saudyjski gubernator Hadramaut ogłosił w piątek z Rijadu rozpoczęcie operacji wojskowej „dla odzyskania porządku i zabezpieczenia kluczowych instytucji.”
W odpowiedzi STC oświadczyła, że jest gotowa do pełnej konfrontacji. Ich lider w regionie, Mohammed Abdulmalik, nazwał bombardowania „zdradą braterstwa arabskiego” i zapowiedział, że separatyści nie cofną się przed dążeniem do niepodległości.
Tym samym, po latach współpracy przeciw rebeliantom Huti wspieranym przez Iran, sojusz Rijadu i Abu Zabi pęka w miejscu, gdzie zysk i prestiż są zbyt duże, by się nimi dzielić.
Eksperci zauważają, że napięcia na południu Jemenu wpisują się w szerszy kryzys bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie, zapoczątkowany wojną Izraela w Gazie. Jak podkreśla dziennikarz Al Jazeery, Ali Hashem, konflikt w Gazie „zmienił sposób, w jaki państwa regionu postrzegają ryzyko i możliwości – nawet mniejsze graczy próbują wykorzystać moment, by wzmocnić swoją pozycję.”
W konsekwencji Jemen znów stał się areną geopolitycznej wojny zastępczej, gdzie walczą nie tylko lokalne frakcje, ale i ambicje dwóch potęg Zatoki Perskiej.
CYNICZNYM OKIEM: Na papierze to wciąż konflikt o granice Jemenu – w praktyce to test, ile jeszcze sojuszy można rozmontować w imię bezpieczeństwa.
Hadramaut jest dziś symbolem paradoksu regionu: każdy mówi o pokoju, ale przygotowuje się do wojny. Arabia Saudyjska próbuje utrzymać stabilność na własnej granicy, Emiraty chcą jej kosztem ugruntować wpływy w południowym Jemenie, a mieszkańcy regionu – jak zawsze – płacą cenę za cudze ambicje.
Na granicy, gdzie kończy się piasek pustyni, a zaczyna ropa, znowu słychać samoloty. I nikt już nie udaje, że to tylko echo historii.


