Rosnące koszty energii uderzą we wszystkie sektory – nie ma ucieczki

Zielona przyszłość nadchodzi, ale na razie przyszłość ma kolor ropy po 82 dolary za baryłkę

Jarosław Szeląg
7 min czytania
Ormuz inflacja EBC rynki energetyczne kryzys globalny

Na rynkach finansowych istnieje stare przekonanie, że w każdym kryzysie znajdzie się bezpieczna przystań – złoto, obligacje, dolar, cokolwiek, co pozwoli przeczekać burzę. Obecna sytuacja na Bliskim Wschodzie systematycznie obala tę wiarę punkt po punkcie. Złoto, tradycyjna twierdza w czasach niepewności, spadło o pięć procent od szczytu z początku tygodnia. Długoterminowe obligacje skarbowe tracą zarówno pod względem rentowności, jak i spreadów swapowych. Rynki akcji nurkują – koreański indeks KOSPI runął o dwanaście procent w jeden dzień, sygnalizując, że globalne giełdy mogą nie być nawet blisko dna. Jedynym aktywem, które trzyma się mocno, jest dolar amerykański, co paradoksalnie oznacza, że w świecie tonącym w niepewności inwestorzy uciekają w objęcia waluty kraju, który sam tę niepewność w dużej mierze wywołał.

Sytuacja na Bliskim Wschodzie eskaluje w tempie, które wyprzedza zdolność rynków do jej wyceniania. Izrael przypuścił nowy atak na Iran. USA rozważają uzbrojenie sił kurdyjskich i przekonanie ich do udziału w ofensywie lądowej. Iran odpowiada atakami nie tylko na USA i Izrael, ale na praktycznie każdy kraj w regionie, celując zarówno w obiekty wojskowe, jak i cywilne. Irańskie uderzenia dotarły aż do Cypru, co oznacza, że Unia Europejska jest już bezpośrednio zaangażowana – nawet jeśli sama jeszcze tego oficjalnie nie przyznała.

CYNICZNYM OKIEM: Iran atakuje sąsiadów, żeby ci poprosili Amerykę o wstrzymanie ognia. Sąsiedzi zamiast prosić – sami zaczynają strzelać. Arabia Saudyjska szykuje się do ataku na Iran, Katar już podobno uderzył. Irańska strategia dyplomatyczna przez eskalację działa perfekcyjnie – tyle że w odwrotnym kierunku.

Europa podzielona, energia drożeje, wyjść brak

Reakcja Europy na kryzys wygląda dokładnie tak, jak można było przewidzieć – czyli chaotycznie. Wielka Brytania, Grecja i Francja spieszą z wzmocnieniem obrony Cypru. Hiszpania odmówiła USA dostępu do swoich baz wojskowych w celu przeprowadzania nalotów, co rozgniewało Trumpa na tyle, że zagroził zerwaniem więzi handlowych. To rodzi fundamentalne pytanie, które Europa wolałaby nie słyszeć – czy Ameryka jest skłonna chronić europejskie statki zmierzające przez cieśninę Ormuz, jeśli Europa nie chce pomagać w wojnie?

Trump ogłosił, że marynarka wojenna będzie eskortować tankowce i frachtowce przez cieśninę, bo gwałtowny wzrost cen benzyny potęguje obawy o inflację w USA. Ale czy ta ochrona dotyczy wszystkich statków, czy tylko sojuszników? Jeden francuski lotniskowiec to za mało na zabezpieczenie europejskich interesów, a samym Amerykanom może brakować kluczowych zasobów takich jak trałowce. Ironia sytuacji polega na tym, że USA mogą potrzebować tych samych europejskich sojuszników, których właśnie szantażują, żeby podeprzeć swoją obietnicę siłą militarną.

Dla Chin faktyczne zamknięcie cieśniny Ormuz to dylemat egzystencjalny. Pekin pozyskuje połowę swojego importu ropy drogą morską z Bliskiego Wschodu. Opcje są dwie – albo eskalacja mająca odwrócić uwagę USA, albo współpraca z Waszyngtonem w celu zakończenia konfliktu i zabezpieczenia przepływów energii. Biorąc pod uwagę wizytę Trumpa w Pekinie tuż za rogiem, pragmatyzm może wygrać z ambicją.

