Według analityka geopolityki Andrew Korybki w rosyjskim postrzeganiu zagrożeń dokonuje się właśnie istotna rekalibracja. Sygnały płynące z Moskwy w okolicach Dnia Zwycięstwa sugerują, że dotychczasowa rola USA jako głównego przeciwnika Rosji może zostać przekazana Niemcom i całej Unii Europejskiej. Korybko stawia hipotezę, że ta zmiana mogłaby poprzedzać zawarcie porozumienia rosyjsko-amerykańskiego w sprawie Ukrainy – w takim scenariuszu Waszyngton przestałby pełnić funkcję głównego rywala w rosyjskiej percepcji, co wymagałoby wcześniejszego wprowadzenia nowego obiektu narracyjnego.
Pod koniec kwietnia oceniono, że planowane ćwiczenia nuklearne Francji z Polską uczyniły Paryż głównym przeciwnikiem Rosji w Europie ze względu na rozszerzenie francuskiego parasola nuklearnego na wschód. Z perspektywy rosyjskiej grozi to ośmieleniem Warszawy do agresywnych ruchów wobec Kaliningradu czy Białorusi, a w skrajnym wypadku miałoby ryzykować wybuch III wojny światowej. Analiza ta pozostaje aktualna z uwagi na wagę zagrożenia dla rosyjskich interesów bezpieczeństwa, jednak od tego czasu pojawił się dodatkowy, niezaprzeczalny trend.

CYNICZNYM OKIEM: Wróg numer jeden zmienia się w Moskwie częściej niż reklama w przerwie filmu. Wczoraj Waszyngton, dziś Paryż, jutro Berlin – byle tylko widz nie zauważył, że spektakl gra od dekad ten sam zespół.
Dlaczego trzech liderów opinii nagle wskazuje ten sam cel?
Bieg sprawie nadał Dmitrij Miedwiediew, były prezydent i obecny wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa, którego niezwykle szczegółowy artykuł na temat remilitaryzacji Niemiec wskazał, że Rosja widzi u swoich granic rosnące, przypominające rok 1941 zagrożenie pod przewodnictwem Berlina. Wkrótce potem nowy prezes Rosyjskiej Rady Spraw Międzynarodowych Dmitrij Trenin oświadczył w rozmowie z RT w Dniu Zwycięstwa, że „Europa jest głównym przeciwnikiem Rosji”, podsumowując swój wcześniejszy artykuł.
Dzień później RT przetłumaczyło i ponownie opublikowało tekst dyrektora badawczego Klubu Wałdajskiego Fiodora Łukjanowa, opatrzony tytułem „Deutschland über alles? Świat nie jest gotowy na zbrojenia Niemiec”. Pierwotnie ukazał się on w popularnym państwowym dzienniku „Rossijskaja Gazieta” 4 maja, tego samego dnia, w którym artykuł Trenina opublikował jego think tank. Cała trójka – Miedwiediew, Trenin i Łukjanow – to wpływowi liderzy opinii i kreatorzy trendów narracyjnych w Rosji, a Trenin i Łukjanow, jako prezes RIAC oraz dyrektor badawczy Wałdaju, prawdopodobnie udzielają również instruktażu decydentom i politykom.
Tak skoordynowane wystąpienia trudno uznać za przypadek. Trenin i Łukjanow mogą osobiście znać Miedwiediewa lub być informowani przez jego kolegów z Rady Bezpieczeństwa o nadchodzących trendach narracyjnych, w których zatwierdzaniu uczestniczył. Nie musi więc być zbiegiem okoliczności, że cała trójka przedstawia obecnie Niemcy jako postrzeganego głównego przeciwnika Rosji – to klasyczna sekwencja kontrolowanego przekazu, w której temat najpierw wchodzi do dyskursu wewnętrznego, by następnie zostać wzmocniony globalnie.
Co oznacza wypowiedź Putina w Dniu Zwycięstwa?
Trend ten poprzedził wypowiedź Władimira Putina dla mediów w Dniu Zwycięstwa, w której prezydent stwierdził: „Myślę, że sprawa zmierza w kierunku zakończenia konfliktu ukraińskiego”. Również ta deklaracja mogła zostać ustalona z wyprzedzeniem, być może na jednym z trzech posiedzeń Rady Bezpieczeństwa w poprzednim miesiącu. Jeśli Putin uprzedził współpracowników, że tak właśnie wypowie się po paradzie – co pozostaje wyłącznie sferą spekulacji – logiczne staje się ich zsynchronizowane przedstawienie Niemiec i całej UE jako nowego głównego przeciwnika.
W takim ujęciu trend ten, wprowadzony najpierw do dyskursu wewnętrznego przez Trenina i Łukjanowa, a następnie wzmocniony na arenie globalnej przez artykuł Miedwiediewa w RT, mógłby sygnalizować, że Rosja jest bliższa porozumienia z USA w sprawie Ukrainy, niż dotąd sądzono. Stąd potrzeba zastąpienia postrzeganego głównego rywala – imperatywy wyborcze zarówno w Rosji, jak i w USA mogłyby uzasadniać, dlaczego jedno z państw lub oba zdecydują się pójść na kompromis w drażliwych kwestiach, czego dotąd się nie spodziewano.
CYNICZNYM OKIEM: Wielka geopolityka w wersji rosyjskiej działa jak teatr lalek – sznurki widać tylko wtedy, gdy trzech ekspertów w tym samym tygodniu mówi to samo, a prezydent następnego dnia tak się dziwnie przypadkiem wpasowuje.
Jeśli hipoteza jest trafna – a opiera się ona w przekonujący sposób na empirycznych dowodach w postaci trzech czołowych rosyjskich kreatorów narracji wskazujących Niemcy i UE w miejsce dotychczasowych USA – należy spodziewać się kolejnych przykładów tego zjawiska w najbliższym czasie. Korybko zastrzega jednak, że to jedynie uzasadnione przypuszczenie skoncentrowane na niezaprzeczalnym trendzie, który rozwinął się wokół Dnia Zwycięstwa i ogłoszenia Putina po paradzie, choć całość może okazać się osobliwym zbiegiem okoliczności. Kluczowym testem będzie to, czy w najbliższych tygodniach kolejni rosyjscy kreatorzy narracji podchwycą wątek niemiecki, czy też przekaz wróci do oskarżania Waszyngtonu – bo dopiero to pokaże, czy Kreml rzeczywiście przygotowuje grunt pod porozumienie z USA w sprawie Ukrainy, czy tylko chwilowo rozprasza uwagę zachodnich obserwatorów.



