Z danych Krajowej Administracji Skarbowej wynika, że urzędy w całym kraju sprzedają coraz więcej samochodów skonfiskowanych pijanym kierowcom. Aukcje cieszą się ogromnym zainteresowaniem – przyciągają zarówno kolekcjonerów, jak i zwykłych kierowców, którzy w czasach wysokich cen szukają taniego i sprawnego auta. Państwo, przy okazji walki z plagą nietrzeźwych za kierownicą, znalazło sposób na dodatkowy zastrzyk gotówki do budżetu.
CYNICZNYM OKIEM: W Polsce nawet moralne oburzenie ma dziś formę przetargu publicznego.
Licytacje jak z motoryzacyjnej gorączki złota
Od początku 2024 roku obowiązuje przepis wprowadzający obowiązkową konfiskatę pojazdu, jeśli kierowca ma co najmniej 1,5 promila alkoholu we krwi lub 1 promil, jeśli spowoduje wypadek. Od tego czasu ruszyła fala licytacji, głównie na południu kraju – województwo śląskie stało się motoryzacyjnym Eldorado.
Na liście najbliższych aukcji figurują m.in.:
- Częstochowa, 19 stycznia – Opel Insignia i Audi A4.
- Katowice, 20 stycznia – Skoda Fabia Kombi.
- Cieszyn, 21 stycznia – Toyota Auris.
- Będzin, 21 stycznia – Peugeot 206 XR, w drugim terminie ze zniżką 50%.
Zasady są proste: na pierwszej licytacji cena wywoławcza to 75% wartości rynkowej, a w kolejnym terminie może spaść nawet do połowy. To przyciąga tłumy – nie tylko dlatego, że samochody są tańsze, ale także dlatego, że rynek wtórny notuje rekordowe ceny za używane auta.
Jak kupić auto od skarbówki?
Aukcje są publiczne i ustne, co oznacza, że można w nich wziąć udział osobiście. Każdy uczestnik musi wpłacić wadium w wysokości 10% wartości szacunkowej pojazdu, najpóźniej dwa dni przed terminem. Samochód sprzedawany jest „w stanie, w jakim się znajduje” – bez gwarancji i bez odpowiedzialności urzędu za ukryte wady.
Potencjalni kupcy mogą obejrzeć pojazdy przed licytacją, ale zazwyczaj tylko z zewnątrz. Mimo ryzyka, zainteresowanie wciąż rośnie – dla wielu osób to jedyna szansa, by nabyć sprawny samochód za cenę skutera elektrycznego.
CYNICZNYM OKIEM: Polak potrafi – nawet z cudzej bezmyślności zrobić okazję życia.
Państwo liczy zyski
Skonfiskowane auta nie trafiają do flot urzędowych. Prawo zabrania ich wykorzystywania przez instytucje publiczne, dlatego każdy pojazd musi zostać sprzedany. To przekłada się na realne pieniądze:
- ponad 11 tysięcy samochodów zabezpieczonych przez policję,
- 3,2 tysiąca sprzedanych pojazdów do sierpnia 2025 roku,
- 13 milionów złotych przychodu dla Skarbu Państwa.
Środki z licytacji nie trafiają jednak do ogólnego budżetu, lecz zasilają Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Mimo to fiskus nie ukrywa, że system działa sprawnie – tanio i z zyskiem.
Z perspektywy rynku samochodowego efekt jest jednak dwojaki. Z jednej strony tanie auta z licytacji częściowo stabilizują ceny na rynku wtórnym, z drugiej – ich napływ zaczyna wywoływać napięcia u lokalnych handlarzy, którzy alarmują o „nieuczciwej konkurencji” ze strony państwa.
Moralność kontra matematyka. Śląskie – stolica nowych okazji
Nowe przepisy miały odstraszać pijanych kierowców poprzez dotkliwą sankcję finansową. Ale w praktyce – jak zauważają ekonomiści – państwo szybko nauczyło się z niej korzystać. W efekcie walka z alkoholizmem stała się także systemem odzyskiwania kapitału z prywatnych majątków.
Niektórzy krytycy porównują to do „moralnej ekonomii publicznej”: państwo karze występek, ale nie zapomina o monetyzacji jego skutków. Zamiast przepełnionych parkingów policyjnych mamy regularne aukcje, na których Skarb Państwa zarabia, a społeczeństwo zyskuje złudzenie sprawiedliwości.
CYNICZNYM OKIEM: Każdy alkoholik za kierownicą to dziś dla budżetu potencjalny inwestor przymusowy.
To właśnie w województwie śląskim Skarbówka organizuje najwięcej licytacji w Polsce. Region, znany z największego natężenia ruchu i rozwiniętej infrastruktury drogowej, stał się swego rodzaju rynkiem wtórnym pod patronatem państwa.
Sama Izba Administracji Skarbowej w Katowicach publikuje co kilka dni nowe ogłoszenia. A tam, gdzie jeszcze wczoraj były dowody rzeczowe i policyjne taśmy, dziś słychać dźwięk młotka licytatora.

Nie brakuje też tematów obyczajowych – lokalne media donoszą o przypadkach, gdy na aukcji pojawia się właściciel auta, które wcześniej prowadził po pijaku, próbując „odkupić swoje winy” dosłownie.
Sukces z domieszką paradoksu
Trudno nie uznać programu za skuteczny – liczba kierowców zatrzymanych z wysokim stężeniem alkoholu spadła, a wpływy do funduszy celowych rosną. Ale z perspektywy fiskalnej powstał niebezpieczny precedens: kara majątkowa przynosi realny zysk, więc państwo – zamiast tylko prewencyjnie karać – ma interes w kontynuacji procederu.
Jak mówią urzędnicy anonimowo, „każdy samochód to czysty pieniądz po dwóch licytacjach.” Można by więc zapytać, czy intencją ustawodawcy było rzeczywiście ratowanie życia, czy raczej stworzenie nowego, samofinansującego się strumienia dochodów.
CYNICZNYM OKIEM: W Polsce nawet grzesznik staje się pośrednikiem Dobrej Zmiany – pod warunkiem, że jego auto pójdzie pod młotek.
Jakkolwiek oceniać moralny wymiar tej operacji, niepodważalny jest fakt, że Skarb Państwa znalazł swoją żyłę złota na czterech kołach. A pijani kierowcy, dotąd traktowani jak zagrożenie, stali się nieoczekiwanie – źródłem zysków.


