Terrorystyczne ugrupowania powiązane z Al-Kaidą przekształcają Afrykę Zachodnią w pole nowego, rozciągniętego konfliktu religijno-politycznego. Region Sahelu – obejmujący Mali, Niger i Burkina Faso – praktycznie wymyka się spod kontroli władz.

Według raportów z Bamako, bojownicy Jama’a Nusrat ul-Islam wa al-Muslimin (JNIM) zajmują większość szlaków komunikacyjnych do stolicy i odcinają kraj od paliwa, żywności i pomocy międzynarodowej.
W niektórych miastach rząd przestał istnieć, a lokalne społeczności zostały zmuszone do negocjowania z islamistami – w zamian za względny spokój przyjmują prawo szariatu i płacą tzw. dżizję – „podatek ochronny”. W praktyce oznacza to, że część Mali przeszła pod władzę Al-Kaidy.
CYNICZNYM OKIEM: W Bamako nie trzeba już zamachu stanu, żeby zmienić władzę – wystarczy podpisać ugodę z dżihadystami.
Sojusz słabych i przegrana mocarstw. Etniczna dynamika chaosu
Po wycofaniu wojsk francuskich, które przez dekadę stanowiły trzon misji antyterrorystycznych, rządy wojskowe w Mali, Nigrze i Burkina Faso – znane jako „Sojusz Państw Sahelu” – zwróciły się ku Moskwie.
W miejsce Francuzów pojawiła się rosyjska Grupa Wagnera (teraz operująca też jako Africa Corps), jednak ich obecność nie przyniosła stabilizacji.
W lipcu 2024 roku rosyjscy najemnicy ponieśli ciężką porażkę w starciu z rebeliantami Tuaregów na granicy z Algierią – w bitwie, którą powiew pustynnego piasku zamienił w rzeź. Kilkudziesięciu Rosjan zginęło w zasadzce, którą ekspertów oceniają jako „początek końca rosyjskiego wpływu w Sahelu.”
Rdzeniem zbrojnych ugrupowań w regionie są Tuaregowie i Fulani, grupy etniczne od lat marginalizowane przez władze centralne. Zasilają oni dżihadystyczne struktury, widząc w nich szansę na autonomię i władzę, a także dostęp do zasobów – szczególnie złota. Na tym nie kończy się spirala przemocy: kryminaliści, przemytnicy i handlarze ludźmi łączą interesy z dżihadystami, finansując ich poprzez okup, handel bronią i kontrolę kopalń.
Ekspansja na wybrzeże
Terroryzm w Sahelu przestał być kwestią lokalną. Oddziały JNIM rozszerzyły zasięg operacji na wybrzeża Atlantyku, atakując m.in. Togo i Benin i sięgając nawet na północ o Nigerię. To sygnał, że fala destabilizacji może dotknąć całą Afrykę Zachodnią.
Eksperci ostrzegają, że bez natychmiastowej pomocy Zachodu – militarnej lub humanitarnej – jedno z państw Sahelu może w 2026 roku wpaść całkowicie w ręce grup islamistycznych.
Alternatywą, jak wskazują analitycy, będzie paktowanie z terrorystami, które ostatecznie pogrzebie resztki legitymacji rządów wojskowych w regionie.
Walka o Sahel to dziś coś więcej niż starcie zbrojne – to wojna o to, czy państwa Afryki Zachodniej zachowają jakąkolwiek suwerenność. Jeśli świat nie zareaguje, mapa Afryki może wkrótce zyskać kolejny „kalifat” – tym razem pośrodku kontynentu.


