Każda wojna ma swoich cichych beneficjentów. Operacja „Epic Fury” – amerykańsko-izraelska kampania przeciwko Iranowi – to nie tylko bomby, drony i płonące terminale LNG. To także gigantyczna szachownica geopolityczna, na której Rosja i Chiny przesuwają swoje pionki, choć żadne z tych państw nie gra tak agresywnie, jak mogłoby się wydawać. Analitycy z Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) twierdzą, że ani Moskwa, ani Pekin nie są gotowe, by w pełni wykorzystać odwrócenie uwagi Ameryki.
Kluczowe zastrzeżenie brzmi jednak – „na razie”. Will Todman, szef sztabu Departamentu Geopolityki i Polityki Zagranicznej CSIS, ujął to podczas prezentacji w Waszyngtonie 16 marca jednym zdaniem: „Ostatecznie wszystko sprowadza się do czasu trwania wojny, który jest tu kluczowy”. Jeśli USA nie zdołają szybko przełamać irańskiej kontroli nad Cieśniną Hormuz i nie zapewnią przekonującego zniszczenia irańskiego programu nuklearnego, kalkulacje Moskwy i Pekinu mogą się radykalnie zmienić.

Rosja – 7 miliardów dolarów w kieszeni, ale to za mało
Maria Snegovaya, ekspertka CSIS ds. Rosji, nie ma wątpliwości, że Moskwa odniosła krótkoterminowe korzyści z chaosu na Bliskim Wschodzie. Prezydent Trump zniósł 12 marca sankcje na rosyjską ropę, wydając 30-dniowe zwolnienie z obostrzeń, a od tego czasu Rosja zainkasowała ponad 7 miliardów dolarów ze zwiększonej sprzedaży surowca.
Trudno jednak uznać to za punkt zwrotny. Rosja boryka się z 50-miliardowym deficytem budżetowym na 2026 rok i planuje cięcia wydatków o co najmniej 25 miliardów dolarów. Snegovaya zauważyła, że „rosyjscy urzędnicy nie spodziewają się, by sytuacja ta radykalnie zmieniła kondycję gospodarczą kraju” – chyba że żegluga przez Cieśninę Hormuz pozostanie zagrożona przez dłuższy czas.
Jest też problem logistyczny. Rosja potrzebowałaby tygodni, jeśli nie miesięcy, aby realnie zwiększyć wydobycie i zarobić na zniesieniu sankcji. Banki w Indiach wahają się z płatnościami za rosyjską ropę, która może nie zostać dostarczona po wygaśnięciu 30-dniowego zwolnienia.
CYNICZNYM OKIEM: Siedem miliardów dolarów brzmi imponująco, dopóki nie porówna się tego z 50-miliardową dziurą budżetową. Rosja zarabia na cudzej wojnie tyle, co kelner na napiwkach – miło, ale rachunków nie zapłaci.
Co ciekawe, przewaga na polu bitwy przeciwko Ukrainie nie jest jedną z korzyści, jakie Moskwa wyciągnęła z sytuacji. Snegovaya oceniła, że „Ukraina ma już za sobą, miejmy nadzieję, najgorszą zimę”, a rosyjskie uderzenia nieco spowolniły w ostatnich tygodniach.
Prawdziwa wartość Iranu dla Rosji jest inna – to rola siły destabilizującej interesy USA na Bliskim Wschodzie. Putin dostarcza Teheranowi dane wywiadowcze i może grozić wysłaniem nowoczesnej broni, traktując to jako kartę przetargową wobec administracji Trumpa – czy to w kwestii przedłużenia zniesienia sankcji, czy ograniczenia wsparcia dla Ukrainy.
Rosja wraz z Chinami wstrzymały się od głosu 11 marca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ podczas głosowania nad potępieniem Iranu za ataki na sąsiadów z Zatoki. Rezolucję przyjęto stosunkiem głosów 13-0. Pojawiły się też doniesienia, że nowo mianowany Ajatollah Modżtaba Chamenei – następca ojca zabitego 28 lutego w ataku inaugurującym operację „Epic Fury” – przechodzi rekonwalescencję w Moskwie.
Pekin nie pyta, jak zyskać – pyta, jak bardzo straci
Bonny Lin, dyrektor China Power Project w CSIS, stwierdziła wprost, że wpływ wojny na Chiny jest „skomplikowany”. I to delikatnie powiedziane. Chiny importują z Iranu 25 procent swojej ropy, a od 2019 roku zainwestowały blisko 90 miliardów dolarów w terminale LNG, porty, sieci energetyczne i projekty petrochemiczne na Bliskim Wschodzie.
Irańskie ataki odwetowe na infrastrukturę w Zatoce uderzają więc bezpośrednio w chińskie interesy. Eksport Chin na Bliski Wschód rósł w 2025 roku niemal dwukrotnie szybciej niż do reszty świata – każdy zniszczony terminal i uszkodzony port to cios w chiński biznes.
Lin stanowczo odrzuciła jednak obawy, jakoby Pekin miał wykorzystać moment na inwazję na Tajwan. „Uważam, że komentatorzy zbyt szybko łączą każde działanie USA z Tajwanem” – powiedziała, dodając, że Chiny mają własny zestaw kalkulacji, który nie opiera się wyłącznie na tym, czy USA mogą bronić wyspy.
Dla Pekinu znacznie ważniejsze jest planowane spotkanie Trumpa z Xi Jinpingiem, przesunięte na prośbę amerykańskiego prezydenta o około miesiąc. Chiny chcą oddzielić kwestię Iranu od swoich relacji z Waszyngtonem, dlatego celowo nie angażują się bezpośrednio w dialog z USA na ten temat.
CYNICZNYM OKIEM: Chiny kupują 90 procent przecenionej irańskiej ropy, ale dystansują się od reżimu publicznie. To jak klient, który regularnie odwiedza podejrzany sklep, ale na pytanie policji odpowiada – ja tu tylko przechodziłem.
Najciekawszy jest jednak sposób, w jaki chińscy eksperci postrzegają całą operację. Zamiast cieszyć się z zużywania przez USA drogiej amunicji – systemów THAAD i Patriot – obawiają się, że Waszyngton testuje zaawansowane technologie w warunkach rzeczywistych, by móc użyć ich później przeciwko Chinom. Po operacjach w Wenezueli i Iranie, kluczowych dostawcach ropy dla Pekinu, narasta przekonanie, że USA dążą do pośredniego osłabienia Chin. Z tej perspektywy Pekin nie pyta: „Jak wykorzystać tę sytuację?”, lecz: „Jak bardzo ta sytuacja nam zaszkodzi?”.



