Rozbrajanie żołnierzy w bazach wojskowych jest błędem

Rozbrojeni niewinni, uzbrojeni mordercy

Adrian Kosta
6 min czytania
bazy wojskowe broń samoobrona Hegseth.jpg

Brzmi to jak paradoks rodem z absurdalnej komedii, ale przez ponad trzy dekady najpotężniejsza armia świata traktowała własne bazy jak strefy wolne od broni. Poza wąską grupą żandarmerii wojskowej i wyznaczonych sił bezpieczeństwa żaden żołnierz nie mógł nosić broni palnej podczas służby na terenie instalacji wojskowej. Konsekwencje za złamanie tego zakazu były druzgocące – od degradacji i przepadku żołdu, przez sąd polowy i niehonorowe zwolnienie ze służby, aż po wyrok karny i więzienie. System, który szkolił ludzi w zabijaniu wrogów na drugim końcu świata, jednocześnie rozbrajał ich na własnym podwórku.

Zmiana nadeszła dopiero teraz, wraz z oświadczeniem sekretarza wojny Pete’a Hegsetha: „Przed dzisiejszym dniem było to praktycznie niemożliwe. Większość ludzi prawdopodobnie o tym nie wie. Uzyskanie przez personel Departamentu Wojny pozwolenia na noszenie i przechowywanie własnej broni osobistej, zgodnie z prawem stanowym obowiązującym w miejscach naszych instalacji, było praktycznie niewykonalne”. Hegseth dodał wprost: „W rzeczywistości nasze bazy są strefami wolnymi od broni, chyba że bierzesz udział w szkoleniu lub jesteś żandarmem”.

hegseth (2)

Katalog tragedii, które można było powstrzymać

Lista ataków na amerykańskie bazy wojskowe czyta się jak akt oskarżenia wobec obowiązującej przez lata polityki. Baza sił powietrznych Holloman w 2026 roku, Fort Stewart w 2025, baza lotnictwa marynarki wojennej Pensacola w 2019, punkt rekrutacyjny w Chattanooga w 2015, dwie strzelaniny w Fort Hood w 2014 i 2009 roku oraz Navy Yard w 2013 – w wyniku tych ataków zamordowano 24 osoby, a 38 zostało rannych. W każdym przypadku powtarzał się ten sam schemat: nieuzbrojony personel – oficerowie, marines, żołnierze – musiał się ukrywać, podczas gdy napastnik kontynuował ostrzał bez jakiegokolwiek oporu.

CYNICZNYM OKIEM: Armia, która wydaje biliony na najnowocześniejsze uzbrojenie, przez trzydzieści lat kazała swoim żołnierzom bronić się przed strzelcami gołymi rękami. Pentagon powinien opatentować ten model bezpieczeństwa i sprzedać go jako satyrę.

Tymczasem ta sama armia, wysyłając oddziały do Iraku i Afganistanu, wymagała od żołnierzy noszenia broni przez cały czas – nawet na terenie bazy. Nie odnotowano przypadków, by skierowali tę broń przeciwko sobie. Polityka zadziałała. Żołnierze nosili broń palną, nie wywołując wewnętrznej przemocy.

Korzenie tego absurdu sięgają 1992 roku. Administracja George’a H.W. Busha rozpoczęła wówczas przekształcanie wojska w środowisko bardziej „profesjonalne i biznesowe”. Rok później prezydent Clinton przeredagował i wdrożył te ograniczenia, skutecznie zakazując żołnierzom noszenia prywatnej broni palnej na terenie bazy.

Rozbrojeni niewinni, uzbrojeni mordercy

Fundamentalny problem tej polityki polegał na prostej asymetrii. Surowe kary nie odstraszały napastników, lecz paraliżowały praworządnych żołnierzy. Ktoś planujący masowe morderstwo nie zatrzymywał się z powodu przepisów o kontroli broni. Większość sprawców masowych ataków spodziewała się śmierci podczas zamachu, więc groźba dodatkowej kary nie miała dla nich żadnego znaczenia.

Żołnierz, który nosił broń w celu samoobrony, ryzykował natomiast zniszczenie całej swojej kariery i przyszłości. Taka polityka rozbrajała niewinnych, dając jednocześnie zdeterminowanemu napastnikowi pewność, że nikt inny nie będzie uzbrojony.

Żandarmeria wojskowa strzegła wejść do baz, ale podobnie jak policja cywilna, nie mogła być wszędzie jednocześnie. Bazy wojskowe funkcjonują jak małe miasta, a żandarmi borykali się z identycznymi ograniczeniami co policja reagująca na masowe strzelaniny w cywilu.

Po drugim ataku terrorystycznym w Fort Hood szef sztabu armii gen. Mark Milley zeznał przed Kongresem: „Mamy w tych bazach odpowiednie siły porządkowe, by zareagować… ta policja zareagowała w ciągu ośmiu minut i ten facet nie żył”. Osiem minut to jednak wieczność dla trzech zamordowanych żołnierzy i dwunastu rannych.

Umundurowani funkcjonariusze stanowili łatwy cel do identyfikacji, co dawało napastnikom realną przewagę taktyczną. Mogli poczekać, aż oficer opuści teren, lub przenieść się na inny cel. A jeśli mimo to uderzali – funkcjonariusz był pierwszą osobą na celowniku.

CYNICZNYM OKIEM: System, w którym żołnierz może legalnie nosić broń w galerii handlowej za bramą bazy, ale nie w koszarach, brzmi jak regulamin wymyślony przez komitet biurokratów, którzy nigdy nie słyszeli strzału poza PowerPointem.

Badania potwierdzają tę logikę twardymi liczbami. Cywile posiadający pozwolenie na ukryte noszenie broni częściej powstrzymują ataki aktywnych strzelców niż policja. Co więcej, prawdopodobieństwo śmierci policjanta w starciu ze strzelcem jest dwunastokrotnie wyższe niż w przypadku uzbrojonego cywila. Dzienniki i manifesty sprawców masowych strzelanin ujawniają przerażający wzorzec – celowo wybierali oni strefy wolne od broni, wiedząc, że ofiary nie mogą podjąć walki. Statystyka jest bezlitosna: 93 procent masowych strzelanin publicznych ma miejsce w lokalizacjach, gdzie broń jest zakazana.

Jak zauważył Hegseth, uzasadniając zmianę przepisów: „Członkowie służb mundurowych są szkoleni według najwyższych i niezachwianych standardów”. Jeśli cywilom można ufać w kwestii noszenia broni, to personelowi wojskowemu – ludziom, którym państwo powierza obronę kraju – z pewnością również. Paradoks, w którym żołnierz mógł chronić obcych poza bazą, ale nie kolegów na jej terenie, wreszcie przestał obowiązywać.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *