W słynącej z niezależności prowincji Alberta ustawiają się tłumy. Tysiące mieszkańców godzinami czekają, by złożyć podpis pod petycją o referendum niepodległościowym, zatytułowaną oficjalnie „Referendum Relating to Alberta Independence”. Wystarczy 177 tysięcy podpisów, by uruchomić procedurę, która mogłaby doprowadzić do oderwania prowincji od Kanady.

Organizatorzy twierdzą jednak, że zebranie tej liczby to formalność. Liczą nawet na milion podpisów, co w prowincji liczącej pięć milionów mieszkańców byłoby politycznym trzęsieniem ziemi. Niektóre lokalne punkty zbiórki notują nawet 10 tysięcy podpisów dziennie.
CYNICZNYM OKIEM: Kanada ma problem – najbardziej produktywna prowincja kraju właśnie zaczęła sondować, ilu obywateli uważa, że „związek się wypalił”.
Bunt surowców i konserwatyzmu. Prawo i krucjata
Alberta od lat znajduje się na kursie kolizyjnym z liberalnym rządem w Ottawie. Sprzeciwiała się pandemicznym lockdownom, przymusowym szczepieniom, nowym przepisom o broni i wreszcie – najbardziej – federalnej polityce klimatycznej, która ogranicza wydobycie ropy i gazu. Dla wielu mieszkańców to cios w ekonomiczne serce prowincji, której dochody z surowców zasilają budżet kraju, ale nie wracają w postaci inwestycji.
Jak ujęła to jedna z lokalnych gazet: „Ottawa mówi o zielonej transformacji, a my mamy rachunki i baryłki ropy.”

CYNICZNYM OKIEM: Alberta to energetyczny silnik Kanady, ale w relacji z rządem federalnym od lat gra rolę paliwa – spalają, by inni jechali dalej.
Formalnie, droga do referendum była zablokowana przez sąd, który uznał pierwotne pytanie za „niezgodne z konstytucją”. W odpowiedzi parlament prowincji zmienił prawo, uchwalając ustawę Bill 14, która usunęła ten wymóg. Pytanie zostało zatwierdzone ponownie, a proces zbierania podpisów wznowiono.
Jedynym poważnym przeszkodą może być pozew Sturgeon Lake Cree Nation, która domaga się wstrzymania inicjatywy, argumentując, że secesja naruszyłaby ich traktat z Koroną Brytyjską. Choć prawnie wygląda to na słaby argument, może on opóźnić proces i stać się pretekstem dla Ottawy, by odrzucić wyniki referendum.
Nowa mapa Ameryki Północnej?
Krytycy projektu ostrzegają, że „lądowa” Alberta byłaby ekonomicznie odcięta od świata. Zwolennicy wskazują jednak, że wolność od kanadyjskiej biurokracji otworzyłaby drogę do bezpośredniego handlu z USA, budowy nowych rurociągów i zacieśnienia więzi z energetycznymi gigantami po południowej stronie granicy.
Nie bez znaczenia jest też strategiczne położenie – blisko Arktyki, coraz ważniejszej z punktu widzenia globalnych szlaków i bezpieczeństwa USA.
CYNICZNYM OKIEM: Jeśli Grenlandia ma być amerykańska, a Kanada – „niepewna”, to Alberta już widzi, gdzie wieje północny wiatr.
Petycja może zakończyć się symbolicznie – lub zachwiać fundamentami Kanady. Ale jedno jest pewne: idee, które miały łączyć kraj, dziś działają jak linie podziału. W Kanadzie zaczyna się nowa polityka – z mapą w roli pola minowego.


