Stajemy dziś naprzeciw rozbieżnych sygnałów: z jednej strony szmer nadziei na potencjalne porozumienie pokojowe między Rosją, a Ukrainą, z drugiej – wszechobecne analizy sprzedażowe napędzane przez media powiązane ze stroną sprzedającą aktywa. Codzienne występy ekspertów w mainstreamie, którzy wyciągają na światło dzienne najdrobniejsze preteksty do utrzymania narracji „kupuj” mimo rosnących wskaźników ceny do zysków na poziomie 40x czy wyśrubowanych celów dla indeksu S&P 500 na poziomie 200 tysięcy punktów, sprawiają, że inwestorzy zachowują się jak zatraceni w pogoni za wyobrażonym rajdem.
Tom Lee z Fundstrat tłumaczy, dlaczego widzi S&P 500 na poziomie 15 000 do 2030 roku – jednak doświadczenie rynkowe uczy nas, że takie scenariusze niemal zawsze kończą się rozczarowaniem, a często gwałtownym spadkiem.
CYNICZNYM OKIEM: Rynki nie żyją pokojem, tylko płynnością – a płynność jest wzmocniona przez biliony dolarów zasilających finansowe elity. Prawdziwe życie i gospodarka w tle mają się nijak do medialnych baniek „hossy bez granic”.

Pamiętna lekcja Covid i pułapka na inwestorów
Przypomnijmy covidową panikę: świat zdawał się zamierać, tyle że NASDAQ w tym czasie potroił się od minimów dzięki masowemu dodrukowi pieniędzy przez Fed, które trafiły w ręce najbogatszych. Jeden z komentatorów żartował:
„Rok 2030. Cała ludzkość wymarła z powodu Covid. Pojedynczy serwer w piwnicy Fed nadal winduje Dow do rekordowych poziomów.”
Dziś, gdy rynek zdaje się wyceniać pokój jako katalizator wzrostów, pytanie brzmi: co potem? Czy podjęcie tematu zakończenia wojny wywoła odwrócenie trendu?
Niezależnie od pozorów optymizmu, odwrócenie trendu jest po prostu spóźnione. Wielu zna ból, jakim jest bycie „prorokiem apokalipsy”, który nie trafia z czasem, ale ignorowanie danych o baniach rynkowych często kończy się fatalnie.
Obiektywne wskaźniki wycen pokazują jednoznacznie: rynki nie są tylko drogie, ale ekstremalnie przewartościowane.
Wskaźniki: Buffett, CAPE i cena do sprzedaży
Weźmy wskaźnik Buffetta – obecnie około 200% PKB, co jest ponad dwie odchyłki standardowe powyżej długoterminowej średniej. Ostatnie razy, kiedy osiągał takie poziomy, to bańka internetowa w 2000 roku i druga bańka w 2021 roku, po czym nastąpiły spadki rzędu 40%.

Wskaźnik CAPE oscyluje wokół poziomu 30, co również oznacza ponad dwie odchyłki standardowe ponad średnią historyczną, porównywalne do lat 1929 i 2000, czyli okresów bezpośrednio poprzedzających katastrofy rynkowe.
Wskaźnik cena do sprzedaży pokazuje – rynki są poza skalą, ponad trzy odchyłki standardowe od trwalszego trendu. Takie rozciągnięcie mnożników nigdy wcześniej nie utrzymywało się długo bez gwałtownej spektakularnej korekty.
Analiza porównująca S&P 500 do wykładniczego trendu uwzględniającego inflację pokazuje, że indeks jest obecnie ponad trzema odchyleniami standardowymi powyżej zadowalającego poziomu. Ostatni taki poziom widzieliśmy pod koniec 2021 roku, tuż przed spadkiem o 25% w 2022.
Model stóp procentowych, który zwykle złagodziłby presję cen akcji przy niskich rentownościach, także alarmuje. Obecnie rentowność 10-letnich obligacji jest powyżej 4 proc., podczas gdy S&P 500 znajduje się blisko rekordów historycznych. Wniosek jest jasny – akcje są przewartościowane względem obligacji.
Jedynym niepokojącym wyjątkiem jest luka rentowności zysku, która jest „w miarę uczciwa” – co jednak oznacza, że akcje są po prostu mniej groteskowo przewartościowane wobec obligacji, a nie że są atrakcyjne.
Makroekonomiczne ostrzeżenia i efekt domina
Sytuację komplikuje pogarszające się tło makroekonomiczne. Raport PPI wykazał wyższe od oczekiwań prognozy inflacji, utrudniając Fedowi szybkie cięcie stóp procentowych. Wyższe realne stopy procentowe skutecznie hamują gospodarkę, co dopiero z czasem odbije się na wynikach przedsiębiorstw.
Spadek prognoz zysków jest nieunikniony, zwłaszcza przy utrzymujących się wysokich stopach i rosnących kosztach produkcji. Gdy zyski zaczną się kurczyć, obecne ceny akcji staną się jeszcze mniej znośne.
Tu wkracza krach pasywnego popytu – mechanizm, w którym spadające zyski prowadzą do ograniczeń zatrudnienia, masowych zwolnień i spadków wpłat na konta emerytalne, obowiązkowo inwestowane w fundusze indeksowe.
Te fundusze, kontrolowane przez takie giganty jak Vanguard, BlackRock i State Street, nie analizują fundamentalnych wartości, lecz podążają za trendem i wielkością spółek. To nie jest marginalny obszar – to ponad połowa aktywów funduszy w USA, bezpośrednio podłączona do kont emerytalnych milionów obywateli.
Jednak fundusze te nie trzymają wystarczających zapasów gotówki i zmuszone są do korzystania z linii kredytowych. Gdy rosną wypłaty, zmieniają się w przymusowych sprzedawców, co potęguje spadki i zamienia korektę w kaskadę wyprzedaży.
Kryptowaluty – kolejny zapalnik globalnego krachu?
Do tego systemu dołączyły kryptowaluty, które są aktywem o najwyższej zmienności i rosnącym znaczeniu – obecnie obecne w planach emerytalnych, ETF-ach i skarbcach korporacji. Glenn zauważył, że gwałtowny spadek na rynku krypto nie będzie już marginalny, lecz szokiem systemowym – może on pociągnąć za sobą efekt domina i uruchomić ogromny krach liczący miliardy dolarów.

Historia dobrze uczy, że przy poważnym rozciągnięciu wycen, takim jak w 1929, 2000, 2008 czy nawet 2021 roku, nie następuje łagodne lądowanie, lecz gwałtowny krach.
Katalizator spadków zwykle jest błahy – wyprzedaż kryptowalut, uwięzienie Fedu przez inflację, zmiana globalnego systemu rozliczeń czy nagły pokój na Ukrainie, który kończy hossę. Jednak przy istniejącym poziomie przewartościowania faktyczny moment rozpoczęcia krachu traci na znaczeniu.

CYNICZNYM OKIEM: Rynki finansowe to winda – która latami wspina się po schodach, by potem z absolutną prędkością runąć w dół. Obserwowanie tego od tyłu, kiedy trzęsienie ziemi nadchodzi, często jest rolą samotnego jasnowidza na tarasie najwyższego piętra. Historia nie zna wyjątków.
Warto pamiętać, że grawitacja rynków działa bezwzględnie – choć czas wyznaczenia momentu krachu bywa kapryśny, jego nadejście jest nieuniknione.


