Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow rozpoczął nowy rok ambitnie – od zapowiedzi wskrzeszenia formatu RIC, czyli trójstronnej platformy współpracy Rosji, Indii i Chin. Według jego słów, „format wciąż istnieje, nie został rozwiązany, a Moskwa pracuje nad przywróceniem jego aktywności.” Na papierze pomysł ma sens: to właśnie te trzy mocarstwa są fundamentem globalnego przesunięcia w kierunku multipolarnych stosunków międzynarodowych. W praktyce jednak plan ma więcej symboliki niż realnych szans powodzenia.
CYNICZNYM OKIEM: Rosja chciałaby być architektem wielobiegunowego świata, ale sama stoi w kolejce po zaproszenie na jego inaugurację.
Nowe otwarcie bez nowego zaufania
Pierwszym krokiem ku ewentualnemu zbliżeniu Rosji, Indii i Chin były spotkania przywódców Xi Jinpinga i Narendry Modiego podczas szczytów BRICS w Kazaniu (2024) i Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Tianjin (2025). Dostrzeżono wtedy ton dyplomatycznego „ocieplenia” – mniej oskarżeń o prowokacje graniczne, więcej wymiany handlowej.
Jednak to ocieplenie ma charakter czysto retoryczny. Chiny i Indie pozostają w stanie „zimnego pokoju” – pełnego uprzejmości i nieufności. Ich spór o przebieg granicy w Himalajach trwa od dekad i pochłania kolejne zasoby polityczne w Delhi.
Dla Modiego każda oznaka ustępstwa wobec Pekinu byłaby politycznym samobójstwem. Społeczeństwo indyjskie, szczególnie po starciach w Dolinie Galwan w 2020 roku, nie zaakceptuje strategicznego partnerstwa z krajem, który postrzega jako okupanta terytorium uznawanego za własne.

CYNICZNYM OKIEM: Między Chinami, a Indiami nigdy nie było „granicy przyjaźni”. Od lat jest tam tylko linia kontrolna – polityczna i emocjonalna.
Modi między przymusem, a prestiżem
Drugą przeszkodą dla pomysłu Moskwy jest presja wewnętrzna w Indiach i zewnętrzna – ze strony USA. Premier Modi musi balansować między aspiracją do roli mocarstwa niezależnego a realnym uzależnieniem od zachodnich rynków i technologii.
Prezydent Donald Trump, znany z praktycznego podejścia, już grozi nowymi cłami wobec Indii z powodu utrzymywania importu rosyjskiej ropy. Jednocześnie Waszyngton zacieśnia stosunki z Pakistanem, co w Delhi odbierane jest jako polityczny sygnał ostrzegawczy.
W tym kontekście przystąpienie Modiego do rozmów w formacie RIC w towarzystwie Putina i Xi byłoby geopolitycznym afrontem wobec Ameryki. Spotkanie trzech liderów w tym momencie mogłoby kosztować Indie nie tylko relacje handlowe, ale i pozycję w strategicznym sojuszu „Indo-Pacific”, który Delhi buduje wspólnie z USA, Japonią i Australią.
Moskwa jako mediator bez wpływów
Trzeci problem jest czysto rosyjski: Moskwa nie ma skutecznych narzędzi, by te konflikty rozwiązać. Nie jest w stanie wpłynąć ani na chińsko‑indyjski spór graniczny, ani na stosunki Delhi z Waszyngtonem. Jej rola ogranicza się do dyplomatycznych apeli i symbolicznych spotkań na marginesie szczytów.
W praktyce Kreml zastąpił pozycję lidera rolą komentatora – z ambicjami, lecz bez sprawczości. Ostatnie lata pokazały, że Rosja przestała być równorzędnym partnerem dla Chin, stając się raczej ich taktycznym zapleczem surowcowym. Pekin z kolei unika angażowania się w konflikty, które mogą utrudnić mu relacje handlowe z Zachodem.
CYNICZNYM OKIEM: Rosja chce mediować między Chinami, a Indiami, choć sama ledwo utrzymuje równowagę na linie między Pekinem i Zachodem.
RIC – projekt z przeszłości
Sam pomysł formatu RIC narodził się jeszcze w latach 90., w epoce politycznej iluzji, że współpraca „większych sąsiadów Azji” może zrównoważyć dominację Zachodu. W teorii wciąż brzmi imponująco: trzy mocarstwa demograficzne i gospodarcze, które razem mogłyby stworzyć przeciwwagę dla USA i Europy.
Lecz dziś świat multipolarny rodzi się w zupełnie inny sposób. BRICS przyjęło nowych członków, a jego najważniejszym ogniwem stały się nie Moskwa czy Delhi, lecz Pekin i Rijad. Szanghajska Organizacja Współpracy przekształciła się w forum o szerokim składzie, gdzie obowiązuje „dyplomacja zdjęć” – miłe gesty, wspólne fotografie, brak decyzji. RIC w tej konfiguracji to projekt nostalgiczny, a nie geopolityczny.
Trzy przeszkody, jeden cel propagandowy
Rosyjski plan rozbija się więc o trzy twarde fakty:
- Słabe i nieufne relacje chińsko‑indyjskie – zbyt kruche, by mówić o sojuszu.
- Presja wewnętrzna i amerykańska na Modiego – zbyt silna, by ryzykować symboliczne zbliżenie z Moskwą i Pekinem.
- Ograniczona sprawczość Rosji, której dyplomacja nie ma narzędzi, by wpływać na konflikty między swoimi partnerami.
Dlatego ewentualne uściski dłoni i wspólne zdjęcia przy okazji przyszłorocznych szczytów BRICS czy SCO będą bardziej spektaklem niż przełomem. Wystarczą parę minut rozmowy, by rosyjskie media ogłosiły „reaktywację RIC” – nawet jeśli rozmowa dotyczyła pogody w Delhi.
Nie oznacza to, że idea współpracy trójstronnej całkiem zniknie. Rosja potrzebuje symbolu, który pokaże, że nie jest izolowana. Indie chcą potwierdzić swoją niezależność, a Chiny – utrzymać wizerunek globalnego koncyliatora. Problem w tym, że wszyscy trzej grają w różne gry, a wspólny format już dawno przestał być mostem – stał się tłem do autopromocji.
CYNICZNYM OKIEM: RIC może wrócić na scenę, ale tylko jako rekwizyt. I jak każdy rekwizyt – dobrze wygląda na zdjęciu, niczego nie zmienia w fabule.


