Po sześciu latach eksperymentów z „redukcją szkód” San Francisco zamyka jeden z najbardziej kontrowersyjnych projektów w historii amerykańskiej polityki socjalnej. Tzw. Managed Alcohol Program (MAP), który dostarczał codzienne dawki alkoholu osobom bezdomnym cierpiącym na uzależnienie, pochłaniał 5 milionów dolarów rocznie, a skorzystało z niego zaledwie 55 uczestników.
Program powstał w 2020 roku, w czasie lockdownu pandemii COVID-19, gdy miasto umieszczało osoby bezdomne w hotelach. W obawie przed niebezpiecznym zespołem odstawiennym pracownicy medyczni zaczęli dostarczać im kontrolowane ilości piwa i mocniejszych trunków. Miało to być rozwiązanie przejściowe – tymczasem przetrwało niemal sześć lat.
CYNICZNYM OKIEM: Miasto, które nie potrafiło rozdać mieszkań, rozkręciło projekt systematycznego dolewania do kieliszka – pod hasłem „bezpieczeństwo publiczne”.
Koniec filozofii „rób, co chcesz”
Nowy burmistrz, Daniel Lurie, ogłosił definitywny koniec projektu. „Wydawaliśmy pięć milionów dolarów rocznie, by zapewniać alkohol ludziom walczącym z bezdomnością i uzależnieniem. To nie ma sensu – i właśnie to kończymy” – stwierdził w rozmowie z The California Post.
Miasto zerwało wszystkie kontrakty z organizacją non profit Community Forward, która zarządzała programem. Rekordowe koszty – około 454 tysiące dolarów na jednego uczestnika – zrodziły pytania o efektywność całego podejścia, zwłaszcza że znaczna część środków trafiała na wynagrodzenia personelu.
Lurie już wcześniej odwrócił kierunek polityki miasta. Zniósł dystrybucję zestawów do zażywania narkotyków i ogłosił, że San Francisco staje się „miastem stawiającym na leczenie, nie na pobłażliwość”. W maju podpisał ustawę Recovery First Act, która przesuwa środki publiczne z polityki „harm reduction” na programy abstynencyjne i terapie odwykowe.
Ciężar wieloletniego eksperymentu
Decyzję o likwidacji MAP poparli byli bezdomni i działacze środowisk pro-trzeźwościowych. Tom Wolf, dawny uzależniony, a dziś pracownik służb miejskich, nazwał program „marnotrawstwem publicznych pieniędzy na finansowanie nałogu”. Jak dodał, polityka redukcji szkód przestała zapobiegać chorobom i zaczęła „utrwalać uzależnienia w imię równości społecznej”.
Choć kierunek zmian jest wyraźny, miasto stoi przed poważnym problemem – brakuje miejsc w detoksykacji. Według danych w San Francisco dostępnych jest tylko 68 łóżek dla kilku tysięcy potrzebujących.
Zakończenie programu alkoholowego stanowi jednak symboliczny zwrot. Po latach liberalnego eksperymentu władze miasta próbują przywrócić odpowiedzialność tam, gdzie wcześniej rozdawały przyzwolenie.
W efekcie San Francisco po raz pierwszy od dekady stawia pytanie, które brzmi jak trzeźwe podsumowanie całej epoki: czy naprawdę trzeba było upijać problem, by zrozumieć, że wcale nie znika?


