Setki rosyjskich specjalistów jądrowych opuszcza irański kompleks nuklearny Buszehr po tym, jak izraelski pocisk uderzył w bezpośrednie sąsiedztwo działającego bloku energetycznego. To pierwszy taki atak od rozpoczęcia amerykańsko-izraelskiej operacji „Epic Fury” – i pierwszy, który postawił Moskwę na kursie kolizyjnym z Jerozolimą w sprawie, która do tej pory wydawała się wyłącznie irańskim problemem.
Kreml nie ograniczył się do dyplomatycznego mruczenia. Rosyjska ambasada w Izraelu przekazała „oficjalne żądania” – sformułowanie, które w języku dyplomacji oznacza coś znacznie ostrzejszego niż zwykła nota protestacyjna. Media państwowe w Moskwie mówią wprost o przekroczeniu „czerwonej linii”, a cały ton komunikacji wskazuje na formalną eskalację nacisku dyplomatycznego.

Pocisk w sąsiedztwie reaktora – szczegóły uderzenia
Dyrektor generalny Rosatomu Aleksiej Lichaczow podał precyzyjne dane dotyczące ataku. „17 marca o godzinie 15:11 GMT atak trafił w obszar w pobliżu biura służby meteorologicznej obiektu, w bliskim sąsiedztwie pracującego bloku energetycznego” – przekazała agencja TASS.
Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej potwierdziła niezależnie, że we wtorek wieczorem pocisk faktycznie uderzył w kompleks Buszehr. Sama elektrownia nie została uszkodzona, a wśród personelu nie odnotowano obrażeń.
Mimo to skala zagrożenia jest ogromna. Lichaczow poinformował, że trwa kilkuetapowa ewakuacja – w obiekcie pozostaje jeszcze około 480 obywateli Rosji, w tym naukowcy, technicy i pracownicy cywilni.
CYNICZNYM OKIEM: Rosja latami budowała irańską elektrownię i lokowała tam swoich ludzi, a teraz odkrywa ze zdziwieniem, że strefa konfliktu bywa niebezpieczna. Zaskoczenie godne stratega, który postawił szachy na strzelnicy.
Widmo katastrofy jądrowej w tle konfliktu
Szczególnie niepokojące są doniesienia, że izraelskie uderzenia mogły być wymierzone w dzielnice mieszkalne, w których kwaterują rosyjscy eksperci. Jeśli informacje te się potwierdzą, oznaczałoby to, że zagrożenie nie ogranicza się do samej infrastruktury nuklearnej.
„Ataki na obiekty nuklearne rażąco naruszają kluczowe zasady i reguły międzynarodowego bezpieczeństwa” – podkreślił Lichaczow w oświadczeniu, które trudno traktować wyłącznie jako retorykę.

Dyrektor generalny MAEA Rafael Grossi wezwał do „maksymalnej powściągliwości” podczas konfliktu. Analogia z Ukrainą, gdzie walki wielokrotnie zagrażały Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej, jest oczywista – tyle że Buszehr leży w regionie, gdzie eskalacja może być jeszcze trudniejsza do opanowania.
Groźba opadu radioaktywnego i skażenia w przypadku poważnej awarii reaktora to scenariusz, który dotyczyłby nie tylko Iranu, ale całego regionu Zatoki Perskiej.
CYNICZNYM OKIEM: Świat ma już dwie elektrownie jądrowe na linii frontu – jedną w Ukrainie, drugą w Iranie. Przy takim tempie wkrótce będziemy potrzebować nie dyplomatów, lecz dozymistów jako stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ.


