Tegoroczne święta stały się testem wytrzymałości dla polskiego systemu elektroenergetycznego. Śnieżyce, wiatr i mróz – zamiast sparaliżować sieć – dały chwilowy zastrzyk energii z OZE. W dniach 24–27 grudnia udział źródeł odnawialnych sięgał nawet 40% produkcji energii elektrycznej netto – najwyższego poziomu od października 2025 roku.
Nowoczesne turbiny wiatrowe – wyposażone w systemy przeciwoblodzeniowe i rozmrażające – działają bez większych zakłóceń nawet przy -25°C, udowadniając, że nie każda zamieć musi oznaczać blackout. Co więcej, nawet energetyka słoneczna dostała swoje pięć minut: 4,6 GW mocy w południe 4 i 6 stycznia przy mroźnym, ale słonecznym niebie to wynik, który jeszcze kilka lat temu wydawałby się nierealny.
CYNICZNYM OKIEM: Klimat się zmienia, technologie się zmieniają – ale polska pogoda wciąż potrafi zaserwować lekcję pokory dla każdego wykresu i strategii.
Wiatr ucieka, prąd drożeje
Euforia nie trwała długo. Już po 5 stycznia ochłodzeniu towarzyszyło osłabienie wiatru, a udział OZE w bilansie energetycznym spadł drastycznie – do 14%, a przy tzw. ciemnej flaucie potrafi spaść nawet poniżej 10%. W takich momentach system ratowany jest przez elektrownie węglowe i gazowe, które – mimo dekarbonizacyjnych ambicji Europy – pozostają podstawą bezpieczeństwa energetycznego Polski.
Widać to choćby po danych z przełomu roku: między 28 grudnia, a 4 stycznia moc netto z elektrowni węgla brunatnego rzadko przekraczała 3 GW, ponieważ wiatr i elektrociepłownie pokrywały większość zapotrzebowania. Ale gdy wiatr ucichł, stary węglowy rezerwuar musiał wrócić na scenę.

CYNICZNYM OKIEM: Wiatrak jest jak celebryta – błyszczy przy pomyślnych wiatrach, i znika, gdy robi się naprawdę trudno.
Zima odsłania kruchość sieci
Największym problemem nie okazała się jednak sama generacja, lecz dystrybucja prądu. Na Warmii i Mazurach tysiące odbiorców pozostały bez zasilania, gdy śnieg i wiatr łamały drzewa i słupy średniego napięcia. To przypomnienie, że modernizacja infrastruktury jest równie pilna, jak budowa nowych źródeł mocy.
Przyszłość, jak przewidują eksperci, przyniesie większe zapotrzebowanie na elastyczność systemu – pompy ciepła, samochody elektryczne i rosnące zużycie prądu wymuszą rozwój magazynów energii, źródeł szczytowych i inteligentnych sieci.
Nawet najbardziej optymistyczne scenariusze zakładają, że jeszcze w latach 30. i 40. XXI wieku to elektrownie gazowe i węglowe będą trzymać system przy życiu, zanim w pełni przejmią go farmy wiatrowe, fotowoltaika i atom.
Do tego czasu każda śnieżyca w Polsce będzie nie tylko meteorologicznym wydarzeniem – ale i crash-testem zielonej transformacji.


