Indeks dolara zanurkował wczoraj do najniższego poziomu od lutego 2022 roku. Dziennikarze pytali prezydenta Trumpa, czy martwi go słabnący dolar. Odpowiedź? „Nie, myślę, że to świetnie.” Zamiast bronić waluty rezerwowej świata, Trump pochwalił jej osłabienie – klasyczny podręcznikowy merkantylizm, gdzie słaba waluta to broń eksportu. „Patrzcie na interesy, które robimy. Dolar radzi sobie świetnie.”

To nie błąd. To strategia. Trump wie, że silny dolar to bariera dla amerykańskiego biznesu, a słaby – turbo do eksportu. Chiny i Japonia osłabiają juany i jeny od dekad. Teraz Waszyngton gra w tę samą grę – i rynki łyknęły haczyk, bo rozumieją: słabszy dolar to tańsze obligacje i wyższe zyski korporacji.
Triffin na sterydach. Pewność konsumenta w piwnicy
Słaby dolar nie zagraża statusowi waluty rezerwowej. Wręcz przeciwnie – dylemat Triffina każe USA biegać z deficytem handlowym, by zasilać świat płynnością. Ameryka drukuje dolary, inni je trzymają jako rezerwę. US Navy pilnuje szlaków morskich za darmo dla wszystkich, a dolar płynie w globalnym handlu. To publiczne dobra, za które Trump chce teraz rachunku.
Sekretarz skarbu Scott Bessent rok temu obiecywał „silnego dolara”. Dziś administracja widzi w osłabieniu bonus: eksport rośnie, import drożeje, deficyt się kurczy. Stephen Miran, nowy gubernator Fed i autor „Porozumienia z Mar-a-Lago”, tłumaczy, że Ameryka subsydiuje świat swoim systemem. Czas skończyć z altruizmem.
Amerykańskie akcje YTD w plusie, ale prawdziwe show w Ameryce Południowej: Peru, Chile, Kolumbia, Brazylia – dwucyfrowe wzrosty. Monroe Doctrine 2.0 działa: interwencja w Wenezueli, prawicowe rządy pro-USA. Meksyk i Argentyna też w górze, choć skromniej. Azja i Europa stoją w miejscu.
CYNICZNYM OKIEM: Światowy lider słabnie, a rynki klaszczą. Bo w końcu kto powiedział, że imperium musi mieć najsilniejszą walutę?
Tymczasem Conference Board ogłasza najniższą pewność konsumentów od 2014 roku – gorzej niż w pandemii. Indeks warunków obecnych na pięcioletnich minimach, oczekiwań – poniżej progu recesji. Dane biją prognozy analityków.
Fed dziś nie ruszy stóp, ale rynki już wyceniają cięcie w czerwcu i dwa w roku. Słaby dolar luzuje warunki finansowe endogennie, PCE core na 2,8% YoY. Powell po konferencji prasowej z DOJ jasno dał do zrozumienia: nie pójdzie na ustępstwa wobec Białego Domu. Spór FOMC z Trumpem trwa – osłabiony dolar to polityka fiskalna, nie monetarna.
CYNICZNYM OKIEM: Konsumenci panikują, Fed udaje twardziela. Klasyka: obywatele płacą, Wall Street pije szampana.
Carney i Europa w zaprzeczeniu
Mark Carney, ikona Davos, w słynnym przemówieniu ogłasza śmierć liberalnego porządku. „Świat fortec będzie biedniejszy, bardziej kruchy.” Proponuje „wspólne inwestycje w odporność” – tańsze niż każdy buduje swoje. Brzmi szlachetnie, ale to liberalizm w przebraniu: więcej integracji, mniej suwerenności. Carney zapomina Palmerstona: brak stałych przyjaciół, tylko interesy.
Unia idzie tą samą ścieżką. Ursula von der Leyen chwali „matkę wszystkich umów handlowych” z Indiami – strefa 2 miliardów ludzi. Preferencyjne cła: 96% eksportu UE do Indii bez taryf, 99% odwrotnie. Ale mleko indyjskie zostaje poza UE, europejskie mięso chronione. Biurokratyczne pułapki załatwią resztę.
Do tego pakt o bezpieczeństwie: Indie w ReArm Initiative UE, „integracja łańcuchów dostaw”. Brzmi znajomo? Dokładnie jak dawne relacje z USA. Macron w Paryżu gryzie się w język – jego marzenie o europejskich armiach tonie w indyjskich kontraktach.
Liberalny świat umiera nie z hukiem, lecz z westchnieniem biurokratycznych komunikatów. Trump nie musi go dobić – wystarczy, że pozwoli mu dogorywać we własnym sosie.


