Istnieje w amerykańskiej polityce szczególny gatunek retoryki, który pojawia się zawsze w tym samym momencie każdego konfliktu zbrojnego. Brzmi mniej więcej tak: osiągnęliśmy cele, czas ogłosić zwycięstwo i wrócić do domu. Nie ma znaczenia, czy cele faktycznie zostały osiągnięte, czy przeciwnik jest tego samego zdania, ani czy sytuacja na miejscu choćby odlegle przypomina zwycięstwo. Liczy się narracja – a ta zaczyna się komplikować, gdy cena ropy przekracza 100 dolarów za baryłkę, a sondaże przed wyborami parlamentarnymi w 2026 roku zaczynają niepokoić.
Trwająca operacja militarna USA przeciwko Iranowi, rozpoczęta 28 lutego uderzeniami wymierzonymi w irański program nuklearny, potencjał rakiet balistycznych, marynarkę wojenną i inne aktywa strategiczne, początkowo cieszyła się solidnym poparciem wśród republikańskich senatorów. Dowodem było partyjne głosowanie z 4 marca, w którym Senat zablokował dwupartyjną rezolucję o uprawnieniach wojennych, mającą ograniczyć konflikt lub wymagać zgody Kongresu. Jedynym Republikaninem, który głosował za ograniczeniem działań, był senator Rand Paul, znany ze swojego izolacjonistycznego stanowiska i sprzeciwiający się operacji od samego początku.
Teraz jednak ton się zmienia. Senator Josh Hawley z Missouri, kluczowy sojusznik Trumpa, stał się jednym z najgłośniejszych zwolenników szybkiego wycofania, argumentując we wtorkowym programie telewizyjnym, że główne cele zostały już osiągnięte. Całkowicie i na zawsze zniszczyliśmy ich program nuklearny. Zniszczyliśmy ich rakiety balistyczne. Zniszczyliśmy ich marynarkę wojenną. To był całkowity sukces – przekonywał Hawley, wzywając prezydenta do ogłoszenia zwycięstwa. Co tak naprawdę pozostało do zrobienia, czego jeszcze nie zrobiliśmy? – pytał retorycznie.
CYNICZNYM OKIEM: Hawley pyta, co zostało do zrobienia, jakby nie czytał żadnych wiadomości z ostatniego tygodnia. Iran właśnie atakuje tankowce w Ormuz, chwali się nową bronią podwodną i grozi ropą po 200 dolarów. Ale po co psuć piękną narrację o całkowitym zwycięstwie takimi drobiazgami jak rzeczywistość.
Szybko, zdecydowanie i najlepiej przed wyborami
Do Hawleya dołączyli kolejni senatorowie, tworząc coś na kształt wewnątrzpartyjnego frontu na rzecz szybkiego zakończenia. Senator Mike Lee z Utah stwierdził wprost: Nikt tego nie chce. Prezydent też nie. Ja na pewno nie, podkreślając wspólne pragnienie krótkiej kampanii. Co istotne, Lee wskazał na obawy dotyczące potencjalnego wpływu przedłużającego się konfliktu na wybory parlamentarne w 2026 roku – co być może najszczerzej oddaje motywacje stojące za nagłym pragnieniem pokoju.
Senator Shelley Moore Capito z Wirginii Zachodniej, często postrzegana jako przedstawicielka establishmentu i zwolenniczka twardego kursu, zgodziła się, że należy unikać grzęzawiska. Pytana o preferowaną długość operacji, odpowiedziała krótko: O tak, potwierdzając preferencję dla działań krótkoterminowych i dodając, że wspomniany przez Trumpa termin czterech do pięciu tygodni brzmi jak dobry okres czasu. Senator Tom Cotton z Arkansas szacował natomiast, że kampania potrwa kilka tygodni i skupi się na konkretnych celach, takich jak degradacja zdolności rakietowych.
Te nastroje odzwierciedlają szerszą preferencję partii republikańskiej do unikania tak zwanych wiecznych wojen, co jest zgodne z retoryką kampanii Trumpa. Jednocześnie ogólne poparcie Republikanów dla samych uderzeń pozostaje silne – to specyficzna pozycja ideologiczna, w której można jednocześnie popierać bombardowanie obcego kraju i narzekać, że trwa to zbyt długo.
Ekonomia kontra strategia
Tymczasem gospodarcze skutki konfliktu podważają optymistyczne scenariusze szybkiego zakończenia. Cena ropy Brent po raz pierwszy od sierpnia 2022 roku ustabilizowała się powyżej 100 dolarów za baryłkę. Analitycy JP Morgan i Goldman Sachs ostrzegają, że trwałe zamknięcie cieśniny Ormuz może wywindować ceny do 150 dolarów, co potęguje presję na szybkie rozwiązanie, ale jednocześnie pokazuje, jak daleko sytuacja wymknęła się spod kontroli.
Przepaść między retoryką waszyngtońskich gabinetów, a rzeczywistością na wodach Zatoki Perskiej jest trudna do przecenienia. Hawley mówi o całkowitym zniszczeniu irańskiej marynarki, a tymczasem Iran atakuje statki handlowe i grozi eskalacją. Senatorowie chcą ogłosić zwycięstwo, podczas gdy połowa światowej floty tankowców LNG stoi unieruchomiona, a azjatyccy importerzy gorączkowo zabezpieczają dostawy na kolejne miesiące.
CYNICZNYM OKIEM: Republikanie odkryli formułę idealnej wojny – wystarczająco krótka, by zmieścić się między sondażami, wystarczająco głośna, by wyglądać na sukces w telewizji, i wystarczająco odległa, by amerykański wyborca nie musiał się nią przejmować dłużej niż przez jeden cykl informacyjny. Problem w tym, że Iran najwyraźniej nie dostał tego memo.
Fundamentalne pytanie, którego żaden z cytowanych senatorów nie postawił publicznie, brzmi następująco – jak ogłosić zwycięstwo nad przeciwnikiem, który wciąż walczy, wciąż kontroluje strategiczne szlaki morskie i wciąż dysponuje zdolnością do zadawania ciosów, które odczuwa cała globalna gospodarka. Odpowiedź na to pytanie może okazać się znacznie dłuższa niż cztery do pięciu tygodni, które senator Capito uznała za rozsądny harmonogram. A do wyborów parlamentarnych w 2026 roku zostało jeszcze sporo czasu – wystarczająco dużo, by narracja o szybkim zwycięstwie zdążyła się zestarzeć.


