Po raz pierwszy od miesięcy na linii Moskwa–Kijów pojawił się namacalny efekt rozmów pokojowych. W trakcie negocjacji w Abu Zabi, gdzie z inicjatywy USA spotkali się przedstawiciele Rosji, Ukrainy i Stanów Zjednoczonych, doszło do wymiany 314 jeńców wojennych.

Amerykański wysłannik Steve Witkoff potwierdził transakcję, zaznaczając, że „to wciąż początek długiej drogi, ale takie kroki dowodzą, że konsekwentna dyplomacja zaczyna przynosić rezultaty.”
Z kolei rosyjski negocjator Kirill Dmitriew określił wymianę jako „pozytywny sygnał”, choć przy okazji oskarżył Europę o próbę „zakłócenia postępów i ingerencję w proces.”
CYNICZNYM OKIEM: W świecie, w którym wymiana jeńców to jedyna forma postępu, pokój najwyraźniej staje się luksusowym towarem.
Twarde warunki z obu stron
Pomimo pozytywnego gestu, fundamentalne kwestie wciąż pozostają nierozwiązane. Moskwa nadal domaga się, by Kijów oddał kontrolę nad pozostającymi fragmentami Donbasu, a prezydent Wołodymyr Zełenski twardo odrzuca tę propozycję, uznając ją za „nagrodę za agresję.”
Zełenski zaapelował o „zamknięcie nieba nad Ukrainą” i wezwania do dostaw systemów przeciwlotniczych oraz samolotów – nawet oferując „wymianę dronów na rakiety.”
Polska premier Donald Tusk, po spotkaniu w Kijowie, zapowiedział pakiet pomocy o wartości 47 mln euro, głównie w sprzęcie pancernym. Jednocześnie stwierdził, że stolica Ukrainy jest miejscem, gdzie „najwyraźniej widać, co jest dobrem, a co złem.”
CYNICZNYM OKIEM: W tej wojnie każdy deklaruje moralne zwycięstwo – problem w tym, że rachunki i ciała wciąż leżą po stronie ofiar.
USA między wojnami, a polityką
Amerykanie balansują pomiędzy dyplomacją, a presją wojskową. Prezydent Donald Trump niedawno pochwalił Putina za dotrzymanie obietnicy krótkiego rozejmu wokół Kijowa, choć w tym samym czasie nie wykluczył „kolejnych opcji” w razie fiaska rozmów.
Abu Zabi staje się więc testem nowego paradygmatu: prowadzimy rozmowy, ale każdy gromadzi amunicję. Jeńcy wojny wracają do domów – to najcenniejsze z możliwych symbolicznych zwycięstw. Ale poza salą negocjacyjną front nie milknie, a warunki pokoju wciąż pisze artyleria.
Jeśli coś naprawdę „rodzi owoce” w Zjednoczonych Emiratach, to świadomość, że jedyną rzeczą wymienianą częściej niż jeńcy są deklaracje dobrej woli.


