Wojna w Iranie trwa od ponad miesiąca, a jej konsekwencje sięgają daleko poza pole bitwy. Rosja ogłosiła pomyślną ewakuację 175 pracowników państwowej korporacji Rosatom z irańskiej Elektrowni Jądrowej Buszehr – obiektu, który w trakcie konfliktu został kilkakrotnie trafiony w wyniku amerykańsko-izraelskich uderzeń. To historia, w której dyplomacja, logistyka i geopolityka splotły się w jedno nerwowe przedsięwzięcie.

Grupa rosyjskich naukowców jądrowych została ewakuowana drogą lądową przez północny Iran do przejścia granicznego Norduz-Agarak, a stamtąd przetransportowana do Erywania. Ze stolicy Armenii pracownicy odlecieli do Moskwy, pokonując wcześniej bardzo długą trasę lądową przez irańskie terytorium. Nie była to pierwsza taka operacja – wcześniej z irańskich obiektów jądrowych wywieziono już kilka innych grup Rosjan.

Dwadzieścia minut po uderzeniu ruszyły autobusy
Dyrektor generalny Rosatomu Aleksiej Lichaczow ujawnił szczegóły, które mówią więcej niż oficjalne komunikaty. Według agencji TASS poinformował, że „autobusy ewakuacyjne opuściły obiekt w Buszehr około 20 minut po sobotnim uderzeniu USA w ten obszar i skierowały się w stronę granicy irańsko-armeńskiej”.
Moskwa wystąpiła do Stanów Zjednoczonych z oficjalną prośbą o lokalne zawieszenie broni w rejonie obiektu na czas ewakuacji. Nie jest jednak jasne, czy takie zawieszenie kiedykolwiek faktycznie weszło w życie.
CYNICZNYM OKIEM: Rosja prosi Amerykę o przerwę w bombardowaniu, żeby spokojnie zabrać swoich ludzi z irańskiej elektrowni, którą sama pomogła zbudować. Geopolityka ma poczucie humoru godne czarnej komedii.
Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych podziękowało władzom Armenii „za życzliwe podejście i sprawne przeprowadzenie procedur wyjazdowych” dla personelu Rosatomu. Armenia, a więc kraj balansujący między Moskwą a Zachodem, odegrała rolę cichego korytarza ratunkowego.
Nie wszyscy chcieli wyjechać
Nie każdy rosyjski specjalista zdecydował się na ewakuację. Lichaczow przekazał w niedzielę, że „niektórzy pracownicy Rosatomu wyrazili gotowość do dalszej pracy w Iranie”. Rosatom poinformował jednocześnie, że pierwszy blok energetyczny elektrowni Buszehr pozostaje sprawny – mimo wielokrotnych uderzeń w okolicę obiektu.
Tymczasem Izrael wykazuje coraz większą skłonność do atakowania irańskich obiektów jądrowych. Dyrektor generalny Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej Rafael Grossi wezwał do „maksymalnej powściągliwości”, aby zapobiec ryzyku katastrofy nuklearnej.
CYNICZNYM OKIEM: Wezwanie do „maksymalnej powściągliwości” w środku bombardowania elektrowni jądrowej to jak prośba o ciszę na koncercie heavy metalowym – szlachetna, a zupełnie oderwana od rzeczywistości.
Analogie z wojną na Ukrainie narzucają się same – tam również obiekty energetyki jądrowej znalazły się w strefie zagrożenia. W przypadku Iranu obawy przed opadem radioaktywnym i skażeniem są równie realne, a każde kolejne uderzenie w pobliżu Buszehr przybliża scenariusz, którego nikt oficjalnie nie chce nazwać po imieniu.



