Skandal korupcyjny na Ukrainie – partner Zełenskiego ucieka z kraju

Czy wiedział o przekrętach swojego przyjaciela?

Adrian Kosta
5 min czytania

Na Ukrainie znowu wybuchła burza – tym razem nie z powodu frontu, ale setek milionów dolarów, które wyparowały gdzieś w sektorze energetycznym. Krajowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) postawiło zarzuty kilku wpływowym osobom, a wśród nich znalazł się Timur Mindich – długoletni partner biznesowy prezydenta Zełenskiego. Gdy prokuratorzy szykowali nakaz zatrzymania, Mindich zdążył uciec z kraju. Jedni mówią, że ostrzegł go ktoś z wewnątrz systemu, inni – że system ostrzegł sam siebie.

Łapówki o wartości 100 milionów dolarów w sektorze energetycznym to już nie tylko korupcja. To lustro, w którym odbija się cała Ukraina – kraj, który od lat walczy o przejrzystość, a zamiast światła dostaje coraz gęstszy cień.

Co ciekawe Krajowe Biuro Antykorupcyjne Zelensky bezskutecznie próbował podporządkować sobie latem tego roku.

Zełenski, który wiedział za dużo – albo za mało

Choć żadne dowody nie wskazują bezpośrednio na prezydenta, pytania o jego rolę stają się coraz głośniejsze. Czy wiedział o przekrętach swojego przyjaciela? A jeśli tak – dlaczego milczał? Jeśli nie – jakim cudem nie wiedział?

Dla Amerykanów, którzy finansują znaczną część ukraińskiego wysiłku wojennego, ta afera to cenny atut – coś, co można wykorzystać w odpowiednim momencie. Waszyngton nie musi przekonywać Zełenskiego do lojalności. Wystarczy, że przypomni mu, co ma do stracenia.

CYNICZNYM OKIEM: Polityka to nie szachy, to bilard – zawsze ktoś wbija cudzą kulę.

Do tego dochodzi jeszcze nowy czynnik – Donald Trump w Białym Domu. Zełenski jest w delikatnej sytuacji: musi udowodnić, że jest jednocześnie wdzięczny i „pożyteczny”. Zbyt samodzielny – ryzykuje utratę wsparcia. Zbyt uległy – traci twarz w kraju. Afera korupcyjna daje Trumpowi doskonałą dźwignię nacisku, jeśli zechce wymusić na Kijowie „szybki pokój” z Moskwą.

W ukraińskim establishmencie coraz częściej słychać szept: czy Zełenski stanie się pierwszym prezydentem, którego polityczny los rozstrzygnie tweet amerykańskiego prezydenta?

SBU – państwo w państwie

Kluczem do wszystkiego jest Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) – instytucja silniejsza niż parlament, bardziej lojalna wobec prezydenta niż konstytucji. Od początku wojny to SBU pełni rolę cenzora, egzekutora i tarczy rządu. Bez jej zgody nie da się przeprowadzić żadnego zamachu stanu, nawet w imię „demokracji”.

Dlatego wszelkie plotki o „kolorowej rewolucji”, przewrocie parlamentarnym czy „pałacowym puczu” można dziś włożyć między bajki. Nawet jeśli opozycja z byłym prezydentem Petrem Poroszenką na czele domaga się powołania nowego rządu, bez milczącego pozwolenia SBU nikt nie ruszy ani jednego biurka w Bankowej.

CYNICZNYM OKIEM: W kraju, gdzie każdą rozmowę podsłuchuje władza, nikt nie organizuje spisku – wszyscy czekają, aż ktoś inny go sfinansuje.

Europa traci cierpliwość. Czy będzie reset? Raczej roszada

Choć Waszyngton jeszcze trzyma Zełenskiego w grze, Bruksela zaczyna mówić półgłosem o „zmęczeniu”. Europejscy ministrowie finansów coraz częściej pytają, czy miliardy przekazywane Ukrainie nie trafiają przypadkiem do tych samych kieszeni, które właśnie bada NABU. Oficjalnie nikt nie zamierza „karać” prezydenta, nieoficjalnie – już planuje się przykręcenie śruby pomocowej.

Dla Unii to sygnał ostrzegawczy: jeśli w Kijowie nie posprzątają, Bruksela nie będzie sponsorować brudu.

Ukraina przypomina dziś statek płynący w gęstej mgle – ster trzyma Zełenski, ale kurs wyznacza strach. Z jednej strony musi pokazać Stanom Zjednoczonym, że jest stabilny, z drugiej – rodakom, że nie jest zależny. Tymczasem każda nowa afera podcina mu wiarygodność zarówno w kraju, jak i za granicą.

To tragiczna ironia: człowiek, który zyskał popularność dzięki hasłu „koniec z korupcją”, dziś tonie w jej oparach.

Wszystko wskazuje na to, że skandal nie obali Zełenskiego – przynajmniej na razie. Zamiast przewrotu będzie przetasowanie: kilku ministrów poleci, kilku „przejdzie na własną prośbę”, a prezydent znajdzie sposób, by przedstawić zmiany jako „reformę antykorupcyjną”.

Na scenie pozostaną ci sami aktorzy, tylko role zostaną rozdzielone na nowo. Tak jak zawsze w polityce, gdzie afery nie kończą epok – po prostu zaczynają kolejną rundę tego samego spektaklu.

CYNICZNYM OKIEM: Na Ukrainie wojna wciąż toczy się na froncie. Ale ta bardziej niebezpieczna – wewnętrzna – rozgrywa się między lojalnością, kompromisem i ceną, jaką gotów jest zapłacić każdy, kto zbyt długo wierzył, że można wygrać z systemem, będąc jego częścią.


Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl.
Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *