Półtorej godziny. Tyle brakowało do momentu, w którym prezydent Donald Trump zamierzał – według własnych słów – położyć kres irańskiej cywilizacji w znanej nam formie. Zamiast tego świat otrzymał coś, czego niewielu się spodziewało: dwustronne zawieszenie broni między Stanami Zjednoczonymi, a Iranem, z udziałem Izraela i przy mediacji Pakistanu. Decyzja, która w ciągu kilkudziesięciu minut wywróciła rynki finansowe do góry nogami, spadła na świat niczym polityczny piorun w samym środku tygodnia.
Cała sekwencja zdarzeń rozegrała się we wtorek z prędkością, która przywodzi na myśl raczej thriller polityczny niż realną dyplomację międzynarodową. Nagłówki zmieniały się co kilkanaście minut – od gróźb totalnej zagłady, przez weta w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, aż po niespodziewany rozejm. W centrum tego chaosu znalazły się trzy państwa, cieśnina o strategicznym znaczeniu dla światowej gospodarki i pakistański premier, który postawił wszystko na jedną kartę.
Pakistan jako niespodziewany architekt rozejmu
Kluczową rolę w osiągnięciu zawieszenia broni odegrał Pakistan, a konkretnie premier Shehbaz Sharif i feldmarszałek Asim Munir. To właśnie ich rozmowy z prezydentem Trumpem stały się fundamentem, na którym zbudowano porozumienie. Trump sam potwierdził tę rolę w swoim oświadczeniu, pisząc wprost:
„Bazując na rozmowach z premierem Shehbazem Sharifem i feldmarszałkiem Asimem Munirem z Pakistanu, w których poprosili mnie o powstrzymanie niszczycielskiej siły wysyłanej dziś wieczorem do Iranu (…) zgadzam się zawiesić bombardowania i ataki na Iran na okres dwóch tygodni.”
Apel pakistańskiego premiera był desperacki, ale precyzyjny. Sharif usilnie prosił Trumpa o przedłużenie terminu o dwa tygodnie, jednocześnie zwracając się do – jak to ujął – „irańskich braci” o otwarcie cieśniny Ormuz na analogiczny okres jako gest dobrej woli. Wezwał również wszystkie walczące strony do przestrzegania zawieszenia broni wszędzie, aby umożliwić dyplomacji doprowadzenie do ostatecznego zakończenia wojny.
To, co jeszcze kilka godzin wcześniej wyglądało na beznadziejną próbę, okazało się strzałem w dziesiątkę. Iran pozytywnie rozpatrzył prośbę Pakistanu, a Trump – informowany na bieżąco o propozycji – zdecydował się z niej skorzystać.
CYNICZNYM OKIEM: Pakistan ratuje świat przed wojną, a potem wraca do własnych problemów z prądem i inflacją. Bohater epizodyczny w cudzym serialu, którego nikt nie zaprosi na galę Emmy.
Warunki porozumienia i stanowisko Iranu
Centralne miejsce w całym porozumieniu zajmuje cieśnina Ormuz – strategiczny wąski przesmyk, przez który przepływa znaczna część światowego eksportu ropy naftowej. Trump postawił sprawę jasno, używając charakterystycznych dla siebie wielkich liter: warunkiem zawieszenia broni jest wyrażenie przez Iran zgody na „CAŁKOWITE, NATYCHMIASTOWE i BEZPIECZNE OTWARCIE cieśniny Ormuz”. Bez tego nie ma mowy o żadnym rozejmie.
Iran, co zaskakujące, poszedł na ustępstwo. Minister spraw zagranicznych Araghchi potwierdził, że Teheran akceptuje pakistańską propozycję dwutygodniowego zawieszenia broni. Co więcej, umowa została zatwierdzona przez Nowego Najwyższego Przywódcę Iranu. Irańska strona stwierdziła, że bezpieczny przejazd przez cieśninę Ormuz jest „możliwy” przez dwa tygodnie.
Jednocześnie Iran nie omieszkał zaznaczyć, że przystąpi do rozmów z całkowitym brakiem zaufania. Negocjacje między USA, a Iranem mają rozpocząć się w piątek, ale atmosfera daleka jest od serdecznej.
