Serbski odcinek gazociągu TurkStream został podpalony w ramach operacji sabotażowej w niedzielę, a dokumenty służb specjalnych rzekomo wskazują na Ukrainę jako zleceniodawcę. Według węgierskiego dziennika „Magyar Nemzet„, powołującego się na raport serwisu „Ellenpont”, Ukraińcy planowali wysadzenie rurociągów TurkStream oraz Blue Stream już lata temu, aby na stałe odciąć Europę od taniego rosyjskiego gazu. Co więcej, we wrześniu 2022 roku, kiedy zniszczono Nord Stream, rzekomo planowano podwójny atak, którego drugim celem miał być właśnie TurkStream.

Stawka jest ogromna. Węgierski minister spraw zagranicznych Szijjártó nie pozostawił wątpliwości co do skali zagrożenia: „Ten rurociąg jest niezbędny dla dostaw gazu ziemnego na Węgry, ponieważ 56 procent, czyli ponad połowa gazu ziemnego w naszym systemie, płynie przez Turkish Stream”. Wysadzenie rurociągu oznaczałoby bezpośrednie uderzenie w bezpieczeństwo energetyczne kraju na kilka dni przed wyborami parlamentarnymi.

Wywiad zaprzecza, ale nie wyklucza
Obraz sytuacji komplikuje stanowisko szefa serbskiego wywiadu. Zaprzecza on, jakoby sprawcami byli Ukraińcy, twierdząc, że posiadano raporty o możliwym ataku planowanym przez grupę migrantów złożoną z radykalnych muzułmanów, lecz nie uznano tych informacji za wiarygodne. Jednocześnie ten sam szef wywiadu nie wyklucza, że to Ukraina mogła być zleceniodawcą całego przedsięwzięcia.
Reakcja strony ukraińskiej nie pomogła w rozproszeniu podejrzeń. Prezenter jednej ze stacji telewizyjnych uznawanych za propagandowe narzędzie Zełenskiego skomentował odnalezienie materiałów wybuchowych w pobliżu TurkStream słowami: „Jeśli Ukraińcy będą chcieli wysadzić Turkish Stream, to go wysadzą”.
CYNICZNYM OKIEM: Kijów oficjalnie zaprzecza sabotażowi, a jednocześnie ukraińska telewizja chwali się, że mogliby to zrobić, gdyby chcieli. Dyplomacja zaprzeczeń w najlepszym wydaniu.
Budapeszt oskarżył prezydenta Zełenskiego o otwarte ingerowanie w węgierskie wybory poprzez wywołanie kryzysu energetycznego. Zdaniem strony węgierskiej Kijów chce odciąć Węgry od wszelkiej rosyjskiej ropy i liczy, że opozycyjna partia TISZA Pétera Magyara w tym pomoże.
Od stycznia Kijów odmawia ponownego uruchomienia rurociągu Przyjaźń po rosyjskim ataku. Węgry i Słowacja twierdzą, że Zełenski utrzymuje rurociąg zamknięty celowo. Jeszcze w sierpniu zeszłego roku, po ukraińskim ataku na odcinek rurociągu w Rosji, sekcja ta została szybko naprawiona, a Szijjártó dał jasno do zrozumienia, że nie spodziewa się dalszych ataków na tak kluczową infrastrukturę.
Premier Orbán określił sytuację jako „niezwykle poważną”. „Obecnie znajdujemy się pod ukraińską blokadą gazową, ale możemy zrekompensować straty z kierunku południowego. Jeśli ta pępowina zostanie odcięta, węgierska gospodarka stanie w miejscu” – ostrzegł.
CYNICZNYM OKIEM: Europa przez lata budowała gazociągi jako symbole współpracy i pokoju. Teraz każdy z nich jest potencjalnym celem sabotażu, a jedynym pewnym dostawcą energii stał się chaos.
Incydent wpisuje się w szerszy wzorzec ataków na europejską infrastrukturę energetyczną. Od zniszczenia Nord Stream, przez zamknięcie rurociągu Przyjaźń, po niedzielny sabotaż TurkStream – ktoś systematycznie odcina Europę od rosyjskiego gazu, a tropy za każdym razem prowadzą w tym samym kierunku.



