Cieśnina Ormuz od dekad funkcjonowała jako aksjomat globalnej energetyki – wąskie gardło, przez które przepływała lwia część światowego eksportu ropy, ale które nikogo specjalnie nie niepokoiło, bo działało. Wojna z Iranem zmieniła tę kalkulację w sposób fundamentalny. Groźba bezterminowej kontroli Teheranu nad cieśniną zmusza teraz kraje Zatoki Perskiej do powrotu do kosztownych planów budowy rurociągów omijających ten strategiczny punkt, a rozmowy, które jeszcze niedawno były hipotetyczne, przesunęły się na poziom decyzji operacyjnych.
Saudyjski rurociąg Wschód-Zachód, zbudowany w latach osiemdziesiątych XX wieku w obawie, że irano-iracka „wojna tankowców” doprowadzi do zamknięcia cieśniny, okazał się proroczy. Dziś pracuje z wydajnością około 7 milionów baryłek dziennie, dostarczając ropę do portu Yanbu nad Morzem Czerwonym i całkowicie omijając Ormuz. Amin Nasser, dyrektor generalny saudyjskiego giganta Aramco, powiedział analitykom wprost: „To główna trasa, na której obecnie bazujemy”. Jeden z wysokich rangą dyrektorów ds. energii z regionu podsumował to jeszcze dosadniej: „Z perspektywy czasu rurociąg Wschód-Zachód wygląda na genialne posunięcie”.
Pajęczyna zamiast jednej rury
Problem w tym, że nawet 7 milionów baryłek dziennie to za mało. Arabia Saudyjska produkuje 10,2 miliona baryłek dziennie i rozważa teraz, jak eksportować większą część tej produkcji rurociągami zamiast przez wody kontrolowane przez Iran. Opcje obejmują dalsze zwiększanie przepustowości istniejącego rurociągu Wschód-Zachód lub budowę całkowicie nowych tras.
Maisoon Kafafy, starsza doradczyni programów bliskowschodnich w Atlantic Council, dostrzega jakościową zmianę nastrojów w regionie.
„Wyczuwam przejście od hipotez do rzeczywistości operacyjnej” – powiedziała.
„Wszyscy patrzą na tę samą mapę i wyciągają te same wnioski”.
Kafafy argumentuje, że najbardziej odporną opcją nie jest pojedynczy alternatywny rurociąg, ale sieć, „pajęczyna korytarzy” eliminująca ryzyko związane ze scentralizowanymi punktami awarii. Przyznaje jednocześnie, że byłoby to najtrudniejsze do osiągnięcia.
CYNICZNYM OKIEM: Przez czterdzieści lat wszyscy wiedzieli, że uzależnienie od jednej cieśniny to rosyjska ruletka. Ale dopóki ropa płynęła, taniej było się modlić niż kopać. Teraz modlitwy się skończyły.

Miliardy dolarów, bazalt i niewybuchy
Skala wyzwań inżynieryjnych i finansowych jest oszałamiająca. Christopher Bush, dyrektor generalny Cat Group – prywatnej libańskiej firmy, która była jednym z głównych wykonawców pierwotnego rurociągu Wschód-Zachód – szacuje, że odtworzenie tej samej trasy dzisiaj kosztowałoby co najmniej 5 miliardów dolarów. Budowa wymagała przebijania się przez twardy bazalt gór Hidżaz na saudyjskim wybrzeżu Morza Czerwonego. Bardziej ambitne propozycje tras wielonarodowych – z Iraku przez Jordanię, Syrię lub Turcję – kosztowałyby od 15 do 20 miliardów dolarów.
„Zajmowano się tym. Istnieją nawet wstępne studia inżynieryjne dla tras z Iraku. Rozmawiano o takiej możliwości” – potwierdził Bush.