Trump w swoim oświadczeniu zaznaczył kilka istotnych punktów. Po pierwsze, stwierdził, że Stany Zjednoczone „zrealizowały i przekroczyły już wszystkie cele militarne”. Po drugie, wspomniał o „znacznych postępach” w sprawie ostatecznego porozumienia dotyczącego długoterminowego pokoju z Iranem oraz pokoju na Bliskim Wschodzie. Po trzecie, ujawnił, że USA otrzymały od Iranu 10-punktową propozycję, którą uznały za „realną podstawę do negocjacji”.
„Prawie wszystkie punkty sporne z przeszłości zostały uzgodnione między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, a dwutygodniowy okres pozwoli na sfinalizowanie i dopełnienie Porozumienia” – napisał Trump w swoim oświadczeniu.
Izrael również dołączył do rozejmu. Według CNN, powołującego się na wysokiego rangą urzędnika Białego Domu, Izrael zgodził się zawiesić swoją kampanię bombardowań na czas kontynuowania negocjacji. Dziennikarka Alayna Treene potwierdziła, że Izrael jest częścią dwutygodniowego zawieszenia broni.
Groźby w cieniu dyplomacji – gra nerwów do ostatniej minuty
Zanim doszło do porozumienia, atmosfera była skrajnie napięta. Jeszcze tego samego dnia irańska państwowa agencja Tasnim publikowała groźby, które nie pozostawiały wątpliwości co do gotowości Teheranu na eskalację.
„Jeśli Trump chce wpaść do dziury ze swoim szaleństwem, przygotowaliśmy dla niego czarną dziurę, z której wyjście będzie dla niego niemożliwe” – cytowała Tasnim irańskie źródło wojskowe.
Iran zapowiadał również „dobre niespodzianki na ewentualne szaleństwo Trumpa”, wymieniając konkretnie dodanie obiektów naftowych Aramco, obiektów naftowych Yanbu i rurociągu Fujairah do listy celów. Teheran ostrzegał, że w przypadku ataku nie zawaha się nałożyć ciężkich kosztów na Amerykę i jej partnerów.
„Trump myśli, że dzięki tym groźbom cieśnina zostanie otwarta, a cena ropy spadnie! Nie wie, że jeśli zrealizuje swoją groźbę, będzie musiał czekać na cenę ropy rzędu 200 USD w nadchodzących dniach” – brzmiał jeden z komunikatów irańskiej agencji.
Równolegle z wojennymi deklaracjami trwała dyplomatyczna gra pozorów. Tehran Times opublikował informację, że wszelka komunikacja z USA została przerwana, by dwie godziny później usunąć ten post w zadziwiającym sprostowaniu. Gazeta twierdziła teraz, że rozmowy nie są zamknięte. Podobnie New York Times podał, opierając się na wstępnym nagłówku z Teheranu, że wszystkie rozmowy kanałami niejawnymi zostały zawieszone – informacja, która szybko okazała się nieaktualna.
Sam Trump w rozmowie z Bretem Baierem z FOX zasugerował możliwość przedłużenia terminu, mówiąc, że dzisiejszy deadline o godzinie 20:00 „może ulec zmianie, jeśli negocjacje posuną się naprzód”. Jednocześnie sekretarz prasowa Białego Domu Karoline Leavitt podkreślała, że tylko Trump wie, „na czym stoją sprawy i co zrobi”, dodając:
„Irański reżim ma czas do 20:00 czasu wschodniego, aby stanąć na wysokości zadania i zawrzeć umowę ze Stanami Zjednoczonymi.”
W tle tych dyplomatycznych manewrów izraelskie wojsko pozostawało w stanie gotowości. Według CNN, powołującego się na izraelskie źródło bezpieczeństwa, przygotowano plany połączonej operacji USA i Izraela przy pełnej koordynacji wojskowej, oczekując na zielone światło od Trumpa. Groźba była jak najbardziej realna – to nie był blef, lecz gotowe do realizacji plany militarne.
CYNICZNYM OKIEM: Dyplomacja XXI wieku wygląda tak – jeden pisze WIELKIMI LITERAMI na platformie społecznościowej, drugi grozi czarną dziurą przez agencję prasową, a trzeci usuwa tweety. I nazywamy to postępem cywilizacyjnym.
