Wielki amerykański tankowiec powietrzny KC-135 runął nad zachodnim Irakiem podczas operacji Epic Fury – i już sama nazwa operacji brzmi jak zapowiedź tragedii, której nikt oficjalnie nie chciał nazwać po imieniu. CENTCOM potwierdził utratę maszyny i uruchomienie akcji ratunkowej, jednocześnie publikując oświadczenie, które przejdzie do historii jako majstersztyk dyplomatycznego niedopowiedzenia: „Nie było to wynikiem wrogiego ognia ani ognia bratobójczego”.
Iran odpowiedział bez ogródek – przyznał się do zestrzelenia samolotu i poinformował, że cała załoga zginęła. KC-135 lata zazwyczaj z trzyosobową obsadą, choć na pokładzie mogło znajdować się nawet sześć osób, co czyni ten incydent potencjalnie jedną z największych jednorazowych strat osobowych USA w tej wojnie.

CYNICZNYM OKIEM: Komunikat CENTCOM, że zestrzelenie nie było „wynikiem wrogiego ognia”, to lingwistyczny wyczyn godny nagrody – najwyraźniej w słowniku Pentagonu istnieje jeszcze trzecia kategoria, gdzieś między przyjacielem, a wrogiem, zarezerwowana na kłopotliwe chwile.
Cieśnina Ormuz i cena ropy – nowy front bez jednego żołnierza
Równolegle z tragedią lotniczą rozgrywa się batalia ekonomiczna. Ceny ropy Brent przekroczyły 100 dolarów za baryłkę – Międzynarodowa Agencja Energetyczna mówi o „największym zakłóceniu dostaw w historii światowego rynku ropy”. Ajatollah Mojtaba w swoim pierwszym publicznym orędziu zażądał kontynuowania blokady cieśniny Ormuz jako „narzędzia nacisku”, zapowiadając zarazem „nowe fronty” i dalsze ataki na amerykańskie bazy.

Tymczasem Energii Chris Wright przyznał otwarcie, że Marynarka Wojenna USA nie jest jeszcze gotowa do eskortowania tankowców przez cieśninę – bo zasoby wojskowe są skupione na niszczeniu zdolności ofensywnych Iranu. W tym samym czasie administracja Trumpa rozważa tymczasowe zawieszenie przepisów żeglugowych ustawy Jonesa, aby schłodzić rosnące ceny paliw. Co najmniej sześć jednostek zostało trafionych w ciągu jednej nocy, a operacje w portach Omanu wstrzymano.
CYNICZNYM OKIEM: Trump ogłasza „wygraliśmy” dokładnie wtedy, gdy ropa przekracza 100 dolarów, KC-135 leży w irackim piasku, a Dubaj płonie od dronów – w tej wojnie zwycięstwo najwyraźniej definiuje ten, kto pierwszy dotrze do mikrofonu.
Izrael, Hezbollah i rozszerzający się krąg ognia
Netanjahu potwierdził uderzenia w punkty kontrolne IRGC i Basidżu, deklarując wprost cel – „obalenie reżimu”. IDF ogłosiło trafienie w kluczowy irański ośrodek rozwoju broni jądrowej, choć wywiad USA ocenia, że irański reżim pozostaje nienaruszony.
Północny Izrael mierzył się z tym, co określono jako „największa fala pocisków od początku wojny” ze strony Hezbollahu. Szef bezpieczeństwa Iranu wysłał Trumpowi bezpośrednią wiadomość: „nie spoczniemy, dopóki nie pożałujesz”.



