Parlamentarzyści obalili we wtorek proeuropejski rząd premiera Ilie Bolojana w głosowaniu nad wotum nieufności, narażając na ryzyko rating długu państwowego, dostęp do funduszy unijnych oraz stabilność waluty. Z ważnych głosów oddanych w parlamencie aż 285 poparło wniosek, a tylko cztery były przeciw, co znacząco przewyższyło 251 podpisów zebranych pod wnioskiem w zeszłym tygodniu i przekroczyło próg 233 głosów wymaganych do przyjęcia. Skala porażki dotychczasowego szefa rządu wykluczyła jakiekolwiek wątpliwości co do politycznego werdyktu izby.

Bolojan stał na czele rządu mniejszościowego od końca kwietnia, kiedy to Socjaldemokraci, największa partia w parlamencie, wezwali go do dymisji. Następnie opuścili czteropartyjną koalicję i sprzymierzyli się ze skrajnie prawicową opozycją, aby złożyć wniosek o wotum nieufności. Choć przedterminowe wybory wydają się mało prawdopodobne, rynki finansowe obawiają się, że turbulencje mogą oznaczać zachwianie zaangażowania Bukaresztu w ograniczanie największego deficytu budżetowego w Unii Europejskiej. Rumuńska waluta, lej, spadła do rekordowo niskiego poziomu względem euro jeszcze przed wtorkowym głosowaniem.

Koalicja, która próbowała zatrzymać skrajną prawicę
Obecna koalicja doszła do władzy dziesięć miesięcy temu z zamiarem powstrzymania zysków skrajnej prawicy po serii polaryzujących wyborów. Zaczęła redukować deficyt, ledwo unikając obniżenia ratingu kredytowego z ostatniego szczebla poziomu inwestycyjnego, co już samo w sobie było osiągnięciem na granicy możliwego.
Socjaldemokraci, bez których nie da się osiągnąć proeuropejskiej większości, wielokrotnie ścierali się z Bolojanem. Jego środki oszczędnościowe uderzyły w ich wyborców i sieci powiązań, podczas gdy poparcie społeczne tej partii odpływało na rzecz skrajnej prawicy. Sondaże wciąż wskazują jednak, że Bolojan pozostaje najpopularniejszym politykiem koalicji rządzącej, a na stanowisku tymczasowego premiera z ograniczonymi uprawnieniami pozostanie do czasu zatwierdzenia nowego rządu.
CYNICZNYM OKIEM: Socjaldemokraci wybrali sojusz ze skrajną prawicą, by ukarać premiera za oszczędności. Klasyka gatunku – bronić własnych sieci powiązań pod sztandarem walki o lud, ramię w ramię z tymi, których teoretycznie mieli powstrzymać.
Bolojan w wystąpieniu przed głosowaniem zwrócił się wprost do izby, pytając: „Czy ktokolwiek może powiedzieć, jak Rumunia będzie funkcjonować od jutra, czy macie plan?”. Dodał, że „Rumuni zrozumieją, że można rządzić inaczej, z szacunkiem dla publicznych pieniędzy, i tego nie da się już cofnąć”. Jego słowa zabrzmiały jak polityczny testament człowieka świadomego, że właśnie traci stanowisko, ale nie chce stracić narracji.
Co dalej z deficytem i miliardami z Brukseli?
Kolejne wybory parlamentarne w Rumunii planowane są dopiero na 2028 rok, a kraj ten nigdy nie przeprowadził przedterminowych wyborów. Analitycy twierdzą, że prawdopodobieństwo ich odbycia teraz jest małe, ponieważ w sondażach prowadzi opozycyjna, skrajnie prawicowa Sojusz na rzecz Jedności Rumunów (AUR). Żadna z partii koalicji nie ma więc interesu w oddaniu władzy przez urny.
Oczekuje się, że centrowy prezydent Nicusor Dan, który nominuje premiera, zaprosi partie do negocjacji. Może spróbować odbudować czteropartyjną proeuropejską koalicję pod przewodnictwem innego członka Liberałów lub technokraty. Socjaldemokraci często powtarzali, że mogliby ponownie dołączyć do proeuropejskiej koalicji pod przywództwem innego szefa rządu, choć partia Bolojana jak dotąd wykluczała ponowną współpracę z PSD.
Lider PSD Sorin Grindeanu zapewniał dziennikarzy, że „istnieje życie po wotum nieufności”, dodając, że jego ugrupowanie „chce w szerokim zakresie utrzymać tę koalicję”. Rumuński europoseł z ramienia Liberałów, Siegfried Mureșan, nazwał sojusz lewicy z AUR wspierający wniosek o wotum nieufności antyeuropejskim i stwierdził w rozmowie z Reutersem, że to teraz na barkach autorów wniosku spoczywa odpowiedzialność za sformowanie nowego rządu. Wicepremier z ramienia Liberałów, Cătălin Predoiu, deklarował z kolei, że jego partia „musi pozostawić sobie otwarte opcje”.
CYNICZNYM OKIEM: Każda partia zostawia sobie otwarte opcje, lej zostawia za sobą tylko nowe rekordy spadków. W Bukareszcie politycy targują się o teczki, a w bankach licznik kosztów obsługi długu kręci się znacznie szybciej.
Stawka jest wyjątkowo wysoka, bo Rumunia musi kontynuować ograniczanie deficytu i wdrażać reformy. Kraj ma do dyspozycji około 10 miliardów euro z unijnych funduszy na odbudowę i zwiększanie odporności przed ostatecznym terminem w sierpniu, ale dostęp do tych pieniędzy jest warunkowany konkretnymi działaniami. Oczekuje się, że deficyt zmniejszy się do 6,2 procent PKB w tym roku z poziomu ponad 9 procent w 2024 roku, choć bez stabilnego rządu plan ten staje się raczej życzeniem niż prognozą. Rynki obligacji i kurs leja już dziś wyceniają tę niepewność, a sierpniowy termin z Brukseli zbliża się znacznie szybciej niż jakakolwiek nowa większość parlamentarna w Bukareszcie.