Inflacja, która uderzy we wszystko

Im dłużej światowym liderom zajmie skuteczne odblokowanie cieśniny, tym większe będą zatory w dostawach energii. Rynki pieniężne na całym świecie zaczęły wyceniać zaostrzenie polityki monetarnej. W przypadku Fed i Banku Anglii oznacza to mniejszą liczbę obniżek stóp. Rynki pieniężne strefy euro wyceniają obecnie około czterdziestu procent szans na to, że EBC będzie musiał podnieść stopy przed końcem roku – scenariusz, który jeszcze miesiąc temu wydawał się abstrakcyjny.

Lutowa inflacja w strefie euro wyniosła 1,9 procent rok do roku – nieco poniżej celu EBC, ale wyższa od oczekiwanych 1,7 procent. I to jeszcze przed jakimkolwiek realnym zakłóceniem dostaw energii. Analitycy szacują, że ostatnie wzrosty cen mogą dodać około pół punktu procentowego do inflacji, co oznaczałoby średnioroczny poziom 2,3 procent zamiast spadku poniżej celu banku centralnego. Szok inflacyjny po rosyjskiej inwazji na Ukrainę wciąż tkwi w pamięci konsumentów i decydentów – a ten może okazać się równie bolesny.

Rosnące koszty energii nie zatrzymają się na rachunkach za prąd. Ceny aluminium i nawozów już odczuwają skutki. Kolejnym sektorem na celowniku są energochłonne centra danych obsługujące sztuczną inteligencję – branża, która do niedawna wydawała się odporna na przyziemne problemy w rodzaju kosztów kilowatogodziny. Rządy mogą interweniować, aby chronić gospodarstwa domowe i firmy przed skokiem cen, tak jak zrobiły to kilka lat temu. Ale przestrzeń fiskalna jest dziś znacznie mniejsza niż w 2022 roku, a kolejne pakiety osłonowe obciążą finanse publiczne, które i tak już pękają w szwach.

CYNICZNYM OKIEM: Świat wydał miliardy na transformację energetyczną, żeby uniezależnić się od paliw kopalnych. A potem okazało się, że jeden dron w cieśninie Ormuz wciąż potrafi zdestabilizować globalną gospodarkę. Zielona przyszłość nadchodzi – ale na razie przyszłość ma kolor ropy po 82 dolary za baryłkę.

Jeśli decydenci monetarni priorytetowo potraktują ryzyko inflacyjne, perspektywy gospodarcze ciemnieją gwałtownie. Wyższe stopy procentowe w środowisku rosnących kosztów energii i słabnącego wzrostu to klasyczna pułapka stagflacji – scenariusz, w którym przegrywa każdy poza tymi, którzy siedzą na gotówce dolarowej. A nawet oni wiedzą, że ta przystań jest tymczasowa, bo dolar jest silny dokładnie tak długo, jak trwa panika.

Gdy kurz opadnie – jeśli opadnie – okaże się, że rosnące koszty energii zdążyły wgryźć się w każdy sektor gospodarki, od fabryk aluminium po farmy serwerów, od europejskich piekarni po azjatyckie stocznie. Nie ma dokąd uciec, bo energia jest kosztem składowym wszystkiego – i tym razem nikt nie ma planu B.


Informacja prawna / Disclaimer
Portal Cynicy.pl publikuje treści własne redakcji oraz opracowania oparte na materiałach i koncepcjach autorów zewnętrznych (cytaty, analizy, video transkrypty).
– Opinie w opracowaniach zewnętrznych nie odzwierciedlają stanowiska redakcji.
– Redakcja nie odpowiada za ich dokładność, kompletność czy skutki wykorzystania.
– Cytaty mieszczą się w dozwolonym użytku (art. 29 ustawy o prawie autorskim).
– Zgłoszenia/zażalenia: redakcja@cynicy.pl – usuwamy po weryfikacji.

Opisz, co się wydarzyło, dorzuć, co trzeba (dokumenty, screeny, memy – tutaj nie oceniamy), i wyślij na redakcja@cynicy.pl. Nie obiecujemy, że wszystko rzuci nas na kolana, ale jeśli Twój mail wywoła u nas chociaż jeden cyniczny uśmiech, jest nieźle.

TAGI:
KOMENTARZE

KOMENTARZE

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *