Na Zachodzie nadal wierzymy, że empatia to zawsze dobro. Tymczasem, jak ostrzegają psycholodzy i analitycy bezpieczeństwa, współczucie źle skierowane potrafi być równie destrukcyjne jak nienawiść. Coraz częściej mówi się o zjawisku nazwanym „samobójczą empatią” – emocjonalnej nadwrażliwości społeczeństw, które w imię współodczuwania rozbrajają własne mechanizmy obronne.
CYNICZNYM OKIEM: Zachód umiera nie z braku serca, lecz dlatego, że bije ono dla wszystkich – tylko nie dla siebie.
Od współczucia do autodestrukcji
Pojęcie suicidal empathy wprowadził w 2024 roku libańsko‑kanadyjski psycholog Gad Saad, specjalista od ewolucyjnych mechanizmów zachowań społecznych. Według niego to „nadmiar empatii prowadzący do zachowań autodestrukcyjnych.” Saad przekonuje, że społeczeństwa, które przedkładają emocjonalny odruch nad racjonalne granice, tracą instynkt samozachowawczy – jednostki i wspólnoty.
Przykład? Europejska polityka otwartych granic, która w imię „empatii dla biednych” doprowadziła do destabilizacji migracyjnej i kulturowego chaosu. Saad pisze, że ta sama postawa przenika dziś Amerykę: współczucie dla przestępców, pobłażliwość dla uzależnionych, zrozumienie dla agresorów oraz strach przed „byciem nieuprzejmym”.
Rezultat to rozpadający się system wartości, gdzie kara uchodzi za opresję, a granice – za nietolerancję.
Według Saada, „samobójcza empatia” to kolejna mutacja politycznej poprawności i ideologii „woke”, która stała się religią nowego Zachodu. Wszystko można usprawiedliwić dobrym sercem – nawet głupotę. W efekcie społeczeństwa tracą zdolność oceniania własnych działań w kategoriach dobra i zła, zastępując moralność emocjonalną reakcją na bieżące cierpienie.
To nie przypadek, że koncepcję Saada chętnie cytują politycy konserwatywni: widzą w niej mechanizm rozbrojenia cywilizacyjnego Zachodu. A co najciekawsze – coraz więcej analityków uważa, że ten mechanizm nie jest naturalny, lecz celowo podsycany przez Chiny.
CYNICZNYM OKIEM: Empatia staje się bronią masowego rażenia – strzela łzami i przebija zdrowy rozsądek.
Miękka wojna komunistów
Od dawna wiadomo, że Chińska Republika Ludowa nie potrzebuje czołgów, by prowadzić skuteczną ekspansję. Jej strategia, opisana w książce Nieograniczona wojna autorstwa dwóch pułkowników PLA w 1999 roku, zakładała atakowanie Zachodu „poniżej progu konfliktu zbrojnego.”
Współcześnie taką metodą stała się eksploatacja emocjonalnych słabości społeczeństw liberalnych. Pekin – za pośrednictwem swoich think‑tanków, fundacji i wpływów w mediach – wzmacnia wszystkie narracje, które osłabiają morale i spójność państw Zachodu.
- wspiera wizerunkowo ruchy anty-policyjne i antygraniczne,
- finansuje lub promuje środowiska progresywne działające pod sztandarem praw człowieka,
- wykorzystuje algorytmy TikToka i farmy trolli, by podsycać konflikty społeczne.
Podczas protestów Black Lives Matter chińskie media państwowe i setki fałszywych kont na platformach społecznościowych rozpowszechniały przekaz o Ameryce jako kraju rasistów i kolonialistów. To klasyka operacji psychologicznej: pod pozorem współczucia dla cierpiących – pogłębić podział.
Empatia jako luka bezpieczeństwa
Najbardziej jaskrawy przykład tej strategii widać w przypadku polityki imigracyjnej. Amerykańska i europejska lewica często używa moralnego argumentu: „Nie możemy być bezduszni wobec uchodźców.”
Tymczasem brak kontroli nad napływem ludności zawiesza reguły państwa prawa i otwiera pole nadużyć.
Świeży przykład: afera Feeding Our Future w Minnesocie, gdzie grupa oszustów z lokalnej społeczności somalijskiej wyłudziła z funduszy federalnych ponad 250 mln dolarów. Według prokuratury zadziałał strach urzędników przed oskarżeniem o rasizm – klasyczny objaw samobójczej empatii. Zamiast nadzoru, w imię „zrozumienia”, zbudowano system bezkarności.
CYNICZNYM OKIEM: Jeśli urzędnik bardziej boi się tweeta niż przestępcy, państwo zaczyna działać jak organizacja charytatywna – dla złodziei.
Pekin rozumie ten proces doskonale. Dla Komunistycznej Partii Chin każdy chaos w Ameryce to dywidenda geopolityczna. Wykorzystuje więc instytucje i wpływy, które publicznie mówią o empatii, a w praktyce rozmiękczają społeczne granice.
Większość programów finansowanych przez chińskie fronty „pozarządowe” – od fundacji edukacyjnych po stowarzyszenia studenckie – wspiera ideologie progresywne, które niszczą zaufanie do instytucji i tożsamości narodowej.
Przykład? Sieć finansowa Neville’a Roya Singhama, amerykańskiego milionera mieszkającego w Szanghaju. Według śledczych jego fundacje wspierają organizacje takie jak Partia na rzecz Socjalizmu i Wyzwolenia czy National Students for Justice in Palestine – ruchy organizujące protesty anty‑ICE, demonstracje „sprawiedliwości społecznej” oraz kampanie antykapitalistyczne na kampusach. Wszystko pięknie brzmiące i moralnie słuszne – dopóki nie zrozumie się, kto tak naprawdę na tym korzysta.
Empatia zabroniona – ale nie wszędzie
Największy paradoks polega na tym, że Chiny same nie praktykują empatii w żadnej formie.
Reżim systematycznie zwalcza duchowość i spontaniczne współczucie: prześladowania Falun Gong, przymusowa asymilacja Tybetańczyków i Ujgurów, zakaz działalności religijnej – wszystko to pokazuje, że dla komunistów empatia jest zagrożeniem, nie cnotą.
W Chinach lojalność wobec Partii stoi ponad współczuciem wobec jednostki. Ale w świecie zachodnim Pekin chętnie tę samą empatię rozdmuchuje, finansuje i eksportuje, bo jako broń działa bezbłędnie: dzieli, osłabia i rozmywa poczucie tożsamości.
CYNICZNYM OKIEM: W Pekinie za empatię można trafić do więzienia. W Waszyngtonie – do Kongresu.
W założeniu empatia miała czynić nas lepszymi. W nadmiarze – czyni nas ślepymi. Saad nazywa to „tsunami niekontrolowanej dobroci”. Chińscy stratedzy nazywają to „okazją”.
Zachód, pragnąc uniknąć tyranii siły, wpadł w tyranię emocji. I choć współczucie pozostaje wartością, bez granic staje się narzędziem w rękach tych, którzy żadnych granic nie uznają.
Wojna XXI wieku to wojna narracji, a najskuteczniejszym pociskiem jest dziś moralne poczucie winy.
CYNICZNYM OKIEM: Empatią nie da się obronić cywilizacji – można nią jedynie usprawiedliwić jej koniec.


