Agencja Reuters poinformowała, że rosyjscy urzędnicy dyskutowali o operacjach wpływu mających na celu osłabienie premiera Nikola Pasziniana przed zaplanowanymi na 7 czerwca wyborami parlamentarnymi w Armenii. Jedna z rzekomych propozycji zakładała tymczasowe sprowadzenie posiadaczy armeńskich paszportów mieszkających w Rosji z powrotem do Armenii, aby zagłosowali na kandydatów opozycji. Pomimo doniesień o tych wysiłkach sondaże sugerują, że Partia Kontraktu Obywatelskiego Pasziniana pozostaje wyraźnym faworytem w czasie, gdy Armenia debatuje nad swoimi przyszłymi relacjami z Rosją i Zachodem.
Skala planowanego zaangażowania Kremla wykraczała daleko poza zwykłą retorykę. W październiku Kreml utworzył agencję o nazwie Dyrektoriat do spraw Współpracy Strategicznej i Partnerstwa w celu prowadzenia szeroko zakrojonych operacji wpływu w Armenii, w tym kampanii dezinformacyjnych. Reuters powołuje się na cztery źródła wypowiadające się pod warunkiem zachowania anonimowości, opisując raport o charakterze śledczym.

Plan repatriacji wyborców i rachunek za przegraną operację
Najbardziej nietypowy element rosyjskiej układanki dotyczył przemieszczania ludzi. Inicjatywa polegała na tymczasowym przetransportowaniu posiadaczy armeńskich paszportów mieszkających w Rosji z powrotem do Armenii, aby mogli oddać głos na kandydatów opozycji. Szacuje się, że w Rosji mieszka i pracuje do 2 milionów obywateli Armenii.
Pomysł obchodził istniejące ograniczenia prawne dotyczące głosowania. Przepisy wyborcze zabraniają ekspatriantom głosowania za granicą, więc jedyną drogą do wykorzystania tej diaspory było fizyczne sprowadzenie wyborców do kraju. Stąd narodził się scenariusz masowej, kosztownej repatriacji wyborczej.
Operacja ta miała konkretną i niemałą cenę. Rosyjscy urzędnicy oszacowali koszty odesłania 100 tysięcy Ormian z powrotem do ojczyzny na około 50 milionów dolarów. Reuters nie był w stanie potwierdzić, czy operacja została uruchomiona, a jeśli tak, to ilu obywateli Armenii faktycznie powróciło na wybory.

CYNICZNYM OKIEM: Kreml wycenił demokrację na 50 milionów dolarów i 100 tysięcy biletów powrotnych, zapominając sprawdzić sondaże. Najdroższe w tym planie jest to, że i tak prowadzi prosto do przegranej.
Wszelkie tego typu wysiłki wydają się stratą czasu i pieniędzy. Ostatni sondaż Międzynarodowego Instytutu Republikańskiego wykazał, że poparcie dla Pasziniana wzrosło z dwudziestu kilku procent do ponad 30 procent. Partia premiera wysuwa się na prowadzenie przed połączonymi siłami opozycyjnymi.
Arytmetyka wyborcza działa wyraźnie na korzyść urzędującego premiera. Biorąc pod uwagę rozdrobnione poparcie dla opozycji, partia Pasziniana powinna utrzymać większość przy zachowaniu 30-procentowego wyniku w dniu 7 czerwca. Połączone siły rywali pozostają zbyt podzielone, by zagrozić rządzącym.
Stawka głosowania jest jednak znacznie większa niż sam podział mandatów. W ciągu ostatnich dwóch lat Paszinian dążył do wyrwania Armenii z rosyjskiej orbity geopolitycznej i skierowania kraju w stronę większej integracji ze Stanami Zjednoczonymi i Unią Europejską. Rosja tymczasem dąży do utrzymania swoich politycznych wpływów w Erywaniu, a samo głosowanie parlamentarne jest powszechnie postrzegane jako referendum w sprawie geopolitycznej przyszłości Armenii.



