Nowo ogłoszony przez prezydenta Donalda Trumpa Projekt Freedom polega na tym, że amerykańskie wojsko pomaga prowadzić statki handlowe wypływające z cieśniny Ormuz. Bitwa o to wąskie gardło następuje w momencie, gdy rynek ropy znajduje się o miesiąc od potencjalnego „punktu krytycznego”, jak ostrzegają handlowcy. Bez rozwiązania konfliktu globalne zapasy ropy naftowej i produktów rafinowanych mogą zostać wyczerpane do niebezpiecznego poziomu, co stworzyłoby tragiczne warunki dla kolejnego gwałtownego skoku cen paliw, mogącego wywołać ogólny chaos gospodarczy.
W zeszłym tygodniu firma ConocoPhillips jako pierwsza ostrzegła przed nadchodzącymi krytycznymi niedoborami ropy dla niektórych narodów. Wojna z Iranem, która sparaliżowała światowe przepływy energii, wchodzi już w trzeci miesiąc, a okres karencji wynikający z wcześniejszych transportów dobiega końca. Dyrektor finansowy ConocoPhillips Andy O’Brien tłumaczył analitykom, że „największym wyzwaniem, przed którym stoimy, jest to, że rynki miały początkowo pewien okres karencji, gdy tankowce, które opuściły Zatokę Perską pod koniec lutego, wciąż znajdowały się na wodzie; teraz wszystkie one dotarły do celu”. Spodziewa się, że niektóre kraje zależne od importu mogą zacząć borykać się z krytycznymi niedoborami w okresie czerwiec-lipiec, w którym to momencie nastąpi złowieszcza destrukcja popytu.

Niszczyciele jako konwojenci tankowców
Po złowieszczym ostrzeżeniu ConocoPhillips bardzo szybko nastąpił plan Białego Domu dotyczący Projektu Freedom, mający na celu zapewnienie eskorty wojskowej dla statków płynących przez Ormuz. W poniedziałek dwa niszczyciele Marynarki Wojennej USA przepłynęły przez ten szlak wodny i wpłynęły do Zatoki Perskiej po przedarciu się przez irański ostrzał rakietowy, drony i kanonierki. Operacja pozwoliła dwóm statkom pod banderą amerykańską bezpiecznie przejść przez morskie wąskie gardło na bezpieczniejsze wody. Trumpowska inicjatywa wydaje się być bezpośrednią odpowiedzią na dramatyczne ostrzeżenia gigantów naftowych i analityków z Wall Street.
Frederic Lasserre, szef działu badań w Gunvor, jednym z największych na świecie podmiotów handlujących ropą, w rozmowie z dziennikiem „Financial Times” stwierdził krótko, że „nie mamy miesięcy”. Ostrzegł, że niektóre kraje czeka „ogromny ból” w związku z nieuniknionymi niedoborami paliw, dodając, iż sytuacja „wykracza poza ceny benzyny na stacjach; to zamykanie przemysłu i wejście w recesję”. Lasserre wskazał konkretną datę, mówiąc, że „punktem krytycznym jest wyraźnie czerwiec. To moment, w którym coś musi pęknąć”.

CYNICZNYM OKIEM: Branża naftowa wyznacza prezydentowi termin operacyjny, a Marynarka Wojenna USA dostaje rolę firmy ochroniarskiej dla tankowców. Wolny rynek tak długo bronił się przed państwem, aż sam wezwał niszczyciele po pomoc.
Założycielka Energy Aspects, Amrita Sen, wydała podobnie alarmistyczne ostrzeżenie. Jeśli konflikt USA-Iran potrwa do czerwca, globalne bufory mogą zostać wyczerpane, a kontrakty terminowe na ropę Brent mogą poszybować nawet do 200 dolarów za baryłkę. Jak zauważyła Sen, „przeszacowanie cen następuje od dziś. Spodziewamy się znacznego wzrostu cen zarówno ropy, jak i produktów naftowych”, sugerując ceny w przedziale od 150 do 200 dolarów za baryłkę. Helima Croft, szefowa globalnej strategii surowcowej w RBC Capital Markets, dodała, że utrzymujące się w tym miesiącu zakłócenia w Ormuz mogą wypchnąć cenę ropy Brent w stronę 140 dolarów.
Bufory się kończą, a wakacyjne lato może być koszmarem
Croft zwróciła uwagę na rozjazd między oficjalną narracją a faktami. Stwierdziła, że „możemy znajdować się u progu zmiany nastrojów, ponieważ ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że przekaz płynący z USA może nie odpowiadać rzeczywistości”. Dodała przy tym, że od początku Biały Dom bardzo skutecznie przekonywał, że będzie to krótka wojna, „a teraz wygląda to na coś, co może potrwać przez całe lato”.
Jak dotąd wzrosty cen były ograniczane przez kilka czynników jednocześnie. Działały tu istniejące zapasy, zapasy na tankowcach, uwolnienia ze Strategicznych Rezerw Ropy (SPR), spadek popytu w Azji oraz przestawienie produkcji przez rafinerie na olej napędowy i paliwo lotnicze. Analitycy Goldman Sachs ostrzegli już jednak przed szokiem w sektorze petrochemicznym, a niektóre azjatyckie fabryki zaczęły zamykać linie produkcyjne w obliczu szoku cenowego na rynku paliw, co stanowi pierwszą falę realnej destrukcji popytu.
Anonimowy przedstawiciel dużego domu handlowego cytowany przez „Financial Times” przyznał, że „mieliśmy te bufory przez pierwsze dwa miesiące”. Dodał, że „rafinerie były w stanie zmienić rodzaj wytwarzanych produktów ze względu na porę roku. Naprawdę wycisnęły maksimum z produkcji paliwa lotniczego i diesla”. Z jego słów wyłania się obraz przemysłu, który już użył wszystkich rezerwowych przekładni, a kolejnych nie ma w schowku. Najnowsze dane z platformy Polymarket pokazują przy tym, że tylko 17 procent zakładów zakłada powrót ruchu w cieśninie Ormuz do normy do końca maja, podczas gdy 83 procent stawia na scenariusz przeciwny.

CYNICZNYM OKIEM: Wakacyjne plany Europy, azjatyckie fabryki, irański dyktat i amerykańskie niszczyciele – wszystko to spotyka się w jednej cieśninie szerokiej na 33 kilometry. Globalna gospodarka odkrywa, że jej system odpornościowy stoi na jednym wąskim szlaku wodnym.
Staje się całkowicie jasne, że Projekt Freedom, mający na celu ponowne otwarcie wąskiego gardła w Ormuz, był prawdopodobnie impulsem ze strony przemysłu naftowego. Branża wyznaczyła miesięczny termin do punktu krytycznego, który mógłby wpędzić światową gospodarkę w korkociąg, a Biały Dom potraktował tę presję poważnie. Pytanie tylko, czy działania Pentagonu okażą się wystarczające, by faktycznie odblokować ruch komercyjny, czy też scenariusze cen sięgających 200 dolarów za baryłkę staną się rynkową rzeczywistością. Czerwiec 2026 roku, jak zapowiadał Lasserre, ma być miesiącem prawdy zarówno dla strategów Białego Domu, jak i dla globalnego konsumenta paliwa, który dotąd nie wie jeszcze, że to on zapłaci ostateczny rachunek za każdą rakietę wystrzeloną w stronę cieśniny.