Pieniądze to jednak dopiero początek listy przeszkód. Ryzyko bezpieczeństwa obejmuje ogromną liczbę niewybuchów na terytorium Iraku oraz ciągłą obecność ISIS i innych grup zbrojnych. Rurociągi biegnące na południe do portów w Omanie napotkałyby trudności związane z przejściem przez pustynię i góry o twardym podłożu skalnym – a same porty omańskie nie są odporne na irańskie zagrożenia. Ataki dronów na kluczowy port Salalah w ostatnich dniach wymusiły jego tymczasowe zamknięcie.
Wyzwania polityczne są równie złożone. Kto będzie operatorem rurociągu? Kto będzie kontrolował przepływ? Bush zwraca uwagę na fundamentalny problem: sieć rurociągów wymagałaby od krajów Zatoki „porzucenia ich indywidualistycznej polityki i zjednoczenia się”.
„Zawsze uważano, że taniej i bezpieczniej jest sprowadzić statek, załadować go i wysłać w rejs” – dodał.
Od ropy do korytarzy handlowych
W dłuższej perspektywie nowe rurociągi mogą stać się czymś więcej niż infrastrukturą naftową. Planuje się, że staną się one częścią szlaków handlowych, którymi będzie przepływał szerszy asortyment towarów. Jedną z opcji jest ożywienie prowadzonych przez USA planów ambitnego korytarza IMEC, biegnącego z Indii przez Zatokę do Europy – choć część tego projektu pierwotnie obejmowała politycznie trudny rurociąg kończący się w izraelskim porcie w Hajfie.
Yossi Abu, dyrektor generalny izraelskiej firmy NewMed Energy, nie ma wątpliwości co do kierunku zmian.
„Ludzie muszą kontrolować własne przeznaczenie wraz ze swoimi przyjaciółmi” – powiedział.
„Potrzebujemy rurociągów naftowych, połączeń kolejowych w całym regionie, na lądzie, nie dając innym wąskich gardeł, które mogłyby nas zadusić”.
CYNICZNYM OKIEM: „Pajęczyna korytarzy” brzmi jak plan pokojowy, ale w praktyce to wyścig o to, kto pierwszy zbuduje infrastrukturę wystarczająco drogą, by nikt nie odważył się jej zbombardować.
Fujairah i Neom – najbliższa przyszłość
W najbliższej perspektywie najbardziej realnymi opcjami pozostają rozbudowa istniejących tras. Rurociąg Wschód-Zachód może zyskać dodatkową przepustowość, podobnie jak trasa z Abu Zabi do Fujairah – terminalu eksportowego w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, który całkowicie omija cieśninę. Jeden z wysokich rangą dyrektorów ds. energii potwierdził, że Abu Zabi „zawsze miało plan B dotyczący drugiego rurociągu do Fujairah”. Zastrzegł jednak, że decyzje prawdopodobnie nie zapadną, dopóki nie wyjaśni się długoterminowy status cieśniny Ormuz.
Arabia Saudyjska mogłaby również rozbudować dodatkowe terminale eksportowe na swoim wybrzeżu Morza Czerwonego, w tym w głębokowodnym porcie budowanym na potrzeby megaprojektu Neom. Dla lokalnych firm budowlanych to perspektywa ogromnych przychodów. Bush przyznaje, że zainteresowanie nowymi projektami było spore jeszcze przed wybuchem wojny: „Mieliśmy zapytania o różne rurociągi. Na moim biurku leży wiele różnych prezentacji”.
Kafafy zgodziła się, że państwom Zatoki zajmie trochę czasu ocena sytuacji, ale jedno jest pewne – powrotu do stanu sprzed konfliktu nie będzie. Skala obecnego kryzysu energetycznego wymaga nowego sposobu myślenia, a rozmowy przesunęły się dalej wzdłuż łańcucha decyzyjnego niż kiedykolwiek wcześniej. Mapa Bliskiego Wschodu za dekadę może wyglądać zupełnie inaczej – poprzecinana rurociągami, które dziś istnieją tylko jako prezentacje na biurkach ambitnych inżynierów i zdesperowanych polityków.