Weto w ONZ i reakcja rynków finansowych
Wtorek przyniósł jeszcze jeden istotny epizod na arenie międzynarodowej. Rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie otwarcia cieśniny Ormuz upadła z powodu weta Rosji i Chin. Projekt, przygotowany przez Bahrajn, upoważniał kraje do użycia siły militarnej, jeśli byłoby to konieczne do otwarcia cieśniny dla swobodnego przepływu żeglugi i handlu. Rezolucja uzyskała 11 głosów za, ale dwaj stali członkowie posiadający prawo weta skutecznie ją zablokowali.
Rosja uzasadniała swoje stanowisko argumentem, że rezolucja ONZ zaszkodziłaby „bardzo kruchym negocjacjom rozejmowym”, dając zbyt szerokie przyzwolenie na użycie siły militarnej w celu ponownego otwarcia drogi wodnej. Stało się to po dniach nacisków ze strony krajów Zatoki Perskiej na przywrócenie swobodnego przejazdu w cieśninie, w obliczu Trumpowskiej operacji o wymownej nazwie „Epic Fury”.
Reakcja rynków finansowych na informację o zawieszeniu broni była natychmiastowa i jednoznaczna. Cena ropy gwałtownie spadła – benchmark WTI stracił aż 16 procent, co stanowi jeden z najbardziej dramatycznych jednodniowych ruchów na rynku surowców energetycznych w ostatnich latach. Dla konsumentów i gospodarek uzależnionych od importu ropy to potencjalnie dobra wiadomość, choć dwutygodniowy rozejm to wciąż jedynie tymczasowe rozwiązanie.

Rynki akcji zareagowały euforycznie. Kontrakty terminowe na indeks S&P 500 wzrosły o 2 procent, sygnalizując optymizm inwestorów co do możliwości trwałego rozwiązania kryzysu. Złoto osiągnęło poziom 4800 dolarów, a Bitcoin wyceniany był na 72 500 dolarów – oba aktywa szybowały w górę, przyciągając kapitał szukający bezpiecznej przystani i jednocześnie reagujący na spadek napięcia geopolitycznego.

Z drugiej strony rentowności obligacji skarbowych i dolar traciły na wartości. To klasyczny wzorzec rynkowy w sytuacji, gdy nagłe zmniejszenie ryzyka geopolitycznego powoduje odpływ kapitału z tradycyjnych bezpiecznych przystani denominowanych w dolarze amerykańskim.
Jak ironicznie zauważono w komentarzach rynkowych, to nie byłby wtorek bez TACO – Trump Always Chickens Out, czyli Trump Zawsze Się Wycofuje. Akronim ten stał się już niemal stałym elementem słownika analityków śledzących gwałtowne wahania w nagłówkach i na rynkach dotyczące pozytywnych lub negatywnych sygnałów w statusie pośrednich negocjacji, które trwają od tygodni.
Barak Ravid z Axios opisywał sytuację jako „promyk postępu w obliczu zbliżającego się terminu Trumpa”, jednocześnie zastrzegając, że coraz trudniej stwierdzić, co jest wiarygodne. Według jego źródeł – urzędnika USA, urzędnika izraelskiego i dwóch innych osób znających przebieg rozmów – w ciągu ostatnich 24 godzin nastąpił postęp w negocjacjach, choć jeszcze kilka godzin przed deadline’em osiągnięcie porozumienia wydawało się mało prawdopodobne.
Szczególnie wymowna była zmiana narracji wewnątrz Białego Domu. Urzędnik USA powiedział, że sposób myślenia w administracji zmienił się z „czy damy radę tam dotrzeć?” na „czy damy radę zdążyć do 8 wieczorem?” – subtelna, ale znacząca różnica, wskazująca na rosnące przekonanie, że porozumienie jest w zasięgu ręki.
Dwutygodniowe zawieszenie broni to oczywiście dopiero początek. Przed negocjatorami stoi zadanie przekucia tymczasowego rozejmu w trwałe porozumienie, które obejmie kwestie nuklearne, bezpieczeństwo regionalne i wolność żeglugi przez jeden z najważniejszych szlaków handlowych świata. Trump zakończył swoje oświadczenie słowami, że „ten długotrwały problem jest bliski rozwiązania”, ale historia Bliskiego Wschodu uczy, że bliskość rozwiązania i samo rozwiązanie to dwie zupełnie różne rzeczy. Piątkowe rozmowy pokażą, czy dwutygodniowe okno wystarczy, by zmienić trajektorię konfliktu – czy też okaże się jedynie krótką przerwą przed kolejnym aktem tego samego dramatu.



