Po niemal czterech latach wojny w Ukrainie Rosja może się chwalić, że przetrwała finansowe oblężenie Zachodu – ale skutki sankcji stają się coraz bardziej widoczne tam, gdzie nie da się ich ukryć: na lotniskach i w hangarach.
Z doniesień wynika, że rosyjskie linie lotnicze zaczęły przywracać do służby stare, zdezaktywowane samoloty z czasów ZSRR. Wśród „reaktywowanych” maszyn znajdują się m.in. dziewięć Tupolewów Tu‑204/214, jeden Antonow An‑148 i dwa szerokokadłubowe Ił‑96. Dziesięć z nich już wzbiło się ponownie w powietrze.
Dla przemysłu lotniczego, który jeszcze dekadę temu szczycił się modernizacją floty, to symboliczny powrót do przeszłości. Z ponad 1100 samolotów pasażerskich w Rosji, blisko 70% pochodzi z zagranicy. Po odcięciu od części i serwisu ze strony Zachodu, Kreml uruchomił program zastępowania ich rodzimą produkcją. Ambitny plan zakładał 120 nowych maszyn do 2025 roku, lecz wyprodukowano zaledwie kilkanaście.

CYNICZNYM OKIEM: Czasem historia zatacza koło, ale w Rosji robi to na pasie startowym – i z oponami sprzed 1995 roku.
Sankcje uderzają w skrzydła
Niepowodzenie modernizacyjnego planu to nie tylko problem dumy narodowej, ale i strukturalny efekt embarga. Fabryki, które jeszcze niedawno obsługiwały Airbusy czy Boeingi, muszą przestawiać się na produkcję części z epoki, w której smartfon oznaczał raczej sprytnego szpiega niż urządzenie.
W 2026 roku sytuacja może się jeszcze pogorszyć – Moskwa planuje cięcia wydatków na produkcję lotniczą aż o 40%. Budżet spadnie z 139,6 mld do 85,7 mld rubli, czyli z 1,7 mld do 1 mld dolarów. Znikną też dotacje dla linii lotniczych i połowa funduszy na serwis techniczny. Jedynym projektem, który otrzyma większe wsparcie, jest naddźwiękowy MC‑21, oczko w głowie rosyjskiego przemysłu, z równie długim pasmem opóźnień jak historia jego rozwoju.
CYNICZNYM OKIEM: Moskwa tnie budżet, ale nie ambicje. Nowoczesne lotnictwo w rosyjskim wydaniu to dziś muzeum, które samo sprzedaje bilety.
Latanie na ryzyko
Wzrost liczby awarii i incydentów lotniczych to już zjawisko zauważalne nawet w rosyjskich mediach regionalnych. Choć Kreml zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą, kolejne przypadki awaryjnych lądowań przypominają, że bezpieczeństwo w powietrzu staje się statystyczną ruletką.
Władze uspokajają – za problemy techniczne mają odpowiadać „trudności logistyczne”, a nie sankcje. Jednak fakty są nieubłagane: rosyjskie samoloty starzeją się szybciej, niż przemysł jest w stanie je zastąpić.
Sytuacja przypomina tę z Iranu, który przez lata pod sankcjami stracił setki osób w katastrofach lotniczych. W obu przypadkach polityka wielkich mocarstw najciężej uderza w zwykłych ludzi, którzy – dosłownie – ryzykują życie, by dostać się z punktu A do B.
Moskwa utrzymuje, że „poradzi sobie bez Zachodu”, ale jeśli rzeczywistość dalej będzie wyglądać jak hangar z reanimowanymi Tu‑204, to przyszłość rosyjskiego lotnictwa może nie tyle wzlecieć, co po prostu… przeturlać się po pasie.


