W gąszczu globalnych finansów i technologii firmy handlu wysokich częstotliwości (HFT) prowadzą nieustający pojedynek o kontrolę nad przepływami kapitału. W centrum najnowszego skandalu znalazła się jedna z najbardziej tajemniczych i wpływowych firm handlowych – Jane Street, znana m.in. jako miejsce, gdzie kariery zaczynał Sam Bankman-Fried, i podmiot odpowiadający za ponad 10% obrotu akcjami w Ameryce Północnej.
Teraz indyjskie organy regulacyjne wszczęły szeroko zakrojone śledztwo w sprawie zarzutów manipulacji rynkowej i uprzywilejowanego dostępu do poufnych danych handlowych. Stawką jest dusza najszybciej rozwijającego się rynku finansowego świata, gdzie zagraniczna technologia ściera się z milionami lokalnych inwestorów, którzy coraz częściej… przegrywają.
Jane Street pod lupą SEBI: zarzuty o manipulacje i nieuczciwy dostęp
Według indyjskiego regulatora SEBI, Jane Street i inne firmy HFT mogły wykorzystywać strategiczny dostęp do danych i zaawansowane algorytmy, by osiągać nienaturalne przewagi konkurencyjne. Skala zysków jest imponująca – od stycznia 2023 do marca 2025 firma miała zgromadzić 4,3 mld USD zysku w Indiach, z rekordowym dniem na poziomie 81 mln USD. W tym samym czasie 90% indywidualnych traderów w Indiach odnotowało straty.

SEBI zarzuca firmie stosowanie strategii „banging the close” do manipulowania indeksem Bank Nifty – poprzez hurtowe składanie zleceń pod koniec dnia w celu wpływu na wycenę i zwiększenia wartości własnych pozycji na opcjach. W lipcu nałożono już na Jane Street zakaz handlu akcjami indyjskimi oraz zamrożono 567 mln USD jej aktywów.

CYNICZNYM OKIEM: To starcie Dawida z Goliatem, ale w tej wersji Dawid nie ma procy, a Goliat uzbrojony jest w serwerownie, algorytmy i dostęp do danych, których zwykły inwestor nigdy nie zobaczy. W takim pojedynku wynik można przewidzieć zanim rozlegnie się pierwszy gong.
Indie to dziś największy rynek instrumentów pochodnych na świecie pod względem liczby kontraktów, a dynamiczny wzrost gospodarczy i rosnące rynki kapitałowe czynią kraj celem numer jeden dla firm HFT.
Dla gigantów z Nowego Jorku, Hongkongu czy Singapuru rynki USA i Europy stały się trudniejsze – zyski spadły przez ostrzejszy nadzór i większą konkurencję. Indie, które wprowadziły handel algorytmiczny w 2010 roku, okazały się idealną alternatywą. Jane Street pojawiła się tam oficjalnie w 2020 r., a większość operacji prowadzona jest z zagranicy, przy minimalnej obecności lokalnej.
Upadek lokalnych inwestorów i napięcia podatkowe
Według badań SEBI, większość inwestorów detalicznych w Indiach poniosła straty, a firmy HFT wypompowały miliardy dolarów z rynku. Jane Street równolegle jest przedmiotem śledztwa podatkowego, w którym bada się strukturę transferów zysków przez zagraniczne spółki zależne. Brak pełnej współpracy z organami podatkowymi dodatkowo wzmacnia napięcia.
Proces w Nowym Jorku, w którym Jane Street pozwała konkurencyjny Millennium Management za rzekomą kradzież algorytmu skoncentrowanego na Indiach, ujawnił, że strategia tej firmy w Indiach w 2023 roku wygenerowała około miliarda dolarów zysku, co stanowiło 9% całkowitych globalnych zysków Jane Street w tamtym roku.

CYNICZNYM OKIEM: Globalny kapitał w wersji HFT przypomina turystykę rabunkową – wjeżdżasz, wybierasz co najlepsze, wypłacasz zyski do raju podatkowego i jedziesz dalej, zostawiając po sobie kurz, niesmak i… rachunek dla lokalnej gospodarki.
Nowy wątek: sprzedaż poufnych danych
Kolejna linia śledztwa SEBI dotyczy tego, czy Jane Street i konkurenci – m.in. Citadel, Millennium czy Susquehanna – kupowali szczegółowe dane od spółki zależnej NSE, obejmujące m.in. identyfikację typu klienta oraz poziomy zleceń stop-loss. Takie informacje pozwalałyby niemal pewnie przewidywać ruchy kursów i wywoływać kaskady zleceń obniżających ceny.
W USA takie dane są objęte ścisłymi regulacjami SEC – ich sprzedaż byłaby rażącym naruszeniem prawa.
Rynek jako globalna gra w „whack-a-mole”
Starcie między indyjskimi regulatorami a globalnymi firmami HFT to próba wyrównania pola gry. SEBI zapewnia, że dysponuje „doktoratami po naszej stronie” i narzędziami, by walczyć z przewagą technologiczną gigantów. Jednak historia rynków pokazuje, że gdy w jednym kraju luki zostaną zamknięte, firmy przenoszą się tam, gdzie regulacje są słabsze.
Przypadek Jane Street to symbol szerszego problemu: jak rozwijające się rynki mogą chronić miliony drobnych inwestorów przed globalnym kapitałem uzbrojonym w dane i technologię. W świecie, w którym szybkość i informacja dają przewagę niemal absolutną, pytanie brzmi – czy lokalne przepisy nadążą za globalną machiną finansową?
Bez wzmocnienia regulacji i przejrzystości Indie ryzykują, że ich giełdy staną się poligonem doświadczalnym dla drapieżnych strategii, a idea rozwoju przez otwartość zostanie zastąpiona rzeczywistością drenowania lokalnego bogactwa.


