Szok naftowy wywołany wojną na Bliskim Wschodzie przestał być problemem wyłącznie rynków surowcowych – przeniósł się na rynki obligacji, gdzie inwestorzy zaczynają wyceniać scenariusz strukturalnej inflacji. Rentowności obligacji rosną na całym świecie, banki centralne przyjmują jastrzębi ton, a Arabia Saudyjska ostrzega, że ceny ropy mogą skoczyć do 180 dolarów za baryłkę, jeśli zakłócenia potrwają do końca kwietnia. Tymczasem pod powierzchnią nagłówków formuje się coś znacznie większego niż kolejny kryzys energetyczny – globalny porządek geopolityczny przesuwa się pod stopami inwestorów, a linie sojuszy twardnieją w tempie, które jeszcze tydzień temu wydawało się niemożliwe.
Amerykańskie indeksy giełdowe zamknęły się wczoraj niżej, ale wypadły relatywnie lepiej na tle europejskich i azjatyckich odpowiedników, które zostały brutalnie przecenione. Ta rozbieżność odzwierciedla sytuację na rynkach ropy – w Azji surowca praktycznie nie ma, w Europie go brakuje, a Ameryka Północna pływa w relatywnej obfitości. Spread między ropą WTI a bardziej międzynarodową ropą Brent jest najszerszy od czasu wstrząsu popytowego wywołanego przez pandemię w 2020 roku. Bieżący spread terminowy dla ropy Brent znajduje się 4,55 odchylenia standardowego powyżej długoterminowej średniej – liczba, która brzmi dramatycznie, ale prawdopodobnie i tak nie oddaje w pełni powagi sytuacji w Azji.
Australia patrzy na Amerykę – jak 75 lat temu
Skalę przetasowania na globalnych rynkach energii najlepiej ilustruje przypadek Australii. Kraj będący eksporterem energii netto, ale nie ropy, kupuje teraz rekordowe ilości produktów naftowych od ExxonMobil, BP i Vitol, transportowanych ze Stanów Zjednoczonych – donosi Reuters. Normalnie Australia zaopatruje się w Azji, przede wszystkim w Singapurze.
Paralela historyczna jest uderzająca. 75 lat temu australijski premier Curtin ogłosił, że „Australia patrzy na Amerykę” po upadku Singapuru na rzecz Japończyków. Tym razem Australia spogląda na Amerykę po upadku singapurskiego przemysłu rafineryjnego i nocnym potwierdzeniu, że USA nie nałożą zakazów eksportu ropy.
CYNICZNYM OKIEM: Sojusznicy USA jeszcze tydzień temu potępiali amerykański unilateralizm. Teraz, gdy azjatyckie rafinerie stoją, nagle odkryli, że partnerstwo z Waszyngtonem ma swoje zalety. Nic tak nie leczy pacyfizmu jak puste stacje benzynowe.
Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia i Japonia wydały wspólne oświadczenie potępiające irańskie ataki na infrastrukturę naftową i gazową oraz zamknięcie cieśniny Ormuz, deklarując gotowość do „wniesienia wkładu w odpowiednie wysiłki na rzecz zapewnienia bezpiecznego przejścia przez cieśninę”. Co to oznacza w praktyce? Najprawdopodobniej formuje się międzynarodowa koalicja wspierająca amerykańskie starania o ponowne otwarcie cieśniny – zwłaszcza że druga amerykańska amfibijna grupa uderzeniowa zmierza na Bliski Wschód, a Pentagon poprosił Kongres o 200 milionów dolarów na sfinansowanie wojny.

Banki centralne szykują się na stagflację
Rynki obligacji reagują gwałtownie. Rentowność australijskich obligacji dziesięcioletnich wzrosła do najwyższego poziomu od 2011 roku, a największe ruchy mają miejsce na krótkim końcu krzywej, gdzie rentowność dwulatek wynosi już 4,69%. Swapy sugerują dalsze zacieśnienie polityki pieniężnej w Australii o 70 punktów bazowych w tym roku.
Rentowności brytyjskich dziesięcioletnich obligacji skarbowych wzrosły wczoraj o 11 punktów bazowych do 4,84%, a dwulatki podskoczyły o zdumiewające 30 punktów bazowych.
Bank Anglii i Europejski Bank Centralny pozostawiły stopy bez zmian, ale ich ton był wyraźnie jastrzębi. BoE oświadczył, że jest „gotowy do działania”, jeśli presja inflacyjna się nasili. EBC zrezygnował z sformułowań o byciu „w dobrym miejscu”, wprowadzając jednocześnie stagflacyjne aktualizacje do prognoz gospodarczych. RaboResearch uwzględnił w prognozie podwyżkę stóp przez BoE już w kwietniu oraz podwyżkę EBC z potencjałem na kolejną latem.
CYNICZNYM OKIEM: Banki centralne ledwo skończyły obiecywać obniżki stóp, a już szykują podwyżki. Inwestorzy, którzy kupowali obligacje pod cykl luzowania, właśnie dostali lekcję, że na Bliskim Wschodzie nikt nie czyta forward guidance.
Chiński podtekst amerykańskich działań jest coraz bardziej czytelny. Podczas spotkania z japońską premier Takaichi, Trump powiedział, że Japonia zaoferowała „ogromne wsparcie” w wojnie. Tego samego dnia współzałożyciel Supermicro i dwóch pracowników zostało oskarżonych o przemycanie serwerów z chipami NVIDIA do Chin, a Trump i Takaichi ogłosili wspólny plan działania w sprawie minerałów krytycznych mający zmniejszyć dominację Pekinu w globalnych łańcuchach dostaw.
Sekretarz skarbu Scott Bessent zasugerował natomiast, że USA mogą „zdjąć sankcje” z irańskiej ropy na morzu, argumentując, że kupując przeceniony surowiec, Pekin efektywnie finansuje terroryzm. Usunięcie sankcji podniosłoby ceny irańskiej ropy do poziomów rynkowych i przekierowało dostawy z dala od Chin w stronę krajów, które „zachowują się poprawnie”.
Benjamin Netanjahu dodał do tej układanki kolejny element, mówiąc, że w przyszłości należy zbudować rurociągi z Półwyspu Arabskiego do izraelskich portów, aby świat nigdy więcej nie stał się zakładnikiem blokady Ormuz. Jak trafnie pytał globalny strateg Rabobanku Michael Every: „Jeśli linie na mapie mogą się przesuwać, to o ile bardziej mogą przesuwać się linie na ekranie Bloomberga?”. Ropa jest towarem rzadkim, sojusze twardnieją, a banki centralne przygotowują się na świat, w którym szoki podażowe mogą mieć charakter strukturalny, a nie tymczasowy.


