Pierwsza połowa 2025 roku przyniosła rekordowy spadek liczby nowych miejsc pracy w Nowym Jorku. Zaledwie 956 nowych etatów powstało w I połowie roku, co jest najgorszym wynikiem od 2003 roku – z wyłączeniem czasów recesji czy pandemii. Dla porównania, w 2024 roku Nowy Jork doświadczył ponad 66 tysięcy nowych miejsc pracy, a lata 2021 i 2022 to niemal setki tysięcy przyrostu.

Drastyczne zmiany w trendach zatrudnienia
Patrząc na dane Biura Budżetowego Burmistrza NYC, wyraźnie widać, że od połowy 2022 zaczęło się gwałtowne wyhamowanie wzrostu zatrudnienia. Sektor prywatny, czyli serce rynku pracy, doświadcza kryzysu, który – zdaniem ekspertów – może zwiastować nadchodzącą recesję lub stagnację gospodarczą. Główne przyczyny to rosnące koszty biznesowe, niepewność związana z cłami, automatyzacja, masowe zwolnienia w kluczowych branżach (finanse, ubezpieczenia, hotelarstwo, handel detaliczny) oraz spadek turystyki i konsumpcji.
Mark Zandi z Moody’s Analytics ostrzega, że scenariusz spłaszczenia zatrudnienia w Nowym Jorku może być wyznacznikiem trendów ogólnokrajowych.
Polska: względna oaza stabilności
W kontraście do Nowego Jorku, polski rynek pracy utrzymuje względną stabilność:
- Stopa bezrobocia na poziomie 5,3%, jedną z najniższych w UE;
- Prognozowany wzrost PKB na poziomie 3,3% w 2025 roku;
- Stabilne zatrudnienie z wyraźnym wzrostem w wybranych sektorach, zwłaszcza w IT, gdzie liczba ofert pracy wzrosła o 68% w pierwszej połowie 2025;
- Średnie wynagrodzenie w sektorze IT wynosi około 22 770 PLN brutto, co stanowi wzrost o 12%;
- Rosnące zapotrzebowanie na specjalistów z dziedziny AI, uczenia maszynowego oraz analityki danych.
CYNICZNYM OKIEM: Polska to może i oaza, ale leje tam wodę spod pustego koryta – nie każdy wzrost jest solidny, a szybkość automatyzacji i inflacja nowych technologii mogą zadziałać niczym tsunami dla tych, którzy dziś się jeszcze cieszą. Tymczasem korporacyjne mechanizmy outsourcingu i zupełne zależności od niemieckiej gospodarki wciąż mogą skutecznie osłabić polski rynek.
Rzecz jasna Polska nie jest wolna od wyzwań:
- Badanie EY Poland z IV kwartału 2024 roku zatytułowane „How Polish Companies Are Implementing AI” potwierdza, że: 35% polskich firm redukuje rekrutację na stanowiska początkujące ze względu na automatyzację, co wskazuje na rosnące zagrożenie dla młodych pracowników;
- Według Krajowego Rejestru Długów (KRD) zadłużenie sektora IT wzrosło rok do roku o 20%, osiągając 317 mln PLN;
- Zwolnienia grupowe w I kwartale 2025 były najwyższe od czasu pandemii;
- Silna zależność gospodarcza od Niemiec, gdzie problemy gospodarcze mogą bezpośrednio przekładać się na słabość polskiego eksportu i inwestycji.
Z drugiej strony Polska posiada mocne fundamenty:
- Prognozowany wzrost PKB wspierany jest przez silną konsumpcję wewnętrzną;
- Istotne wsparcie ze strony funduszy unijnych i inwestycji infrastrukturalnych;
- Różnorodność gospodarki, która nie opiera się wyłącznie na kilku dominujących sektorach, jak w przypadku finansów w Nowym Jorku;
- Sektor usług biznesowych zatrudnia już niemal pół miliona osób i wykazuje roczny wzrost zatrudnienia na poziomie 6,2%;
- Mniejsza ekspozycja na stricte polityczne zagrożenia wynikające z handlu międzynarodowego.
Polska stanie się kolejnym Nowym Jorkiem? Niewykluczone, ale nieprędko
Rozważając różnice strukturalne i ekonomiczne między Nowym Jorkiem, a Polską, wydaje się, że nad Wisłą problem załamania rynku pracy może się pojawić, jednak z opóźnieniem i w innej formie. Polska gospodarka jest bardziej zrównoważona, mniej uzależniona od sektora finansowego, a jej rynek pracy wspierany jest aktywnie przez polityki publiczne i fundusze inwestycyjne.
Nie oznacza to jednak braku zagrożeń – potencjalne pogorszenie sytuacji w niemieckiej gospodarce, wszechobecna automatyzacja oraz możliwe globalne spowolnienie wzrostu gospodarczego to czynniki, które warto monitorować z dużą uwagą.
CYNICZNYM OKIEM: Polska jest dziś na rozdrożu – czy zachowa swoją „zieloną wyspę”, czy wpadnie w sidła globalnych kryzysów i korporacyjnych restrukturacji? Wszystko zależy od tego, jak długo politycy i biznes zdołają utrzymać kolejne maski stabilności, zanim prawdziwa fala spadków nie zaleje rynku.


