Świat trzyma oddech. USA i Izrael bombardują Iran w operacji nazwanej z hollywoodzką skromnością „Epic Fury”. Co najmniej 1230 Irańczyków zginęło od soboty. Sześć amerykańskich żołnierzy nie żyje. Tel Awiw jest ostrzeliwany rakietami, część z nich przebija się przez systemy obrony powietrznej. NATO przechwyciło pocisk zmierzający w stronę Turcji. Azerbejdżan – mały, ale wyraźnie zdecydowany – ogłasza atak na Iran w odwecie za drony. Ropa przekroczyła 80 dolarów za baryłkę po raz pierwszy od stycznia 2025 roku. A potem – w ciągu jednej sesji giełdowej – gwałtownie staniała, bo Reuters podał, że Chiny rozmawiają z Iranem w sprawie bezpiecznego przejścia przez Cieśninę Ormuz.

Tak wygląda nowoczesna geopolityka: krew i eksplozje w tle, a na pierwszym planie trader patrzący na ticker.
Chiny rozmawiają, rynek oddycha – na chwilę
Kluczowym elementem czwartkowych wydarzeń okazały się nie kolejne uderzenia lotnicze ani głosowanie w Kongresie, lecz doniesienie Reutersa o tym, że Pekin prowadzi rozmowy z Teheranem w sprawie utrzymania przepływu ropy i gazu przez Cieśninę Ormuz. Reakcja rynku była natychmiastowa: cena ropy spadła, akcje odbiły od minimów, Wall Street westchnęła z ulgą.
Geometria interesów jest tu przejrzysta. Chiny są największym odbiorcą irańskiej ropy – blokada Cieśniny uderza w Pekin boleśniej niż w kogokolwiek innego. Dla Chin otwarty szlak naftowy z Iranu to nie kwestia solidarności, lecz zimna kalkulacja importowa. Iran oficjalnie zaprzecza, że planuje blokadę Cieśniny, ale przez tygodnie groził nią wystarczająco głośno, by rynek wycenił ryzyko w każdej sesji.
Biały Dom nie czekał na rozwiązanie dyplomatyczne z Pekinu – w czwartek zebrał doradców w poszukiwaniu własnych narzędzi do obniżenia cen benzyny. Według wysokiego urzędnika Białego Domu Departament Skarbu ma ogłosić środek z wykorzystaniem rynku kontraktów terminowych na ropę. Administracja, która właśnie zaatakowała Iran, teraz gorączkowo szuka sposobu, żeby Amerykanie przy pompach paliwowych nie odczuli tego zbyt boleśnie.
CYNICZNYM OKIEM: USA bombardują kraj produkujący ropę, a potem zwołują naradę, jak obniżyć ceny benzyny. To trochę jak podpalić sąsiadowi dom i pytać straż pożarną, czy nie da się utrzymać ciśnienia wody w okolicy.
Kongres głosuje ceremonialnie, Pentagon komunikuje zwycięstwo
Izba Reprezentantów odrzuciła stosunkiem 219-212 próbę ograniczenia uprawnień wojennych prezydenta – zgodnie z linią partyjną i z góry wiadomo, że nawet gdyby przeszła, Trump zawetowałby ją bez mrugnięcia okiem. Senat zrobił to samo dzień wcześniej, stosunkiem 53-47. Oba głosowania były, jak BBC uprzejmie ujmuje, „głównie ceremonialnym” gestem.
Szef Pentagonu Hegseth oświadczył, że USA dopiero zaczęły walkę i Iran myli się w kalkulacjach, jeśli sądzi, że kampania nie będzie kontynuowana. CENTCOM poinformował, że operacja „przebiega pomyślnie” i posuwa się „w szybkim tempie”. Nadzieje Białego Domu na szybkie zwycięstwo słabną jednak w miarę, jak konflikt rozszerza się geograficznie i gospodarczo – a sojusznicy USA coraz głośniej rozważają poziom własnego zaangażowania.
Przy okazji: niepotwierdzone doniesienia o rozbiciu się amerykańskiego myśliwca w prowincji Basra pojawiły się jednocześnie w Al Jazeerze i irańskich mediach państwowych. CENTCOM zaprzeczył. Kto ma rację – nie wiadomo, ale sam fakt, że takie doniesienia krążą i są trudne do zweryfikowania, pokazuje, jak gęsty jest informacyjny dym nad tym konfliktem.
Rozszerzanie się – geograficzne i dyplomatyczne
Wojna nie siedzi w miejscu. Iran zaatakował dronami brytyjską bazę wojskową, co skłoniło Wielką Brytanię do rozlokowania okrętów i śmigłowców w rejonie Cypru. Kraje europejskie wysyłają zasoby morskie. Włochy dostarczają sprzęt określony eufemistycznie jako „defensywny”. Katarskie myśliwce przechwyciły irańskie bombowce kilka minut od uderzenia w bazę Al-Udeid – największą amerykańską bazę wojskową na Bliskim Wschodzie. Izraelska armia twierdzi, że zniszczyła 300 irańskich wyrzutni rakiet balistycznych, ale Tel Awiw też obrywa.
ONZ podaje, że 20 tysięcy marynarzy i 15 tysięcy pasażerów utknęło w Zatoce, a Departament Stanu inicjuje plany ewakuacyjne.
Inwazja lądowa byłaby najprawdopodobniej katastrofą
CYNICZNYM OKIEM: Każda ze stron komunikuje, że wygrywa. Iran twierdzi, że uszkodzono ponad 3600 obiektów cywilnych. Izrael chwali się 300 zniszczonymi wyrzutniami. Pentagon mówi o szybkim tempie. Przy 1230 zabitych Irańczykach i sześciu poległych Amerykanach słowo „zwycięstwo” robi się coraz trudniejsze do zdefiniowania dla kogokolwiek.
Trump tymczasem powiedział w wywiadzie dla Axios, że musi być osobiście zaangażowany w wybór kolejnego przywódcy Iranu – tak jak miało to miejsce w Wenezueli. Syn obalonego szacha Reza Pahlawi wzywa irańskich urzędników do natychmiastowego przekazania władzy. Operacja zmiany reżimu przestała być podtekstem – stała się głównym komunikatem.
Sojusznicy liczą straty, Trump liczy nielojalnych
Sojusze kształtują się w czasie rzeczywistym i niekoniecznie zgodnie z oczekiwaniami Waszyngtonu. Hiszpania odmówiła udostępnienia baz, Macron potępił ataki jako niezgodne z prawem międzynarodowym. Trump podsumował sytuację wprost: „Mamy wielu zwycięzców, ale Hiszpania jest przegranym, a Wielka Brytania bardzo rozczarowała”. W doktrynie Trumpa sojusznik, który nie dostarcza baz na żądanie, staje się automatycznie przegranym – niezależnie od dekad wspólnych zobowiązań traktatowych.
Kurdowie ruszyli do ofensywy w Iranie. Trump ocenił to jako wspaniałe. Azerbejdżan ogłasza własne plany ataku. Region, który przez dekady był skomplikowany, właśnie stał się jeszcze bardziej skomplikowany.
Cena ropy na koniec dnia: niższa niż rano, bo Pekin rozmawiał z Teheranem o ropociągu i tankowcach. Jutro może być zupełnie inaczej – wystarczy jeden nagłówek z Basry lub Cieśniny Ormuz, żeby wszystkie kalkulacje zaczęły się od nowa.



