Donald Trump rzucił liczbą, która brzmi jak wyrok: 32 tysiące zabitych w ostatnich protestach w Iranie. „Lud Iranu żyje w piekle” – zadeklarował prezydent, stawiając irański reżim w pozycji diabła wcielonego. Teheran odpowiada po swojemu: minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi ogłosił 3117 ofiar „operacji terrorystycznej”, w tym 200 funkcjonariuszy bezpieczeństwa. Różnica? Kosmiczna. Ale kto tu kłamie – reżim czy prezydent USA?
Obie strony grają w tę samą grę: liczby jako broń propagandowa. Iran podkreśla „terrorystów uzbrojonych przez USA i Izrael”, Trump – masakrę niewinnych. Fakty? Starlinki dostarczone przez Waszyngton potwierdzają wsparcie dla protestujących, ale reszta tonie w szumie informacyjnym. Fox News donosi o nowych manifestacjach studentów – sygnał, że garnek wciąż wrze. Tymczasem prawda, jak zwykle, należy do tych, którzy przeżyli.
CYNICZNYM OKIEM: W wojnie liczb liczy się nie precyzja, lecz kto krzyczy głośniej – reżim czy Biały Dom.
Gwałty, macice i New York Post
New York Post przeszedł samego siebie: policja irańska gwałci protestujące kobiety, wycina im macice, by zatrzeć ślady, a ciała odsyła rodzinom. Brzmi jak horror z lat 90., ale to kalka starej propagandy – słynne „inkubatory” z czasów wojny w Zatoce.
Wtedy 15-letnia Nayirah, córka kuwejskiego ambasadora, zeznawała przed Kongresem o irackich żołnierzach wyrywających kuwajtyckie noworodki z łóżeczek. Później wyszło na jaw: sfabrykowane przez PR-owców Hill & Knowlton. Trzy miesiące potem – wojna.
Dziś Daniel McAdams z Ron Paul Institute rozbiera relację NYP na części: brak dowodów, anonimowe „źródła”, emocjonalny język. Klasyka neokonów: zbyt obrzydliwe, by wymagało weryfikacji. Amerykanie, najbardziej propagandowi ludzie świata, łykną wszystko – od inkubatorów po macice. A potem zapłacą za to krwią i dolarem.
Iran nazywa to „terrorystyczną operacją”, Trump mówi o „ludobójstwie”. Prawda leży pośrodku – w krwi zwykłych ludzi, którym propaganda obu stron odbiera głos.
Propaganda 2.0 – Starlinki zamiast aktorek
Teheran ma argumenty: protestujący nieśli broń, ginęli mundurowi. Araghchi rzuca wyzwanie: „Pokażcie dowody, jeśli kwestionujecie nasze dane”. Waszyngton kontruje Starlinkami – tysiące terminali dostarczonych potajemnie, by protesty nie zamilkły. To nie przypadek: USA nauczyły się z Iraku i Syrii – nie wystarczy propaganda, trzeba narzędzi.
Ale mechanizm pozostaje ten sam. Nayirah z 1990 miała łzy w oczach, dziś mamy satelity i tweety. Efekt? Tysiące ofiar po obu stronach, zero wniosków. McAdams ma rację: każda wojna neokonów kończy się „tym razem będzie inaczej”. A Amerykanie wierzą – bo muszą wierzyć w coś więcej niż własne rachunki za gaz.
CYNICZNYM OKIEM: Propaganda ewoluowała od inkubatorów do satelitów, ale cel pozostał prymitywny: wojna sprzedana jako moralny obowiązek.
Iran w celowniku – wzorzec z Zatoki
„Inkubatory” zadziałały w 1990 roku. George H.W. Bush zgotował Irakowi piekło na podstawie kłamstwa córki ambasadora. Dziś Trump gra tę samą melodię, tylko głośniej – 32 tysiące trupów to liczba godna bomby atomowej w retoryce. Iran wie, co grozi: kolejny przystanek na neokonowej mapie „oś zła”.
Teheran obstawia „terrorystów z zagranicy”, ale traci na wiarygodności – reżim ajatollahów dawno stracił monopol na prawdę. Protesty studentów to sygnał: gniew nie gaśnie. NYP dolewa oliwy do ognia, sugerując okrucieństwa, których nie sposób zweryfikować. Klasyczny schemat: zszokuj, oskarż, zbombarduj.
Amerykańskie elity nie uczą się na błędach. Wojna w Zatoce przyniosła chaos, Irak stał się kalifatem, a propaganda ewoluowała w social media. Nowe narzędzia, ten sam scenariusz: oburzenie, interwencja, długoterminowa klęska. Iran patrzy na Libię, Syrię, Irak – i wie, że następny będzie on.
Trumpowska liczba 32 tysięcy to nie pomyłka – to sygnał dla Pentagonu. Teheran kontruje 3117 „terrorystami” – równie strategicznie. Obywatele pośrodku, jak zawsze, są mięsem armatnim licytacji. New York Post dodaje makabry – bo bez makabry propaganda nie działa.
Powrót inkubatorów to nie przypadek. To dowód, że w 2026 roku wciąż wygrywa ten, kto najlepiej skłamie o dzieciach. Iran szykuje się na wojnę, której nie chce – bo wie, że Zachód jej pragnie. A świat? Patrzy, jak historia zatacza koło – szybsze, krwawsze, z satelitami w tle.



