JP Morgan ostrzega, że międzynarodowy benchmark ropy Brent może spaść do przedziału „30-kilku” dolarów za baryłkę do 2027 roku, przygnieciony przytłaczającą nadpodażą z OPEC+, USA i innych producentów z obu Ameryk. Goldman Sachs jest nieco łagodniejszy, przewidując średnią cenę WTI na poziomie 53 dolarów w 2026 roku przy nadwyżce 2 mln baryłek dziennie, radząc inwestorom grać na spadki już teraz.
Ceny Brent spadły od początku roku o 14%, oscylując w poniedziałek wokół 62,59 dolara, podczas gdy rynek wstrzymuje oddech w oczekiwaniu na wyniki negocjacji pokojowych USA-Ukraina w Genewie. Te „wysoce produktywne” rozmowy mogą złagodzić sankcje na Rosję, co dodatkowo obetnie ceny energii.

CYNICZNYM OKIEM: Gdy Trump negocjuje pokój na Ukrainie, ropa leci w dół – nadpodaż z karteli plus ewentualny powrót rosyjskiej ropy to przepis na krach, z którego konsumenci zatankują tanio, a producenci będą płakać.
Nadpodaż kontra popyt – fala, która zaleje rynek
Analitycy zgadzają się: 2026 rok to szczyt fali podaży, z nadwyżką rzędu 2-2,8 mln baryłek dziennie, która przytłoczy rynek aż do zrównoważenia w 2027. Nawet przy optymistycznych scenariuszach ceny nie zejdą poniżej 40 dolarów w najbliższym czasie, ale trend spadkowy wydaje się nieunikniony.
Daan Struyven z Goldman Sachs podkreśla, że inwestorzy powinni shortować ropę natychmiast, bo 2026 to ostatni rok tej burzy podaży – potem rynek się ustabilizuje. Pokój na Ukrainie tylko przyspieszy ten scenariusz, otwierając rosyjskie kurki.
Rozmowy w Genewie o „doprecyzowanym” planie pokojowym USA mogą złagodzić sankcje, uwalniając rosyjską ropę i dobijając ceny. To podwójny cios: strukturalna nadpodaż plus geopolityczne odwilże.
Prognozy banków to zimny prysznic dla rynku: od czarnego złota do czarnej pulpy cenowej – czas na tanią benzynę czy desperackie cięcia produkcji?


